Opinie Moto.pl: Mazda MX-5 30th Anniversary Edition - zabawka, z której nie chce się wysiadać

Niewiele jest we współczesnym świecie samochodów tak analogowych i dających tyle radości z jazdy, co Mazda MX-5. Kultowy roadster obchodzi w tym roku swoje trzydzieste urodziny. Z tej okazji Mazda wypuściła na rynek specjalną wersję, której powstało zaledwie 3 tysiące egzemplarzy.

Ostatnie ciepłe dni. Dach obowiązkowo złożony, szorowanie fotelem po asfalcie przy niemal wyprostowanych w poziomie nogach i warkot silnika, który wywołuje na twarzy najszczerszy z uśmiechów. Pełnia szczęścia, wiatr we włosach i droga, która może prowadzić dokądkolwiek. Mazda MX-5 to wehikuł czasu, w którym dosłownie zapominacie czym jest zegarek, że coś musicie, że jesteście dorośli i odpowiedzialni. Bo z tego auta nie chce się wysiadać. Chce się tylko jechać przed siebie.

Mechaniczna pomarańcza

Jubileuszowa Mazda MX-5 30th Anniversary została polakierowana na kolor soczystej pomarańczy. Lakier Racing Orange rzuca się w oczy z daleka i sprawia, że trudno tego malca przeoczyć. Kontrastu dodają czarne felgi Rays ZE40 RS30, zza których odważnie wyglądają pomarańczowe (a jakże!) zaciski hamulcowe Brembo. Rocznicowa Miata została zestrojona wręcz sportowo. Poza wydajniejszymi hamulcami mamy także amortyzatory Bilstein (w standardzie) i sportowe fotele Recaro.

Sportowe zawieszenie, felgi, czy fotele, to jednak nie wszystko. Na tylnym błotniku znalazła się indywidualna tabliczka z numerem danego egzemplarza. Ja jeździłam egzemplarzem z 162 z 3000.

Mazda MX-5 30th Anniversary EditionMazda MX-5 30th Anniversary Edition Zuzanna Krzyczkowska

Przepis na uśmiech

Pod maską jubileuszowej Mazdy MX-5 znalazła się dobrze znana dwulitrowa jednostka wolnossąca, która oferuje 184 KM. Moc przekazywana jest w całości na tylną oś. "Mój" egzemplarz był wyposażony w manualną przekładnię o sześciu przełożeniach. I całe szczęście, bo auto występuje także z automatem, choć wtedy cudownie twardego Bilsteina zastępują seryjne amortyzatory. Czemu całe szczęście? Bo to skrzynia szyta na miarę tego samochodu - montowanie w nim automatu, to niemal barbarzyństwo.

Mazda MX-5 30th Anniversary EditionMazda MX-5 30th Anniversary Edition Zuzanna Krzyczkowska

Wnętrze

Wnętrze Mazdy MX-5 nie należy do najbardziej przestronnych i praktycznych, ale łatwo mu to wybaczyć. W kabinie znajdziemy sporo elementów nieosłoniętych tapicerką. Wprowadza to żywe pomarańczowe akcenty do czarnego wnętrza, które są kontynuowane np. przez lamówki na fotelach, czy pomarańczowe szwy na kierownicy i dolnej części deski rozdzielczej.

Kabinę wykończono przyjemnymi materiałami, głównie skórą i czarną alcantarą. Dach składa się ręcznie, ale bez problemu da się to zrobić jedną ręką, nawet nie będąc zbyt wysokim. Podczas dociskania dachu po otwarciu, wystarczy się nieco unieść w fotelu.

Mazda MX-5 30th Anniversary EditionMazda MX-5 30th Anniversary Edition Mazda

Jedyna rzecz do której mogłabym się przyczepić, to brak sensownego miejsca na położenie np. telefonu czy kluczy. Zamykany schowek w tunelu środkowym jest tak mały, że z trudem mieści garażowego pilota. Niewielkie miejsce przed drążkiem zmiany biegów to doskonały sposób na katapultowanie położonych tam przedmiotów przy każdym bardziej dynamicznym ruszeniu. Wnęka jest wykonana ze śliskiego plastiku, a na dodatek jej dno jest nachylone, przez co umieszczony w niej telefon radośnie wylatuje w powietrze po mocniejszym dodaniu gazu. Co prawda między oparciami foteli mamy do dyspozycji całkiem sporą skrytkę, jednak dostęp do niej wymaga zwinięcia się w precel.

Mazda MX-5 30th Anniversary EditionMazda MX-5 30th Anniversary Edition Mazda

Prowadzenie

Za co najłatwiej pokochać MX-5? Nie za opuszczony dach, nie za wygląd wywołujący uśmiech. Za prowadzenie. Intuicyjne, analogowe, wręcz mechaniczne. Skrzynia ma dość krótkie przełożenia, a lewarek wskakuje na swoje miejsca z przyjemnym kliknięciem. Układ kierowniczy stawia zdecydowany opór i jest bardzo bezpośredni. To wszystko razem z wysoką sztywnością samochodu, którą poczujecie na każdym zakręcie, sprawia, że prowadzenie MX-5 jest bardzo angażujące, a jeszcze bardziej satysfakcjonujące.

Ten mały roadster jest idealną zabawką również za sprawą napędu na tylną oś. Równie łatwo wchodzi w poślizg, co z niego wychodzi. Ale po drodze daje się w nim trochę utrzymać, bez jazgotu systemów bezpieczeństwa, które w większości aut stale pilnują, byśmy się broń Boże za dobrze nie bawili. Oczywiście cała ta technologia jest po to, by zwiększyć bezpieczeństwo. Ale jednocześnie zabija ducha wolnej motoryzacji. Miata to taki "wolny elektron" współczesnej motoryzacji. Może i bezsensowna, ale dająca tak niesamowicie dużo frajdy z jazdy, że wybaczasz jej wszelki brak wygód.

Mazda MX-5 30th Anniversary EditionMazda MX-5 30th Anniversary Edition Mazda

Mazda MX-5 to auto, o którym napisano już wiele. Powiem więcej - jeździłam tym wozem nie raz i nie dwa. A mimo to za każdym razem wywołuje na mojej twarzy uśmiech. Wszystko za sprawą tej analogicznej charakterystyki prowadzenia i niemałej skłonności do nadsterowności. Dzięki małym rozmiarom i fenomenalnemu zestrojeniu, Mazda jest naprawdę łatwa w prowadzeniu i opanowaniu. Jest po prostu szalenie intuicyjna, a milion komputerów czy systemów bezpieczeństwa nie wtrąca się do waszego życia. Podczas jazdy poczujecie, że to po prostu lekka, świetnie wyważona i szybka maszyna, która służy do zabawy i generowania uśmiechu. Bo MX-5 za nic w świecie nie jest samochodem praktycznym. Ma turbo-mały bagażnik (ale zmieściłam do niego kierownicę do symulatora. I to w pudełku!), wysiadanie wymaga gimnastykowania się, jest tylko dwuosobowy i tak mały, że w korku będziecie się czuli szalenie bezbronni. Ale te wszystkie "wady" nie są wadami gdy spojrzymy na to jaką radochę ten samochód daje nawet podczas zwykłego przemieszczania się z punktu A do punktu B.

Mazda MX-5 30th Anniversary EditionMazda MX-5 30th Anniversary Edition Mazda

Mazda MX-5 30th Anniversary Edition ma tylko jedną wadę. Jest ściśle limitowana. Producent przewidział tylko 3 tysiące egzemplarzy, z czego zaledwie 47 trafiło do Polski. Historia kultowej Miaty sięga aż 30 lat wstecz. Przez ten czas doczekaliśmy się czterech generacji, a prekursorem japońskiego roadstera była wersja o oznaczeniu NA z uroczo otwieranymi do góry lampami. Obecnie na rynku mamy generację ND, która występuje także w odmianie RF, czyli takiej z metalowym dachem (również egzemplarze rocznicowe występują w odmianie RF). Niestety z punktu widzenia ekologów ten samochód nie powinien istnieć. Ma mocny, dwulitrowy silnik, pali niemało, a na dodatek jest tylko dwuosobowy. Pozostaje mieć nadzieję, że "zieloni" się do niego nie dobiorą. Póki możemy jednak spać spokojnie, bo Mazda wydaje się być ostatnim bastionem silników wolnossących w tym wszechobecnym turbinowym szale.

Mazda MX-5 30th Anniversary EditionMazda MX-5 30th Anniversary Edition Mazda

Więcej o:
Komentarze (12)
Opinie Moto.pl: Mazda MX-5 30th Anniversary Edition - zabawka, z której nie chce się wysiadać
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: SKF

    Oceniono 10 razy 6

    MX-5 - idealny samochod na tor. To nic ze tylko 2.0 bez turbiny. Ten samochod to najlepsza wspolczesna interpretacja Lotusa 7. Kiedy tylko ustawie sie tak, zeby mniej siedziec w pracy a bardziej zyc kupuje Mazde MX-5 na tor i Jimnego w teren. Wrangler na polskie warunki jest za drogi.

  • fafarafafafa

    Oceniono 2 razy 2

    Akurat jak na dwulitrowy wolnossący benzyniak, ND pali całkiem niedużo. W trasie udało mi się zejść do ok. 5,5 litra (przy jeździe przepisowej - 90 gdzie wolno, reszta zgodnie z ograniczeniami). Ale fakt, że tak mało kto jeździ. Na codziennych dojazdach do pracy pali mi ok. 8-8,5l (15km to przelot ekspresówką, drugie 15 to turlanie się 50km/h przez wsie).
    Natomiast to nie jest samochód dla każdego. Osoba zauważalnie wyższa niż 180cm będzie miała problemy ze zmieszczeniem się. Osoba tęższa też (zwłaszcza na stołkach Recaro, które dość dobrze trzymają na boki). Bagażnik jest dość niewygodny, a schowka w desce po stronie pasażera nie ma. O kieszeniach w drzwiach też trzeba zapomnieć.
    Ale faktycznie, prowadzi się po prostu przyjemnie. Jeśli ktoś lubi jazdę (a nie tylko przemieszczanie się z punktu A do B), nie znajdzie na rynku za podobne pieniądze równie dobrego nowego samochodu. Przy czym należy zauważyć, że nie jest to również samochód do sprintów spod świateł. Do tego lepiej sobie kupić dowolnego hot-hatcha.
    Jako miły dodatek dostajemy bardzo prężną społeczność miłośników modelu (to chyba jedyny model, który znam, którego kierowcy pozdrawiają się spotkawszy się na trasie).

  • Gość: Eryk

    Oceniono 1 raz -1

    Jak miałbym wybierać auto sportowe to zdecydowanie supra. Pod każdym względem mi odpowiada a ta najnowsza wyglądem zachwyci nie jednego

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX