Samochód w PRL. Dla wybranych, na talon, za dolary albo po czterech latach czekania

Piotr Kozłowski
Dziś brzmi to jak ponury żart, literacka fikcja. Ale eksport wewnętrzny i loterie PKO naprawdę miały miejsce. Tak kupowało się samochody w PRL.

To był fenomen, który dla młodego pokolenia jest kompletnie niezrozumiały. Dziś o klienta walczą producenci. Dawniej było odwrotnie - to klient walczył o produkt. Popyt tak bardzo przerastał podaż, że samochody z rynku wtórnego były kilkakrotnie droższe od tych, które świeżo zjechały z taśmy montażowej. Oznacza to dokładnie tyle, że Kowalski, który po wielu latach oczekiwania, w końcu odebrał swojego wymarzonego Malucha, po kilku latach użytkowania mógł sprzedać samochód z zyskiem. Dziś samochód po trzech latach jest o około połowę tańszy niż w chwili opuszczania salonu. Dawniej po trzech latach był kilkakrotnie droższy.

Syrena częścią PolskiSyrena częścią Polski Fot. FSO

Powszechna Kasa Oszczędności

Zakup samochodu w okresie PRL różnił się w zależności od okresu. Inaczej wyglądał na początku lat 50., inaczej w latach 70., ale wszystkie okresy łączy jedno - mechanizm zakupu samochodu trudno pojąć młodemu pokoleniu wychowanemu w czasach gospodarki wolnorynkowej.

Wojciech Bartkowiak pisał w "Wyborczej": Wyobraź sobie, że zanim kupisz samochód, musisz napisać podanie z uzasadnieniem do Rady Narodowej, gdzie rozpatrzą je urzędnicy z nadania lokalnej „Nowogrodzkiej”. Taka procedura obowiązywała za Gomułki, ale potem, aż do końca komuny partia nadal kontrolowała obrót autami. Głównym narzędziem był mityczny talon - kwit, który upoważniał do zakupu nowego auta z pominięciem kolejki. Talon był przedmiotem marzeń każdego Polaka. Nie można go było dostać, wylosować czy zapracować na niego. Trzeba go było załatwić. A żeby go załatwić, trzeba było mieć znajomości. A ponieważ talony przyznawali uznaniowo funkcjonariusze władz państwa i partii, trzeba było mieć do nich dojście. Talony były przede wszystkim dla swoich albo dla tych, którzy mogli zaoferować coś w zamian, dlatego w czasach PRL-u bywały przyczyną wielu życiowych kompromisów.

FSO PolonezFSO Polonez fot. FSO

Pomocną dłoń do tych, którzy tych znajomości i dojść nie mieli, wyciągała PKO, czyli Powszechna Kasa Oszczędności. Tą pomocną dłonią nie był oczywiście kredyt na samochód. Ci, którzy chcieli kupić auto, musieli zapłacić całą sumę z góry, gotówką. Ale główny bank państwowy proponował inne rozwiązanie - słynne książeczki oszczędnościowe. Po wpłaceniu na nie sumy równej kilku średnich krajowych mogłeś liczyć na... szczęście. Nie na odsetki od odłożonego kapitału. Środki odłożone na książeczkach nie były oprocentowane, ale ich właściciele brali udział w losowaniach. Samochodów. W pierwszym okresie prawdopodobieństwo wylosowania samochodu było równe jeden do tysiąca - na tysiąc książeczek przypadał jeden samochód. Popyt na samochody, a co za tym idzie, liczba książeczek rosła tak szybko, że niedługo potem prawdopodobieństwo wylosowania samochodu zmalało... trzydziestokrotnie. PKO raz jeszcze wyciągnęło pomocną dłoń do marzących o własnym samochodzie.

Syrena 105Syrena 105 fot. producent

Eksport wewnętrzny

Brzmi jak oksymoron, ale to właśnie eksport wewnętrzny był tym, co PKO zaproponowało obywatelom. Polegał na sprzedaży towarów - również tych wytworzonych w Polsce, czyli m.in. samochodów - za dewizy. Udział w eksporcie wewnętrznym brali wszyscy ci, którzy zaopatrywali się w słynnych Peweksach (Pewex to Przedsiębiorstwo Eksportu Wewnętrznego). Jeśli miałeś dolary lub inną twardą walutę, mogłeś kupić samochód bez czekania w długiej kolejce.

Nie masz dolarów, znajomości i szczęścia w loteriach PKO? Ustaw się w kolejce

Problemy z zakupem samochodu w czasach PRL było kilka. Zdecydowanie ograniczona podaż, bardzo wysokie ceny, brak płatności ratalnych i długi okres oczekiwania. W drugiej połowie lat 60. w Polsce można było kupić: Trabanta, Syrenę 104, Zastawę 750, Skodę 1000 MB, Wartburga, Warszawy 203 i 204 i Moskwicza 408. Koniec. Po złożeniu wniosku do Rady Narodowej czas oczekiwania na samochód wynosił minimum 8 miesięcy (rzadko) do 4 lat (częściej). Ale uzbrojenie się w cierpliwość nie wystarczało, bo cena najtańszej produkowanej wtedy w Polsce Syreny była równa średniemu dochodowi z... ponad 4 lat pracy. Dla zwykłego obywatela samochód można było mieć po czterech latach oczekiwania i czterech latach odkładania jednej średniej pensji miesięcznie.

To jednak nie był koniec przygody. Jak już stałeś się szczęśliwym posiadaczem własnych czterech kółek, na stacji benzynowej mogłeś pojawić się trzy, czasem cztery razy w miesiącu i zatankować maksymalnie kilkanaście litrów paliwa (limit był uzależniony od pojemności silnika). Umiejętność planowania podróży musiał nabyć każdy, kto doczekał się własnego samochodu.

Rok 1989. Kolejka na stacji benzynowej. Na początku lat 80. zaczęto wprowadzać tankowanie w dni parzyste i nieparzyste w zależności od ostatniej cyfry numeru rejestracyjnego. Potem wprowadzono dodatkowe sankcje - ograniczona ilość benzyny w podczas jednego tankowania - zakazano też nalewania paliwa do kanistrów. Od września do grudnia 1981 roku dostawy benzyny do stacji CPN były już rzadkie i nieregularne - trzeba było mieć dużo szczęścia, żeby cokolwiek zatankować. Po 13 grudnia 1981 roku w ogóle zawieszono sprzedaż benzyny klientom prywatnym. Wiosną już można było tankować - ale trzy razy w miesiącu, w dni kończące się na ostatnią cyfrę rejestracji pojazdu. I tak np. właściciel auta o rejestracji GDA 5964 mógł napełnić bak 4, 14 i 24. Jednak nie do końca - samochody z silnikiem o pojemności do 900 cm sześc. mogły nabrać 10 litrów, powyżej 900 - 15 litrów, do pełna tankowały tylko motocykle. Z czasem limity podwyższono, by w końcu wprowadzić kartki na benzynę. Reglamentację zniesiono 1 stycznia 1989 roku, jednak na początku wiosny brak ograniczeń dał o sobie znać i paliwa brakowało na stacjach praktycznie na okrągło. Sytuacja unormowała się dopiero na początku lat 90Rok 1989. Kolejka na stacji benzynowej. Na początku lat 80. zaczęto wprowadzać tankowanie w dni parzyste i nieparzyste w zależności od ostatniej cyfry numeru rejestracyjnego. Potem wprowadzono dodatkowe sankcje - ograniczona ilość benzyny w podczas jednego tankowania - zakazano też nalewania paliwa do kanistrów. Od września do grudnia 1981 roku dostawy benzyny do stacji CPN były już rzadkie i nieregularne - trzeba było mieć dużo szczęścia, żeby cokolwiek zatankować. Po 13 grudnia 1981 roku w ogóle zawieszono sprzedaż benzyny klientom prywatnym. Wiosną już można było tankować - ale trzy razy w miesiącu, w dni kończące się na ostatnią cyfrę rejestracji pojazdu. I tak np. właściciel auta o rejestracji GDA 5964 mógł napełnić bak 4, 14 i 24. Jednak nie do końca - samochody z silnikiem o pojemności do 900 cm sześc. mogły nabrać 10 litrów, powyżej 900 - 15 litrów, do pełna tankowały tylko motocykle. Z czasem limity podwyższono, by w końcu wprowadzić kartki na benzynę. Reglamentację zniesiono 1 stycznia 1989 roku, jednak na początku wiosny brak ograniczeń dał o sobie znać i paliwa brakowało na stacjach praktycznie na okrągło. Sytuacja unormowała się dopiero na początku lat 90 Fot. Tomasz Wierzejski / Agencja Gazeta

Postrzeganie samochodu przez pryzmat realiów PRL jest wciąż głęboko zakorzenione w starszym pokoleniu. Jak napisał Waldemar Hanasz w artykule "Samochody a upadek komunizmu w Europie Wschodniej", dla wielu samochód nadal jest symbolem luksusu i władzy.

