Renault Zoe | Premiera w Polsce

Polska oferta samochodów elektrycznych powiększyła się o kolejny model. Jest nim Renault Zoe, które po dziwacznym Twizy i dostawczym Kangoo uzupełniło gamę pojazdów francuskiej marki z elektrycznym źródłem napędu

Po drodze był jeszcze kompaktowy sedan Fluence Z.E., ale zaprzestano jego produkcji z powodu niewielkiego zainteresowania i problemów finansowych partnera tworzącego sieć wymiany akumulatorów. Czy nowy model Zoe sprawi, że auta elektryczne zyskają na popularności?

Być może, bo konstrukcja wydaje się być udana i dopracowana. Ale w Polsce na kupno samochodu przyjaznego środowisku, a więc nie emitującego spalin czy też emitującego ich mniejszą ilość (hybrydy),  mogą sobie pozwolić tylko nieliczni. Dlaczego, skoro ich koszt użytkowania jest niewielki? Odpowiedź jest banalnie prosta, zbyt wysoka cena zakupu. W naszym kraju nadal najważniejsza jest tylko pojemność silnika, od której zależy wysokość akcyzy. Emisja spalin nie ma znaczenia. Polskie prawo nie przewiduje jakichkolwiek zachęt do kupowania tego typu pojazdów w postaci ulg podatkowych czy dopłat. Brak też jest rozwiniętej infrastruktury miejskiej, czyli stacji szybkiego ładowania akumulatorów. Pod tym względem Polska jest daleko w tyle za innymi państwami europejskimi. Przeciwności jest naprawdę wiele, ale od czegoś kiedyś trzeba zacząć. Skupmy się zatem na nowym Renault Zoe.

Sprawdź oferty specjalne na modele Renault

Auto trafiło do Polski ze sporym, ponad rocznym opóźnieniem, ponieważ jego sprzedaż na szerszą skalę rozpoczęła się w marcu 2013 roku. W rodzimej Francji samochód jest już dostępny od końcówki 2012 roku, czyli parę miesięcy po genewskim debiucie. Początki Zoe sięgają jednak znacznie wcześniej, bo 2008 roku, kiedy to prezes Renault, Carlos Ghosn, zapowiedział wprowadzenie do produkcji seryjnej całej gamy elektrycznych pojazdów. Kluczowym modelem miał być właśnie Zoe (wtedy projekt X10) - auto od podstaw zaprojektowane jako samochód elektryczny.

W 2010 roku zakończono prace projektowe. Postawiono na nowoczesny, ale nie szokujący design. Uznano, że już sam rodzaj napędu stanowi pewien przełom. Hatchback zwraca na siebie uwagę płynnymi i zaokrąglonymi liniami. Znakiem rozpoznawczym Zoe, jak i pozostałych elektrycznych modeli Renault, są: niebieskie logo i wkłady przednich reflektorów w tym samym kolorze. Błękitne elementy mają również przezroczyste tylne światła, które stają się czerwone dopiero nocą i podczas hamowania. Samochód wyróżnia się także klamkami ukrytymi w słupkach tylnych drzwi, w których odciśnięty jest kciuk projektanta, który nadał autu ostateczny szlif - Laurensa Van Der Ackera.

Zoe wielkością odpowiada popularnemu Clio. Pewne podobieństwa do tego modelu zauważymy po zajrzeniu do środka. Taki sam jest np. centralny panel na desce rozdzielczej. Oba auta są produkowane w tej samej fabryce we francuskim Flins. Ale Zoe to w znacznej mierze zupełnie inny samochód. Płyta podłogowa jest zmodyfikowana z powodu wkomponowania baterii litowo-jonowych. Takie samo jest przednie zawieszenie, ale tylne to już połączenie układu z Megane i nowych elementów, które muszą wytrzymać większą masę pojazdu (1465 kg).

Silnik elektryczny ma moc 65 kW (88 KM) i daje do dyspozycji kierowcy 220 Nm momentu obrotowego (o czym dalej). Producent przekonuje, że koszty eksploatacji samochodu elektrycznego są niższe niż w przypadku samochodu z napędem spalinowym. Nie trzeba wymieniać paska rozrządu, filtra powietrza, filtra paliwa, ani oleju. No dobrze, ale dużym wydatkiem są akumulatory, które przecież z czasem tracą swoją sprawność. Renault proponuje ich wynajem na okres 36 miesięcy. W zamian za miesięczną opłatę w wysokości 379 zł przy okazji przeglądów serwisowych sprawdzana jest ich żywotność, gdy spadnie poniżej 70 proc., klient otrzyma nowy zestaw akumulatorów, a producent zajmie się utylizacją zużytego zestawu. W pakiecie oferowana jest usługa assistance, obejmująca również wyładowanie się akumulatora.

Według cyklu NEDC zasięg w pełni naładowanego Zoe wynosi nawet 210 km. W realnych warunkach niestety znacznie mniej - do 150 km, a zimą do około 80-100 km. W porównaniu z zasięgiem samochodu spalinowego to niewiele, jednak na codzienne dojazdy do pracy powinno spokojnie wystarczyć, nawet na kilka dni. Baterie można uzupełniać energią z wielu źródeł, dzięki układowi Cameleon, który dostosowuje się do mocy dostępnej w gnieździe zarówno jednofazowym, jak i trójfazowym, aż do 43 kW. Z domowego gniazdka elektrycznego 230V ładowanie zabiera oczywiście najwięcej czasu (8-10 godz.), korzystając z publicznych punktów ładowania (6-9 godz.). Najlepiej używać szybkich punktów ładowania, wtedy trwa to tylko około godziny, ale zwłaszcza w Polsce można ich ze świecą szukać.

Polski cennik Renault Zoe otwiera kwota 89 900 zł. Tyle kosztuje wersja Life. Bogatsze odmiany Intens i Zen to wydatek 97 400 zł. Dużo, jak na tej wielkości auto. W wielu krajach europejskich wysoka cena jest rekompensowana systemem ulg ze strony państwa, ale nie w Polsce. Musimy jeszcze pamiętać o miesięcznym abonamencie za użytkowanie baterii. Samochód objęty jest gwarancją na dwa lata bez limitu kilometrów. Gwarancja na silnik udzielana jest na okres pięciu lat lub 100 000 km. W testach zderzeniowych Euro NCAP samochód otrzymał pięć gwiazdek.

Renault Zoe - pierwsza jazda

Pierwsze wrażenia

Mieliśmy już okazję odbyć bardzo krótką przejażdżkę nowym modelem Renault. Osiągi w zupełności wystarczają do sprawnego poruszania się po mieście. Jak to w przypadku silnika elektrycznego, maksymalny moment obrotowy jest osiągany od samego "dołu", więc autem rusza się bardzo szybko, a do tego płynnie i bez wibracji (przyspieszenie od 0 do 50 km/h trwa tylko 4 sekundy). Jeśli ktoś nie jechał jeszcze autem elektrycznym, to będzie zaskoczony panującą w kabinie ciszą, szczególnie przy niższych prędkościach (później hałas powodują szum powietrza opływający karoserię i opory toczenia opon). Lepszą reakcję na gaz możemy uzyskać wyłączając tryb "Eco", służący do oszczędzania baterii (obniża jeszcze wydajność klimatyzacji).

Praktycznym pomysłem jest system nawigacji z wbudowaną funkcją pokazującą na mapie realny zasięg pojazdu, żeby przy planowaniu podróży przypadkiem nie zapomnieć, że poruszamy się autem elektrycznym. Niestety, słabe wrażenie w kabinie robią twarde tworzywa sztuczne, których użyto do wykończenia kokpitu i drzwi. Za to ciekawym rozwiązaniem są fotele pokryte Teflonem (w najwyższej wersji Zen). Dzięki tej niewidocznej i bezwonnej powłoce, tapicerka siedzeń jest nieprzemakalna i odporna na zaplamienia.

W Renault Zoe pozycja za kierownicą jest wysoka, wyższa niż w Clio. Z tyłu siedzi się jeszcze wyżej, już pasażer o wzroście 180 cm będzie dotykać czupryną o dach. To wynik umieszczenia zestawu baterii w podłodze, a więc pod siedzeniami. Są jednak istotne zalety takiego rozwiązania. Po pierwsze lepsza stabilność pojazdu, a po drugie normalnych rozmiarów bagażnik, jak w aucie z silnikiem spalinowym, w tym przypadku jego pojemność to 338 litrów.

ZOBACZ TAKŻE:

Koniec elektrycznego Renault Fluence

Renault Fluence ZE