Co z samochodami elektrycznymi nad Wisłą? Polacy chcą je ładować, ale nie mają gdzie

Bartłomiej Pawlak
Tylko 2 proc. kierowców aut elektrycznych mieszkających w blokach ma możliwość ładowania auta obok miejsca zamieszkania - wynika z raportu PSPA. To właśnie brak możliwości wygodnego uzupełniania energii w pojeździe może być największym wyzwaniem dla branży elektromobilności.

Nie jest tajemnicą, że zdecydowanie największymi problemami samochodów elektrycznych jest relatywnie niewielki zasięg i długi czas ładowania. Kolejną przeszkodą, na którą napotykają posiadacze elektrycznych aut w Polsce jest bardzo ograniczona liczba miejsc, gdzie samochód można podłączyć do prądu.

Polacy nie mają gdzie ładować aut

Jak wynika z raportu przygotowanego przez Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych (PSPA), aż 97 proc. posiadaczy samochodów elektrycznych chciałoby je ładować w domu. Kolejne 3 proc. wolałoby robić to w miejscu pracy, a 0 proc w ogólnodostępnych stacjach ładowania.

W przypadku posiadaczy aut spalinowych (którzy nie wykluczają zakupu "elektryka" w przyszłości) 76 proc. wolałoby uzupełniać energię akumulatory pojazdu w domu, 10 proc. w pracy i 14 proc. w ogólnodostępnych stacjach ładowania.

PSPA - ładowarki przydomowePSPA - ładowarki przydomowe fot. Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych

Tymczasem, jak wskazuje raport PSPA, zaledwie 2 proc. posiadaczy samochodów elektrycznych mieszkających w budynkach wielorodzinnych ma możliwość ładowania pojazdu w miejscu zamieszkania.

Mieszkańcy budynków jednorodzinnych bez większego problemu ładują samochody w swoich domach, jednak tylko 2 proc. kierowców EV, którzy mieszkają w budynkach wielorodzinnych, ma taki komfort. Kierowcy pojazdów konwencjonalnych nawet nie wiedzą, że istnieje taka możliwość

– tłumaczy Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

Zdaniem PSPA właśnie ten problem stanowi obecnie kluczowe wyzwanie branży elektromobilności. Tym bardziej, że dziś instalacja punktów w budynkach wielorodzinnych jest praktycznie niewykonalna. Brakuje bowiem rozwiązań prawnych, który by to umożliwiały.

Statystyka jest o tyle smutna, że to właśnie w mieście - gdzie samochody elektryczne są najbardziej przydatne - brakuje przydomowych punktów ładowania. To właśnie tam decydowana większość kierowców (zwłaszcza w pobliżu centrum) mieszka w budynkach wielorodzinnych.

BMW i3BMW i3 Fot. BMW

80-100 tys. punktów ładowania w 2025 roku

PSPA w swoim raporcie szacuje tez, że w 2025 roku na rynku może być 80-100 tys. prywatnych punktów ładowania. Aby jednak było to możliwe, niezbędne jest "wypracowanie i wdrożenie rozwiązań prawnych, które ułatwiłyby instalację punktów w budynkach mieszkalnych wielorodzinnych".

Instalacje ładowarek na parkingach znajdujących się wewnątrz lub tuż obok budynków wielorodzinnych jest dziś niezwykle trudne. Takie punkty ładowania nie są wymagane chociażby podczas budowy nowy budynków wielorodzinnych. Co więcej, wspólnoty mieszkaniowe nie są mają możliwości skorzystania ze wsparcia finansowego z Funduszu Niskoemisyjnego Transportu.

Przydomowe punkty ładowania korzystne dla systemu elektroenergetycznego

Z badań PSPA wynika, że zdecydowana większość posiadaczy samochodów (spalinowych, elektrycznych i hybryd typu plug-in) byłaby skłonna przeznaczyć pół godziny (28 proc.) lub godzinę (34 proc.) na uzupełnianie energii w "elektryku" w odpłatnym punkcie ładowania poza miejscem zamieszkania.

Proporcje te są zupełnie odwrotne w przypadku ładowania samochodu w domu. Aż 34 proc. badanych podłączyłoby pojazd do ładowania na maksymalnie 5 godzin, a 29 proc. na 8 godzin. Jest to rozwiązanie o tyle wygodne, że auto napędzane prądem można ładować w nocy, gdy nie jest używane korzystając przy okazji z niższych cen energii w taryfie nocnej.