Więcej o:
Komentarze (125)
Jak się kupowało samochody w PRL. Za talony, za dolary lub po czterech latach w kolejce
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • jan.go

    Oceniono 20 razy 12

    Świat się zmienia teraz nawet a Afryce mają gigantyczne korki a W USA samochody zamiast mieszkań Już nawet nie przyczepy kempingowe tylko parking i samochody Na samochód cie stać na mieszkanie nie Tylko to że mieszkaniec Warszawy ma więcej samochodów niż ten w Berlinie i NJ niczego nie zmienia To już nie jest miara cywilizacji Transport publiczny sie liczy , służba zdrowia i szkolnictwo a tu ponieśliśmy klapę .

  • Gość: kixx

    Oceniono 15 razy 11

    jeden wielki miszmasz
    pomieszane wiadomosci z okresu Gomulki,Gierka i Jaruzelskiego

  • Gość: Eliot

    Oceniono 8 razy 6

    Autor chyba nie pamięta tych czasów, a douczyć mu się nie chciało. "Po trzech latach był kilkakrotnie droższy". To bzdura. Nowy był dwukrotnie droższy od ceny detalicznej, natomiast 3-letni stanowił wartość około 130% nowego. Czyli był o 1.3 droższy, a nie kilkakrotnie. Dalej nie czytałem, bo po co czytać teksty osoby nieznającej tematu.

  • gangut

    Oceniono 16 razy 6

    W sumie nie ma wielkiej różnicy czy odkładasz 4 lata na samochód czy też kupujesz na kredyt i potem 4 lata spłacasz. Tyle tylko że w tym drugim przypadku bank nalicza ci odsetki. IMHO to drugie rozwiązanie jest bardziej absurdalne, no ale ludzie się tak przyzwyczaili że banki ich doją że nawet tego nie zauważają.
    Warto też zauważyć że taki 125p to samochód ówcześnie klasy średniej, czyli odpowiednik współczesnego peugeota 508 czy passata. Czyli 100-150 tys. jak nic. Ciekaw jestem ile nówek z salonu tej klasy ludzie kupują prywatnie. 10%? Większość to samochody służbowe.

  • Gość: tarpan

    Oceniono 18 razy 6

    O ile pomietam to limity paliwowe byle wprowadzone w czasie stanu wyjatkowego to znaczy w grudniu 1981 roku.W 70-tych latach jezdzilo sie bez limitow paliwowych.Tylko ze paliwo bylo drogie do zarobkow.i dlatego bardzo byly popularne motocykle z wuzkiem bocznym.Panonia Jawa I ETZ , WSK byla za slaba..A zeby kupic samochod to byly wielkie wyzeczenia rodzinne..Duzo pracy w nadgozinach .Samochody Osobowe zarejestrowac nie bylo problemu ,Ale pojazdy typu Zuk Nysa Tarpan byly rejestrowane tylko dla ludzi zajmojacych sie dzialalnoscia uslugowa albo rolnikow I ogrodnikow.

  • Gość: boyscout

    Oceniono 25 razy 5

    absurdy PRL ludzie znaja, zylem w tych czasach mialem Fiata 126P i mialem mieszkanie . Co pozostalo to obecnie zyjace jeszcze kilka milinow ludzi ktorzy mieli biede i dalej maja biede. To sa ci ktorzy teraz maja ponad 65 lat i emeryturki 1000-1500 zl , Za malo by zyc za duzo by umrzezc( tu czasami watpliwe)Przewidujac ten polski kapitalizm pozegnalem sie z tym pieknym krajem w 87 roku ,bye bye. Uwazam ze to jest najwiekszy swinstwo jaki mogla Polska zgotowac tym ludziom . Czy ktos ma odwage to w te rocznice powiedziec, Dla mnie Polska nie istnieje jako kraj pochodzenia , to byla pomylka w moim zyciorysie. Polski patriotyzm? -cos takiego nie istnieje w moim slowniku

  • Gość: racja

    Oceniono 6 razy 4

    Do dziś pamiętam. Gdy mama odbierała kupionego na przedpłaty Malucha w 1986 zapłaciła przez pięć lat w ratach 310000zł. Gdyby pojechał nim prosto na giełdę, dostałaby za niego okrągły milion. Kolejny absurd - samochód odbierało się po spłaceniu wszystkich rat. :D

  • ursus104

    Oceniono 3 razy 3

    Teorie, że w PRL żyło się lepiej niż aktualnie wynikają głównie z punktu odniesienia. W tamtych czasach, poza nielicznymi wyjątkami, nie widziało się wkoło bogactwa, dominowali ludzie o zbliżonym statusie materialnym. Dziś mnóstwo ludzi widzi wokół bogatszych od siebie i ich to uwiera, mają poczucie niesprawiedliwości i mniej lub bardziej podświadomie czują sentyment do tamtych "równych" czasów.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX