Weekend ze Sparkiem | Mazowsze

Szukasz pomysłu na weekend? Na wycieczkę za miasto nie potrzebujesz rodzinnego vana. W naszym cyklu co tydzień ciekawe miejsca i wrażenia z jazdy nowym Chevroletem Sparkiem. Podpowiadamy, gdzie i za ile można pojechać takim maluchem

Auto: Chevrolet Spark 1.2 LT
Trasa: Warszawa - Konstancin-Jeziorna - Radziejowice - Nieborów - Arkadia - Modlin - Warszawa
Długość trasy: 257 km
Średnie zużycie paliwa: 6,4 l/100 km
Koszt paliwa: ok. 70 zł

Wbrew pozorom województwo mazowieckie obfituje w bardzo ciekawe miejsca, zarówno pod względem historycznym, architektonicznym jak i krajobrazowym. Dziś przygotowaliśmy wycieczkę po tym właśnie rejonie.

Mazowsze zdobywać będziemy w Sparku, mikrusie spod znaku Chevroleta. Przy długości przekraczającej nieco 3,5 metra można spodziewać się, że dłuższe trasy za jego kierownicą to prawdziwa tortura. Ponad 200 km przekonuje mnie, że wcale tak nie jest. Autem podróżuje się naprawdę wygodnie. Głównie dzięki komfortowym przednim fotelom. Z tyłu nie jest już tak różowo, chociaż jak na swoją klasę, Spark oferuje całkiem sporo miejsca pasażerom tylnej kanapy.

KONSTANCIN-JEZIORNA

W celu oswojenia się z autem i nabrania sił przed podróżą jedziemy niedaleko, bo do Konstancina-Jeziorny, położonego 18 km na południe od centrum stolicy. Jedną z głównych atrakcji tej uzdrowiskowej miejscowości jest zbudowana w 1978 roku tężnia solankowa, znajdująca się w samym centrum Parku Zdrojowego.

Droga z centrum Warszawy jest bardzo łatwa. Wystarczy na Wisłostradzie obrać kurs na Wilanów i w ciągu półgodzinnej spokojnej jazdy (pod warunkiem, że nie ma korków), bez przeszkód dotrzemy do pierwszego Konstancińskiego ronda. Na nim jedziemy prosto. Dopiero na drugim skręcamy w prawo w kierunku Parku Zdrojowego. Zanim dotrzemy do tężni czeka nas krótki spacer. Szczególnie w weekendy, puste miejsca parkingowe na obrzeżach parku to niezwykle rzadki widok. Na szczęście gabaryty auta są w tym przypadku bardzo pomocne.

Słynnego solankowego inhalatorium nie sposób przegapić. Dziwną, pudełkowatą, jakby pokrytą strzechą budowlę widać z daleka. Przed wejściem (dorośli zapłacą 9 zł) znaleźć można instrukcję, ile czasu spędzić w każdej z części obiektu, by jak najlepiej wykorzystać solankową odnowę. Zdaniem specjalistów, powinniśmy poświęcić na to co najmniej godzinę. Warto.

W pierwszej chwili, wdychanie wodnej mgiełki z dużą zawartością soli i minerałów może wydawać się niezbyt zachęcające. W rzeczywistości jednak, specyficzny mikroklimat panujący wewnątrz oraz w okolicy tężni działa niezwykle kojąco. Po regenerującej inhalacji i powrotnym spacerze do auta, czas obrać kolejny cel podróży.

ZESPÓŁ PAŁACOWY I PARK W RADZIEJOWICACH

Tym razem odwiedzimy kilka miejsc na zachód od Warszawy. W pierwszej kolejności jedziemy się do Radziejowic, niewielkiej miejscowości położonej na lekko pofalowanym terenie wypiętrzenia Mszczonowskiego. Z Konstancina-Jeziorny dotrzemy tam wybierając drogę 721 w kierunku na Piaseczno. Po kilkunastu kilometrach dochodzi ona do krajowej "ósemki", popularnie zwanej "katowicką". Skręcamy w nią w lewo.

Na równej, dwujezdniowej drodze łatwo docenić zawieszenie Sparka, które inżynierowie zestroili dość twardo. I chwała im za to. Auto prowadzi się pewnie, i nawet przy szybkich zmianach kierunku jazdy nadwozie nie przechyla się bardziej, niż moglibyśmy tego oczekiwać. I chociaż na wybojach może trochę wytrząść, to zarówno mniejsze jak i większe dziury maluch znosi z wielką gracją. Za miejscowością Krze Duże wzmagamy czujność, by nie przegapić skrzyżowania z drogą numer 579. Na światłach skręcamy w prawo, a tablice informacyjne doprowadzą nas do celu podróży.

Czeka tu na nas doskonale zachowany i równie dobrze utrzymywany zespół pałacowy otoczony wspaniałym parkiem. Pierwsze budynki (Zameczek) powstały jeszcze w XVI wieku. W 1684 r. Prymas Michał Radziejowski ukończył budowę barokowego pałacu, który przez następne stulecia często modyfikowano. Ostateczną, klasycystyczną formę budynek otrzymał na początku wieku osiemnastego, odbudowany według projektu Jakuba Kubickiego. Wnętrza pałacu otrzymały bogatą dekorację sztukatorską i malarską, a w mansardzie urządzono mały teatr. W swej historii pałac gościł wiele znakomitych osobistości polskich i zagranicznych dworów. Bywali tu Zygmunt III Waza, Władysław IV, Jan III Sobieski.

Od roku 1965 pałac zaczął pełnić funkcję domu pracy twórczej dla twórców kultury. Przyjeżdżają tu pisarze, publicyści, aktorzy, filmowcy, muzycy i plastycy. Niegdyś częstym gościem bywał tu mieszkający w sąsiedniej Kuklówce Józef Chełmoński, a Henryk Sienkiewicz obmyślał w Radziejowicach kolejne sceny "Krzyżaków". Wokół pałacu i połączonego z nim neogotyckiego zameczku znajduje się malowniczy park krajobrazowy z wielkim stawem, w którym w gorące dni można nawet popływać.

Po drugiej stronie drogi na gości czeka folwarczna część radziejowskich włości z wzniesionym w XVII wieku modrzewiowym dworem, dziewiętnastowieczną, murowaną kuźnią oraz współczesną częścią biwakową parku. Gdy nacieszymy się już Radziejowicami, czas ruszać dalej. Tym razem na naszym celowniku znajduje się pałac w Nieborowie oraz sentymentalny ogród w Arkadii, ale nie tej handlowej w centrum Warszawy.

NIEBORÓW I ARKADIA

Pod maską naszego malucha pracuje mocniejszy w gamie Sparka, benzynowy silnik o pojemności 1,2 l. Na papierze 81 KM nie wygląda źle, ale w praktyce... Na typowych, polskich, jednojezdniowych drogach trzeba uważnie kalkulować dogodny do wyprzedzania moment. Szczególnie, jeśli na naszą eskapadę zabraliśmy znajomych z bagażem. A skoro już mowa o bagażu, warto wspomnieć o bagażniku. Ten w Sparku nie pozostawia złudzeń, do jakich celów auto zostało stworzone. Kilka siatek z zakupami swobodnie się zmieści, ale na dłuższe wypady miejsca brakuje. Cóż, trzeba zabierać tylko naprawdę niezbędne rzeczy.

W tej chwili przyda nam się GPS albo dokładna mapa Polski. Z nimi można zaryzykować trasę bocznymi drogami przez Żyrardów, Wiskitki i Bolimów. Jeśli ich nie posiadamy, bezpieczniej będzie jeśli skierujemy się do Mszczonowa, tam skręcamy w prawo w "ósemkę" - kierunek Rawa Mazowiecka. Ponownie w prawo skręcamy na skrzyżowaniu w Zawadach, tym razem w drogę numer 70 na Skierniewice. Mijamy miasto i około 15 km dalej docieramy do celu.

Pałac w Nieborowie to jedna z nielicznych polskich rezydencji magnackich, która szczęśliwie przetrwała burzliwy okres II wojny światowej. Od 1945 r. jest filią Muzeum Narodowego w Warszawie. Zaprojektowany przez Tylmana z Gameren barokowy pałac powstał pod koniec XVI w. Po kilku zmianach właścicieli, w 1774 r. znalazł się on w posiadaniu księcia Michała Hieronima Radziwiłła i w rękach jego rodziny pozostawał aż do upaństwowienia i przekształcenia w muzeum wnętrz pałacowych.

Z polecenia księcia powstał otaczający pałac, geometryczny park w stylu francuskim z wiekowymi platanami, niskimi labiryntami bukszpanowymi oraz szeroką aleją lipową z trawnikiem dywanowym. Po stronie wschodniej ogrodu zabudowania znajdują się natomiast budynki gospodarcze, zbudowane w końcu XVIII wieku: oranżerie, stajnia, wozownia oraz domki oficjalistów dworskich.

Kilka kilometrów dalej, żona księcia - Helena z Przeździeckich stworzyła natomiast niezwykły park w stylu angielskim, który zgodnie z ówczesną oświeceniową modą na antyk nazwała Arkadią. Jest to bez wątpienia jedno z bardziej magicznych tego typu miejsc w Polsce. W charakterystyczny dla epoki romantyzmu sposób Radziwiłłowa połączyła tu baśniowość z ludowością. Na stosunkowo niewielkim obszarze sąsiadują tu budynki zbudowane w różnych stylach architektonicznych. I właśnie ta zaskakująca różnorodność sprawia wrażenie niezwykle hipnotyzujące i dziwnie niepokojące zarazem.

Budowlą, która wita nas w tej dziwnej krainie jest Świątynia Diany, zbudowana w 1783 r. według projektu Szymona Bogumiła Zuga. Naprzeciw jej wrót znajdują się, ozdobione rzeźbami lwa oraz sfinksa schody, prowadzące wprost do tafli arkadyjskiego stawu. Nad wejściem widnieje napis "Dove pace trovai d'ogni mia guerra". To cytat z sonetu Petrarki - Tutaj odnalazłem spokój po każdej mojej walce. W Świątyni Radziwiłłowa zgromadziła swoją kolekcję antyków, pochodzącą z zakupów i darów, w tym od carycy Katarzyny II. Nieopodal, wśród drzew przebijają ruiny dwupoziomowego akweduktu. Nie jest to budowla oryginalna. Ta, która ostała się do dziś została zrekonstruowana w latach 50. nad kanałem doprowadzającym wodę do stawu.

Z głębi parku wychyla dziwna, otoczona zdobionym murem, dwupiętrowy budynek z cegły i kamienia. To Przybytek Arcykapłana, czyli Łazienki. Na jego południowej stronie znajduje się taras otoczony kolumnami, a pod nim kolebkowe przejście. Pośrodku ściany wschodniej znajduje się ślepa arkada z płaskorzeźbą Gioacchina Staggiego - Nadzieja karmiąca Chimerę. Nad wszystkim góruje samotna wieżyczka z gołębnikiem. Jeszcze większe wrażenie robią kolejne zabudowania - Łuk Grecki oraz sąsiadujący z nim Dom Murgrabiego, budynek w stylu średniowiecznych warowni z wieżą zwieńczoną blankami oraz znajdujący się tuż nieopodal Domek Gotycki, zbudowany na pagórku kryjącym mroczną Grotę Sybilli.

Sentymentalny Park w Arkadii to niezwykłe miejsce. Aż trudno uwierzyć, że jest tak blisko miasta. Łatwo utknąć tu na długie godziny. Czeka jednak na nas jeszcze jeden, ostatni już punkt podróży.

TWIERDZA MODLIN

Z Arkadii jedziemy dalej na zachód drogą numer 70 w kierunku Łowicza, która w samym mieście skręca na północny wschód, a po kilku kilometrach łączy się z krajową "dwójką". Na rondzie za miejscowością Dachowa skręcamy w lewo na Wyszogród i drogą numer 50 dojeżdżamy do skrzyżowania z drogą 575, tuż za Kamionem. Skręcamy w prawo i jedziemy wzdłuż Wisły, aż do mostu w Kazuniu.

Przed nami sporo kilometrów. Jest zatem okazja dokładniej przyjrzeć się wnętrzu naszego auta. Odważne, to pierwsze określenie, które przychodzi gdy zerkamy na głębokie przetłoczenia w desce rozdzielczej, bardzo oryginalny sposób umiejscowienia zegarów oraz świecące elementy wykończenia pomalowane pod kolor nadwozia. Te ostatnie, podobnie jak górna cześć deski rozdzielczej potrafią niestety w słoneczne dni nieprzyjemnie odbijać się w przedniej szybie.

Mimo to, pomysł na wnętrze, choć nieco krzykliwy budzi pozytywne odczucia. Konsola centralna z radiem oraz panelem do obsługi klimatyzacji stanowi zwartą, stylistyczną całość a użyte materiały są naprawdę niezłej jakości. Z zewnątrz auto wygląda równie nowocześnie i odważnie. Osobiście zrezygnowałbym jednak z klamek tylnych drzwi ukrytych w plastikowych ramkach przy oknach (podobne rozwiązanie znamy z Civica). Styliści próbowali zapewne upodobnić czterodrzwiowego malucha do coupe. Efekt jest jednak taki, że Spark wcale nie wygląda bardziej sportowo, za to szpanerskie obudowy klamek skutecznie pogarszają widoczność do tyłu. W aucie stworzonym do miejskich manewrów to dość ryzykowny pomysł.

Dojeżdżamy do Kazunia. Wystarczy przekroczyć rzekę i jesteśmy na miejscu. W samym Modlinie najlepiej znaleźć tablicę, która pomoże dotrzeć do fortyfikacji, na który składają się dwa obwody obronne cytadeli oraz dwa pierścienie zewnętrznych fortów. Na szczęście na obszarze miasteczka ich nie brakuje.

Modlin stanowi wielokrotnie rozbudowywany zespół umocnień i zawiera w sobie elementy fortyfikacji francuskiej, rosyjskiej i polskiej. Budowę rozpoczęto w 1806 r. według planów francuskich inżynierów François Chasseloup-Laubata i François Haxa, na polecenie samego Napoleona Bonaparte. Nota bene, najstarszym zachowanym do dziś elementem fortyfikacji jest Reduta Napoleona na terenie twierdzy zewnętrznej.

Podczas powstania listopadowego twierdza była jednym z ostatnich punktów obronnych wojska polskiego. Po upadku powstania z inicjatywy władz carskich przystąpiono do gruntownej modernizacji i rozbudowy twierdzy. Pracami kierowali inżynierowie Iwan Dehn i Aleksander Feldman. Wzniesiono zewnętrzne bastiony i działobitnie, a w kurtynach obwodu wewnętrznego założono bramy. Kolejnych zmian dokonano po 1864 r. Pod okiem gen. Eduarda Totlebena zbudowano m.in. obronne koszary. Mające 2,3 km, uchodzą za najdłuższy budynek w Europie. Ich rozmiar docenić można dopiero z lotu ptaka.

Twierdzę w Modlinie najlepiej zwiedzać w towarzystwie przewodnika (szczegóły i cennik tutaj). Nie dość, że ciekawie opowiada o historii tego miejsca, to na dodatek prowadzi zwiedzających do niedostępnych zazwyczaj zakątków. Taka wyprawa może potrwać nawet kilka godzin. Mamy też dobrą wiadomość dla miłośników militariów. Z inicjatywy fundacji "Park Militarny Twierdzy Modlin" na terenie twierdzy odbywają się często giełdy wojskowych przedmiotów oraz zloty militarnych pojazdów.

Modlin to już ostatnia atrakcja naszej wycieczki. Gdy nacieszymy oczy panoramą dolin Wisły i Narwi nadchodzi czas powrotu. Ulicą Generała Bema wyjeżdżamy na obrzeża miasta. Dojeżdżamy do drogi numer 62 (w Modlinie jest to ulica Generała Wiktora Thomee), skręcamy w prawo i po chwili wjeżdżamy na most Pancera. Przekraczamy najpierw Narew, potem Wisłę i kilka kilometrów dalej zjeżdżamy na drogę S7, popularnie zwaną Gdańską. Jakieś pół godziny później docieramy do obrzeży Warszawy od strony Łomianek. Kilka skrzyżowań z sygnalizacją, prowadzi do kolejnej obserwacji - linia dachu w Sparku jest poprowadzona zbyt nisko. To pierwsze auto, w którym stojąc jako pierwszy na światłach musiałem schylać się by sprawdzić, czy nie zapaliło się już zielone. A dodać muszę, że żaden ze mnie olbrzym. Czyżby akurat sygnalizatory przy wjeździe z Gdańska były wyżej zamontowane?

Muszę przyznać, że Spark zrobił na mnie pozytywne wrażenie. To naprawdę niezły kompan do podmiejskich wycieczek. Po liczącej ponad 250 km podróży jestem zaskakująco wypoczęty i spokojnie mógłbym powtórzyć tę samą trasę. Może to zasługa solankowej inhalacji?

Bartosz Sińczuk

Weekend ze Sparkiem - Świętokrzyskie - ZOBACZ TUTAJ

Projektant Camaro odchodzi do Volkswagena - WIĘCEJ

Samochody: Chevrolet Camaro - ogłoszenia

Więcej o: