Opinie Moto.pl: Aston Martin DB11 - dziś każdy może być Jamesem Bondem

Aston Martin DB11, jak mało który pojazd przyciąga wzrok wszędzie, gdzie się pojawi. Ale nie zwraca uwagi tanim efekciarstwem. Ma styl i klasę, nieosiągalne dla wielu konkurentów.

Aston Martin, brytyjska marka mocno osadzona w popkulturze, zajmuje szczególne miejsce na motoryzacyjnej mapie świata. Żaden inny producent samochodów sportowych nie może się pochwalić prestiżem, który jest wpisany w DNA Astona.

Nie wierzycie? Spójrzcie na brytyjskiego następcę tronu, jednego z najbardziej znanych gentlemanów na świecie - księcia Karola. Wyobrażacie go sobie jeżdżącego jakimś powyginanym superautem w krzykliwym kolorze? No właśnie, ale w Astonie Martinie go zobaczycie.

Aston Martin DB11Aston Martin DB11 fot. Tomasz Korniejew

Jest coś perwersyjnego w poruszaniu się na co dzień samochodem wartym ponad milion złotych

Aston Martin DB11 nie jest najdroższym modelem brytyjskiego producenta. Nie zmienia to faktu, że kosztuje około 280 tys. Euro, czyli grubo ponad milion złotych. Miesięczna rata leasingowa sięga 30 tys. zł. W kraju, w którym ta kwota stanowi roczne wynagrodzenie większości pracujących obywateli jeżdżenie tak drogim samochodem ma w sobie coś perwersyjnego.

Zobacz film: "Katowice: Policjanci zatrzymali ferrari. Kierowca pędził 177 km na godzinę"

Ale mimo wszystko przejażdżki Astonem nie są udekorowane nienawistnymi spojrzeniami mijanych osób. Wręcz przeciwnie, dawno nie jeździłem samochodem, który budził tak pozytywne emocje. Jak wspomniałem, nadwozie DB11 wygląda efektownie, ale nie jest efekciarskie. Prezentuje się nowocześnie, zadziornie, ale jednocześnie nie przytłacza właściciela krzykliwą formą i świetnie oddaje ducha drzemiącego w tym Astonie.

Aston Martin DB11 - Ręczne wykonanie i brytyjska oryginalność

W komorze silnika znajdziemy dumnie wyeksponowaną tabliczkę, na której widnieje imię i nazwisko osoby odpowiedzialnej za kontrolę jakości podczas produkcji konkretnego egzemplarza. Bo Astony są składane ręcznie. I choć widać to we wnętrzu - na przykład po nieidealnych ściegach, producent nie boi się gwarantować jakości. Gwarancja na DB11 może być przedłużana do 17 lat bez limitu kilometrów, warunkiem jest odwiedzenie autoryzowanej stacji obsługi.

Aston Martin DB11Aston Martin DB11 fot. Tomasz Korniejew

Przedział pasażerski DB11 teoretycznie jest czteroosobowy, ale w praktyce na tylnych siedzeniach w miarę wygodnie zmieszczą się tylko dzieci. Całość wykończona jest materiałami najwyższej próby, kokpit jest czytelny, ale zaskakuje zastosowanie okrojonego systemu pokładowego Mercedes-Benz (starszej generacji), a nawet przeniesienie sposobu jego obsługi z Mercedesa. Także ikony przycisków do sterowania nawiewem i klimatyzacją są identyczne, jak te w Mercedesach.

Ale nie zmienia to faktu, że we wnętrzu Astona Martina panuje wyjątkowy klimat. Samochód jest tak rzadki, że nawet wspólne z "Mercem" detale nie sprawiają, że kokpit jest mniej oryginalny. Brytyjczycy tak mocno zaznaczyli swoją nietuzinkowość, że postanowili nie wyposażać DB11 w schowki.

>>> TRWA PLEBISCYT THE BEST OF MOTO. ZAGŁOSUJ NA SAMOCHÓD ROKU MOTO.PL I WYGRAJ NOWĄ HONDĘ CIVIC <<<

OK, jest jeden, na tunelu środkowym, otwierany elektrycznie, ale mikroskopijne kieszenie w drzwiach pomieszczą, co najwyżej nieaktualny bilet parkingowy. A typowy schowek przed pasażerem nie pomieści nic, bo go po prostu nie ma. Za to do dyspozycji jest całkiem spory, jak na klasę pojazdu bagażnik.

W przeciwieństwie do wielu supersamochodów, do Astona wygodnie się wsiada i wygodnie się z niego wysiada. To ważne, dzięki temu damy i gentlemani mogą zachować klasę po dojechaniu na tor jeździecki. Co ciekawe, stosunkowo lekkie drzwi przy otwieraniu unoszą się lekko do góry i przesuwają się po skosie. Dzięki temu ryzyko zahaczenia ich dolną krawędzią o wysoki krawężnik jest znikome.

Dobry kompan na co dzień, jeszcze lepszy na tor

Podróżując Astonem Martinem DB11 zdałem sobie sprawę, że stwierdzenie, że ma w sobie dwie natury nie pasuje do żadnego innego samochodu tak dobrze, jak właśnie do niego. Wszystko dlatego, że metamorfoza, jaką przechodzi ten samochód pomiędzy trybami Sportowymi, a GT (ten spokojniejszy) jest tak znaczna, że wydaje się, że wręcz przenosimy się między dwoma różnymi pojazdami.

Tryb GT zmienia Astona w samochód wygodny, a biorąc pod uwagę fakt, że jest to piekielnie szybka maszyna, wręcz bardzo wygodny. Owszem, trzeba się pogodzić ze znacznie ograniczoną widocznością do tyłu - tu z pomocą przychodzi kamera cofania, oraz po skosie na boki (ograniczają ją lusterka i słupki A), ale poza tym zawieszenie sprawnie pochłania nierówności nawierzchni.

Silnik jest ledwie słyszalny, a Aston czujnie i szybko, ale bez nerwowości reaguje na każde mocniejsze wciśnięcie gazu.

Aston Martin DB11Aston Martin DB11 fot. Tomasz Korniejew

Innego charakteru nabiera po włączeniu trybu Sport +. Kabinę wypełnia rozkoszny basowy pomruk dwunastocylindrowego silnika, a wszystkie "zmysły" tej maszyny są nastawione na błyskawiczną reakcję. Wystarczy dotknąć pedał przyspieszenia, by DB11 wyskoczył do przodu, jak wystrzelony z katapulty. Potrafi zarzucać tyłem, gdy wciśniemy gaz do końca jadąc z prędkością 80 km/h.

Zawieszenie mocno się usztywnia, tak jak działanie precyzyjnego układu kierowniczego. Okazuje się, że wygodne do jazdy na co dzień fotele, świetnie sprawdzają się także podczas dynamicznej jazdy po ciasnych łukach, stanowiąc dobre podparcie boczne dla ciała.

Aston potrafi zwinnie mknąć niemal "przyklejony" do asfaltu rycząc i strzelając z wydechu przy każdym odpuszczeniu gazu. Budzi się w nim natura supersamochodu, który według danych producenta przyspiesza od 0 do 100 km/h w 3,9 s i może pojechać z maksymalną prędkością 322 km/h.

Niebywałe, zwłaszcza gdy uświadomimy sobie, że wystarczy przyciskiem na kierownicy włączyć tryb GT, by DB11 znów zmienił się w dynamiczny, ale nie prowokujący i wygodny pojazd do jazdy na co dzień.

Jest jeszcze jedna rzecz, za którą milionerzy mogą pokochać DB11. Prawdę mówiąc, każdy może się w nim poczuć tak sprawnym kierowcą, jak James Bond podczas pościgu.

Bo przy całej drzemiącej w nim dynamice, Aston nie zaskakuje kierowcy nieprzewidywanymi zachowaniami, a wprowadzenie go w kontrolowany uślizg tylnej osi jest łatwiejsze niż zaparkowanie Smartem pod pustym centrum handlowym.

Więcej o: