BMW 760 Hydrogen - test | Plujemy wodą

Mam za plecami supertermos, w którym pluska 8 kg płynnego wodoru schłodzonego do -253 stopni Celsjusza, siedzę w komfortowym fotelu a z rury wydechowej cieknie woda. Ekolodzy powinni piszczeć z radości
W roku 1937, w Ameryce, w gwałtownym i efektownym pożarze spłonął sterowiec Hindenburg, zabijając 40 osób. Większość wielkich, wypełnionych wybuchowym gazem, statków powietrznych wymyślonych przez Ferdinanda von Zeppelina skończyła w podobny sposób - płonąc, eksplodując bądź rozbijając się po zboczeniu z kursu. Eksperyment się nie udał - obwieszczono koniec epoki wodoru wykorzystywanego do napędu.

Kiedy dostałem zaproszenie na przejażdżkę autem z napędem wodorowym, stanęły mi przed oczami obrazy płomieni sięgających nieba. W pierwszej chwili byłem też przekonany, że auto marki BMW będzie wyposażone w ogniwa wodorowe (w wyniku reakcji chemicznej wytwarzany jest prąd, który za pośrednictwem silnika elektrycznego, napędza auto). Myliłem się, BMW 760 Hydrogen ma konwencjonalny silnik spalinowy, który może być zasilany tak benzyną, jak i ciekłym wodorem.

Silnik został jednak brutalnie wykastrowany, kto to widział, by sześciolitrowe V12 produkowało tylko 260 KM? Za to może jeździć na wysoce wybuchowej mieszance powietrza i wodoru a z jego rury wydechowej dobywa się jedynie para wodna. Taki luksusowy czajnik z biało-niebieską szachownicą na masce. Auta, którymi polscy dziennikarze mogli się przejechać przyjechały do nas z Niemiec. Tam też (konkretnie w Berlinie) znajduje się najbliższa stacja, na której można zatankować wodór. Ale jak tankuje się wodór? Najlepiej wie to komputer, który steruje całą operacją. Sam otworzy klapkę a gdy wsadzisz rurę z wodorem w zawór, wpierw odessie z niego powietrze. Powietrze, lub - co gorsza - woda w zetknięciu ze zmrożonym wodorem, stworzy całe mnóstwo mikroskopijnych kryształków. Kiedy te dostaną się do baku lub komory spalania to Właściwie nie wiem co, wszelkie informacje prasowe milczą na ten temat, ale wiadomo, że dla silnika nie skończy się to dobrze. Dla kierowcy chyba trochę lepiej - nikt nie wspominał o eksplozji bądź pożarze godnym Hindenburga.

Wracając do tankowania - komputer sterujący operacją nie pozwoli też ruszyć, póki pojazd nie jest odłączone od stacji tankującej. O ile w aucie benzynowym ruszenie ze stacji z pistoletem w baku kończy się urwaniem węża i zachlapaniem okolicy paliwem, o tyle tu może być całkiem groźne. Najciekawszy w BMW Hydrogen jest zbiornik wodoru. Z całym osprzętem waży 200 kilo, ale dużo potrafi. Jego zdolność utrzymywania temperatury najlepiej obrazuje porównanie do termosu. Jeśli do baku BMW nalejemy kawy o temperaturze 80 stopni Celsjusza to wystygnie do 40 stopni mniej więcej po półtora roku. Izolację zbiornika można też porównać do warstwy izolacyjnego styropianu o grubości - bagatela - 17 metrów.

Sprawdźmy jak się tym jeździ. Wsiadam za kółko, ustawiam ulubioną stację radiową. Hm, chyba nie do końca ulubioną. Po 10 minutach walki z osławionym iDrivem udaje mi się zmienić Radio Maryja na porządne rockowe granie. Zwalczam w sobie chęć naciskania kolejnych otaczających mnie przycisków, tylko po to, by zobaczyć co włączają i spędzania kolejnych minut na próbach wyłączania tego, co włączyły. Włączam rozrusznik. Wicepremier Waldemar Pawlak - znany wielbiciel aut hybrydowych, prywatnie właściciel Toyoty Prius - również miał okazję przejechać się BMW Hydrogen. Przyznał, że różnica między jazdą na benzynie a jazdą na wodorze jest niezauważalna. Nie do końca. Silnik zawsze startuje na wodorze. To dość dziwne uczucie - rozrusznik pracuje przez kilka sekund - nie dlatego, że trudno zapalić, ale po to, by przed odpaleniem silnika usunąć wszelkie ślady powietrza i wody z układu dolotowego.

Wracając do jazdy na wodorze - nie sposób narzekać. Silnik pracuje miarowo, a po wciśnięciu gazu auto, mimo stosunkowo małej mocy i sporej wagi, wyrywa do przodu. Co ciekawe, rodzaj paliwa zasilającego silnik zmienia się przyciskiem na kierownicy. Można to zrobić w dowolnym momencie.

Zaczynam jazdę na wodorze. Gaz, hamulec, gaz - wszystko działa rewelacyjnie. Silnik brzmi trochę dziwnie. Mam wrażenie, że potężne V12 po prostu ordynarnie siorbie. Czas na zmiany. Jadę na wodorze, zmieniam paliwo na benzynę. Nagle silnik zyskuje na elastyczności i kulturze pracy. Wciśnięcie gazu wyzwala przyjemny pomruk pod maską. Jednym kliknięciem wracam do napędu wodorowego. Gdzieś daleko za moimi plecami słyszę ciche BLURP - otwierają się zawory od termosu z wodorem. Silnik znów zaczyna siorbać płynny gaz, z rury wydechowej leci czysta para wodna, a Matka Natura jest ze mnie dumna.

BMW 760 Hydrogen ma kilka wad, ale wszystkie związane są ze zbiornikiem wodoru. Ów supertermos jest duży i umieszczony w bagażniku. Dramatycznie zmniejsza to przestrzeń ładunkową a także widoczność do tyłu - za zagłówkami pasażerów siedzących z tyłu jest spory garb, wymuszony przez gabaryty zbiornika. Dodatkowe 200 kilo za tylną osią nie może też pozytywnie wpłynąć na prowadzenie auta, ale dramatu nie ma.

Dlaczego BMW chce napędzać auta wodorem? Czy to mniej szkodzi środowisku? Tak, lecz ciągle do uzyskania wodoru potrzebna jest duża ilość energii. BMW chce, by pozyskiwano ją w sposób jak najbardziej naturalny - na przykład w elektrowniach wiatrowych. Mogłyby one produkować wodór w czasie, gdy nie dostarczają prądu do naszych gniazdek. Wtedy miałoby to sens.

Czy wodór jest tani? I tak, i nie. W Niemczech 1 kg wodoru kosztuje około 8 Euro, BMW 760 na 8 kg wodoru przejedzie 150 - 200 km. To nie jest specjalnie tanio, ale technologia poszła do przodu. Nasze BMW 760 ma już dwa lata, nowe silniki potrafią wygospodarować moce rzędu 300 KM z 2 litrów pojemności i spalają 1 kg wodoru na 100 km. To już jest tanio.

Czy wodór będzie paliwem przyszłości? Nie wiadomo, ale dobrze, że BMW próbuje.

Reasumując - robiłem już wiele stresujących rzeczy. Myślałem, że zaliczę do nich również jazdę na płynnym wodorze. Ale nie. Zaufałem technologii i żyję. Świadomość, że jazda samochodem nie musi oznaczać zagłady wiewiórek i że nie wydzielam przeklętego przez ekologów CO2 jest bezcenna. I przy tym ciągle siedzę w luksusowym samochodzie, który zostawia większość smrodliwych aut daleko za plującą wodą rurą wydechową.