PSPA - ładowarki przydomowePSPA - ładowarki przydomowe fot. Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych

Nocne ładowanie jest korzystne dla systemu elektroenergetycznego. Występuje dolina zapotrzebowania na energię elektryczną, a poziom wykorzystania mocy wytwórczych jest niski. Poza wygodą, bo rano mamy naładowany, gotowy do jazdy samochód, to także oszczędność. Dzięki taryfie nocnej koszty ładowania są niższe

– wskazuje Maciej Mazur.

Z raportu PSPA wynika, że kierowcy powinni mieć do dyspozycji ładowarki o mocy do 22 kW (np. wallboxy lub stacje wolnostojące) w pobliżu domu. Respondenci deklarują, że korzystaliby z nich Deklarują, że korzystaliby z nich przynajmniej kilka razy w tygodniu lub nawet codziennie.

Wszystko zależy od systemowego podejścia i wsparcia rynku. W krajach bardziej rozwiniętych w zakresie elektromobilności, prywatna infrastruktura ładowania traktowana jest jako ważny czynnik rozwoju całego rynku. W Holandii, na koniec 2018 r. funkcjonowało ponad 100 tys. prywatnych punktów ładowania

– mówi Maciej Mazur.

Dlatego właśnie szybkie ładowarki, które są w stanie podładować auto we wspomniane 30 lub 60 minut powinny być instalowane np. na trasach przelotowych i w miejscach użyteczności publicznej. Kierowcy korzystaliby z nich w sytuacjach awaryjnych, a w pełni uzupełniali energię już w domu.

Więcej o:
Komentarze (11)
Co z samochodami elektrycznymi nad Wisłą? Polacy chcą je ładować, ale nie mają gdzie
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: nac

    Oceniono 5 razy 3

    Bo u nas wszystko robi się nie po kolei. Ja tam wolę moją corollę 1.8 hybrid. Pali 4,5l i nie martwię się ładowarkami. Na elektryki czas przyjdzie dużo później

  • Gość: Rysiek

    Oceniono 1 raz 1

    Też myślałem o elektryku ale właśnie ze względu na mało stacji ładowania jest to nieopłacalne dla mnie. Wybór padł na hybrydę c-hr 1.8 ;) Zalety elektryka i bezproblemowe tankowanie. Można? Można ;)

  • Gość: LOL

    Oceniono 1 raz 1

    Może Orlen zamiast wspierać Kubicę w takich krzakach jak ostatnio, może zacznie na początek instalować szybkie ładowarki. Ta ropa kiedyś przestanie być używana do napędu samochodów.

  • Gość: taka prawda

    0

    Koszt ładowania z ładowarek komercyjnych jest tak drogi że przejechanie 100km wychodzi nie wiele taniej niż w samochodach spalinowych. Dodatkowo prąd jest produkowany z węgla. Utylizacja milionów baterii to będzie dopiero katastrofa ekologiczna.

    Gdzie tutaj jest w takim razie zyska dla posiadacza samochodu i ziemi.

    O koszcie zakupu samochodu 2 wyższym od spalinowego nie wspomnę.

  • Gość: Ewa

    0

    No to sluchajcie i podazajcie za chora greta Tysiace oszolomow demonstruje przeciwko nieistniejacemu CO2 Dzieki eccoterorystom bedziecie bulic za elektryczne auta i za juz przygotowane nowe technologie bo o to chodzi

  • ghs blar

    Oceniono 2 razy 0

    Bo elektryki macie kupować a nie ładować i nimi jeździć. Gdyby koncernom zależało na tym by nimi jeżdżono, stosowano by akumulatory szybkiego demontażu. Jak w autobusach. A akumulatory by się jak butle gazowe wymieniało po drodze na odpowiednik o podobnym poziomie zużycia. Lub na naładowany drugi w domu.

  • zdzisiopierdzisio

    0

    Dziadek mojego kolegi swojego elektryka daje razę ładować ( zawsze od tylu)

  • frysiu2009

    Oceniono 1 raz -1

    Moim zdaniem silniki elektryczne w Polsce są bardziej szkodliwe dla środowiska niż spalinowe. Energia elektryczna pochodzi u nas z węgla. Jeżeli do tego dodamy braki mocy - nie unikniemy ładowania w szczycie, to nic z tego nie będzie. Musi wcześniej nastąpić rozwój wytwarzania prądu ze źródeł odnawialnych. Ale jak zwykle ciemnota króluje. Wiatraki powodują, że krowy nie znoszą jajek a kury nie dają mleka. Dopiero w XXII w. to się może udać.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX