Gazeta.pl > Porady >  Eksploatacja

Jak zapalać auto na mrozie?

war, dodo
07.01.2009 16:14
A A A Drukuj
Źródłem zimowych kłopotów są najczęściej akumulator lub paliwo Fot. Karol Piętek / AG
  • Czasem też winna bywa instalacja wysokiego napięcia
  • Uruchamianie samochodu w ten sposób jest ryzykowne (grozi przestawieniem paska rozrządu i awarią silnika)
  • Bytom
  • Jak używać kabli rozruchowych? Pojedynczo i uważnie. Najpierw łączymy plusy, a potem minusy. Jeśli będziemy manipulowali jednocześnie obydwoma, ryzykujemy zwarciem, którego konsekwencje mogą być różne w różnych autach
  • Zamarznięcie zamków może się skończyć tak - otwieraniem samochodu przez... bagażnik
Jednym z najbardziej irytujących doznań w życiu kierowcy jest loteria: zapali czy zdechnie. By nie paść ofiarą mrozu wystarczy odrobina pomysłowości, zapobiegliwości i wiedzy.
Śnieg, lód i mróz. Dziecko do przedszkola, samemu do pracy. Trzeba odwieźć, zawieźć, zdążyć. Wsiadamy i kaput. Z badań przeprowadzonych w Wielkiej Brytanii wynika, że niedyspozycja auta w zimowy poranek jest niemal tak stresująca, jak stłuczka. Nawet jeśli natychmiast wezwiemy taksówkę, dotrzemy na miejsce z najmniej półgodzinnym opóźnieniem. No i o wiele drożej. Co robić, by oszczędzić sobie nerwów? By być pewnym swego auta?

W Skandynawii można je podłączyć do gniazdka, które jest na wyposażeniu wielu miejsc parkingowych. Dzięki temu, że auta mają tam nagrzewnice silnika i powietrza w kabinie, tudzież grzałki w miskach olejowych można je odpalić bez problemu nawet na siarczystym mrozie. U nas trzeba radzić sobie samemu. Jak? Przede wszystkim zadbać o sprawny akumulator. Prawdopodobieństwo, że w najmniej odpowiedniej chwili wyzionie ducha jest odwrotnie proporcjonalne do temperatury i wprost proporcjonalne do okresu bezczynności oraz wieku auta. Jeśli więc nasz wehikuł liczy 10 lat, nie odpalaliśmy go przez kilka dni, ma włączony autoalarm, a ostatniej nocy było - 20 st. Celsjusza, możemy przeżyć zawód. Zwłaszcza gdy w grę wchodzi diesel, znacznie bardziej wrażliwy na jakość paliwa (wytrącająca się na mrozie parafina może go unieruchomić), a w dodatku wymagający dużo większej mocy podczas rozruchu (1,5-2 razy wyższy stopień sprężania niż w silnikach benzynowych). Dlatego chcąc być pewni, że zdołamy wyjechać nazajutrz o świcie na narty - warto wziąć akumulator na noc do domu. Już samo to, że spędzi ją w temperaturze plus, a nie minus 20 st. C, powiększy nasze szanse. A jeśli mamy prostownik (wydatek od 60 do 300 zł) i podładujemy nim akumulator - możemy być wręcz pewni sukcesu.

Zapalanie krok po kroku

Jeśli auto jest mocno zaśnieżone, dobrze jest w pierwszym rzędzie oczyścić tablicę rejestracyjną. A już bardziej na serio - okolice drzwi (lub całe auto, o ile jesteśmy pewni, że zapali) po to, by po ich otwarciu wiatr nie wwiał śniegu do środka (topniejąc będzie zaparowywał szyby). By to zrobić, trzeba przynieść szczotkę do śniegu ze sobą albo trzymać ją w bagażniku (o ile daje się otworzyć z zewnątrz, bo są auta, w których jest to niemożliwe). Otrzepujemy buty, wsiadamy, wciskamy sprzęgło, delikatnie wrzucamy na luz i przekręcamy kluczyk tak, by zapaliły się kontrolki, ale nie silnik. Jeśli włączy się radio, dmuchawa i inne odbiorniki prądu - wyłączamy je, by nie konkurowały o prąd z rozrusznikiem. Jeśli nie włączy się nic, możemy na chwilę (ok. 10 sekund) uruchomić np. światła postojowe, by pobudzić akumulator. W dieslach zrobią to za nas świece żarowe (podgrzewają powietrze w komorze wstępnej lub bezpośrednio w komorze spalania w silniku). W tym przypadku zamiast cokolwiek włączać, wystarczy odczekać, aż zgaśnie pomarańczowa kontrolka z symbolem grzałki. Dopiero teraz przekręcamy kluczyk w pozycję Start (w wersji z "automatem" uprzednio wciskamy hamulec). Jeśli rozrusznik po chwili umilknie, a kontrolki przygasną, możemy dzwonić po taksówkę, szukać kabli rozruchowych lub zacząć wyjmować akumulator, bo na 99 proc. silnika nie da się uruchomić. Jeśli rozrusznik pracuje, lecz silnik nie zapala przez - powiedzmy - pięć sekund, trzeba odczekać dobrą chwilę i ponowić próbę. Gdy za każdym kolejnym razem rozrusznik obraca korbowodem coraz wolniej, nie ma sensu dalej męczyć akumulatora. Kiedy silnik zapali z trudem, warto ułatwić mu pracę, trzymając wciśnięty pedał sprzęgła jeszcze przez 10-15 sekund. Co prawda instruktorzy każą natychmiast wrzucać jedynkę i jechać, ale ta rada dotyczy silnika zimnego, a nie skostniałego na 20-stopniowym mrozie. My, gdy tylko obroty się wyrównają, powinniśmy puścić lewy pedał (już wcześniej "wrzuciliśmy na luz") i pozwolić, by mocno zgęstniały olej w skrzyni biegów nieco się rozgrzał (w niektórych autach z automatem dobrze jest puścić hamulec). W tym czasie dozwolone jest delikatne zwiększenie obrotów silnika benzynowego (do 1500-2000 obr/min), by nieco ograniczyć efekt ssania (w starszych silnikach dodatkowe porcje paliwa osłabiają film olejowy na cylindrach). Triumfalne przegazowywanie zimnego silnika, będące chyba próbą odreagowania stresu związanego z jego uruchomieniem, to jedna z najgłupszych, ale i niestety najczęstszych praktyk obserwowanych na ulicach i parkingach.

Po około minucie pracy silnik można spokojnie... wyłączyć, by wyjść i dokładnie odśnieżyć auto (zapali bez problemu). A jeśli zrobiliśmy to wcześniej, stosujemy standardową procedurę postępowania z zimnym silnikiem (ruszamy łagodnie, nie przekraczamy 2500 obr/min, unikamy najwyższych biegów), do momentu, aż wskazówka temperatury cieczy ustawi się w pionie (90 st. C).

Co należy robić: tankować do pełna (by nie skraplała się para wodna na wewnętrznych ściankach zbiornika), sprawdzać, czy nie zostawiliśmy w aucie zapalonej lampki, włączonego radia lub innego odbiornika prądu, najdalej co parę dni odpalać auto i rozgrzewać silnik podczas jazdy.

Nie zaszkodzi też odchylać na noc wycieraczki (a jeśli się nie da, podłożyć tekturę pod ich pióra), natłuszczać uszczelki, mocno dokręcać zaciski akumulatorowe (klemy), oraz utrzymywać je w czystości.

Czego nie należy robić: rozmrażać zamków gorącą wodą, wlewać do baku denaturatu lub innego alkoholu (niszczy połączenia gumowe), uruchamiać na pych auta ze skrzynią automatyczną, tankować na niepewnych stacjach (dotyczy zwłaszcza aut na ON), włączać przymarzniętych do szyby wycieraczek (uszkodzimy ich pióra), dolewać wody do chłodnicy lub spryskiwacza wycieraczek, pomylić biegunów podczas podłączania prostownika lub kabli rozruchowych do akumulatora.



Prócz tego nie powinniśmy przegazowywać zimnego silnika (lub jeździć na zbyt wysokich obrotach), na dłużej gasić zimnego silnika (trzeba pozwolić mu się rozgrzać nawet wtedy, gdy już jesteśmy u celu), jeździć zbyt długo na ssaniu (dotyczy starszych modeli), wnosić do środka śniegu i lodu, myć auta na mrozie,

Co warto mieć: ciepłe, robocze rękawiczki, szczotkę do śniegu, skrobaczkę do lodu, zapas płynu zimowego do spryskiwacza, odmrażacz do szyb (sól w woreczku to postrach uszczelek), latarkę, preparat do odmrażania zamków, kable rozruchowe do akumulatora i wodoodporną matę bądź gumową wycieraczkę (gdy trzeba przyklęknąć albo położyć się pod samochodem). Kto dużo stoi w korkach, powinien mieć też w domu prostownik (podczas jazdy w ruchu miejskim proces ładowania jest mało wydajny). W górzystym rejonie przydają się łańcuchy i łopatka do śniegu.

    Podziel się

    Dodaj swój komentarz:
    Autor:
    Login / Pseudonim: Hasło:
    Komentuj pod pseudonimem jako Gość lub zaloguj się
    | Załóż konto
    Komentarz:
    2012, 114 250 PLN
    1999, 15 555 PLN
    2008, 36 500 PLN
    2011, 58 900 PLN