Dakar 2011 | Hołowczyc odrobił godzinę

Granica chilijsko-argentyńska, Andy, pustynia, chłód, upał i trasa, która rok temu zdziesiątkowała stawkę, czekały na uczestników Rajdu Dakar podczas dziesiątego etapu z Copiapo do Chilecito

Błędów nie popełnił Hiszpan Marc Coma (motocykl), a Katarczyk Nasser Al-Attiyah (samochód) mniej niż jego główny rywal. Drugie miejsce wśród kierowców zajął Krzysztof Hołowczyc. Na quadzie Szymon Łaskawiec - jak dzień w dzień, od kilku etapów - przez pewien czas prowadził, ale nie wygrał. Dojechał na metę jako trzeci.

Dziesiąty etap był najlepszym z tegorocznych występów Polaków. Hołowczyc, szósty w klasyfikacji generalnej, przegrał tylko z Ginielem de Villersem. W dodatku wyprzedzający go w całym rajdzie Mark Miller dojechał godzinę po zwycięzcy i duża strata Polaka do piątego w klasyfikacji generalnej Amerykanina zmniejszyła się do niecałych dziewięciu minut. Quadowiec Łukasz Łaskawiec, choć na trasie miał problemy z nawigacją, przyjechał na metę etapu trzeci i utrzymał szóste miejsce w klasyfikacji generalnej. Dobrze pojechali motocykliści. Marek Dąbrowski był 23., a Jacek Czachor 31. Obaj przesunęli się o jedno miejsce w klasyfikacji generalnej i zajmują odpowiednio 13. i 15. miejsce.

Jeszcze 50 kilometrów przed końcem odcinka specjalnego uczestnicy jechali 2,6 km n.p.m. Metę ulokowano 1,2 tys. metrów niżej. W górach o tej porze roku jest przenikliwie zimno. Pod koniec etapu praży letni upał. Zarówno Hiszpan jak i Katarczyk zyskali, bo ich główni rywale popełniali błędy. Jednak tylko najlepsi na trasie dzisiejszego 176-kilometrowego odcinka specjalnego się nie mylili. Pętla w pobliżu argentyńskiej Fiambali prowadziła przez wzgórza u podnóża Andów, a potem przez białe, zasolone wydmy.

Rok temu piaski zdziesiątkowały uczestników. Kłopoty z samochodem miał ówczesny obrońca tytułu Giniel de Villiers. Na trasie dachował Hiszpan Juan "Nani" Roma. Najlepszy dzień wcześniej wśród quadowców Hubert Deltrieu miał wypadek i wycofał się z rajdu. Najtrudniej mieli motocykliści, którzy oprócz trudnego terenu musieli zmagać się z paliwem. Część dostawców zaopatrujących motocykle na trasie sprzedała im etanol. Duże straty notowali Marc Coma i David Casteu i David Fretigne, a Jordi Villadoms nie dojechał do mety.

Tym razem Coma pojechał bezbłędnie, za to kłopoty z nawigacją miał jego główny rywal Cyril Despres. Francuz po niecałych stu kilometrach skręcił w niewłaściwą dolinę i razem z jadącym na czele stawki Belgiem Fransem Verhoevenem stracił kilka minut. Na metę dojechał drugi, ale do Comy stracił ponad dziewięć minut i podwoił swoją stratę do Hiszpana w klasyfikacji generalnej do 18 min. i 10 sek. Jeśli żaden nie popełni dużego błędu to bardzo trudno będzie mu odrobić stratę, bo poza czwartkowym, pustynnym etapem, Coma nie będzie już miał gdzie popełnić błędu.

Podobnie jest wśród samochodów. Nasser Al-Attiyah prowadził przez większość etapu. Ostatecznie był czwarty, stracił do pierwszego na mecie de Villiersa ponad osiem minut, ale ponad dziesięć zyskał nad piątym w środę Hiszpanem Carlosem Sainzem. Różnica między nimi w klasyfikacji generalnej wynosi już 12 min. i 37 sek. Jeśli w czwartek Hiszpan tego nie odrobi, to nie uda się mu pewnie do mety w Buenos Aires.

Kuba Dybalski, Źródło: Sport.pl


ZOBACZ TAKŻE:

Dakar 2011 | Volkswagen wyprzedził Volkswagena

Wspomnienia z grupy B - ZOBACZ TUTAJ

Samochody: Subaru Impreza - ogłoszenia

Więcej o: