Drift, czyli sztuka jazdy w kontrolowanym poślizgu. Czym jest ten widowiskowy sport?

Sporty motorowe dzielą się na dwa typy: czasowe, w których liczy się prędkość i czas przejazdu, oraz na te bardziej stylowe, gdzie ważne jest widowisko i technika. Drift, czyli sztuka jazdy bokiem, należy zdecydowanie do drugiej grupy. Postaramy się przybliżyć czym jest ta zadymiona dyscyplina. Warto zaznaczyć, że od niedawna ambasadorką Moto.pl jest jedna z czołowych polskich zawodniczek w drifcie - Karolina Pilarczyk.

Czym jest drift i skąd się wziął?

Trzeba zacząć przede wszystkim od tego, że wpadnięcie w poślizg i wyprowadzenie samochodu z powrotem na odpowiedni tor jazdy, nie jest driftem. Drift jest techniką pozwalającą na świadome wprowadzenie auta w poślizg poprzez zerwanie przyczepności tylnych kół. Prawidłowy drift można wykonać jedynie autem z napędem na tył, ale sam poślizg, czy tzw. Powerslide, driftem nie jest. Kiedy tylne koła po straceniu przyczepności dostają pełną moc, tył samochodu się ślizga a przednie koła kontrolują tor jazdy, możemy to nazwać driftem.

Nieoficjalnym ojcem sztuki „latania bokiem” jest Kunimitsu Takahashi – japoński kierowca wyścigowy, który jest uważany za pierwszego, który świadomie używał techniki driftu w latach osiemdziesiątych. Publiczność uwielbiała te sztuczki, a kontrolowany poślizg stał się nieodłącznym elementem motorsportu.

Duch driftu narodził się w japońskich górach, które były idealnym miejscem do szlifowania umiejętności. Kręte drogi aż wzywały młodych Japończyków, którzy wyciągali co mogli ze swoich Toyot AE86, żeby pokonywać zakręty jak najdłuższym i najbardziej stylowym poślizgiem. Aktualnie zawodnicy na zawodach są oceniani w dwóch kategoriach: przejazd pojedynczy, którego wynik zazwyczaj świadczy o klasyfikacji do drugiej części – jazdy w parach. Początkowo zawodnik jest oceniany pod kątem stylu jazdy, widowiska, techniki i zaliczenia tzw. zon, czyli zaznaczonych na torze miejsc, na które trzeba najechać podczas poślizgu przynajmniej jednym kołem. Jazda w parach to nic innego jak dwa samochody driftujące jeden za drugim. Są dwa podejścia – raz jedna osoba „goni” pierwszą, raz druga. W tym przypadku ocenia się nie tylko styl czy zony, ale także, czy osoba goniąca dobrze „naśladuje” jazdę pierwszej. Liczy się też taka sama linia przejazdu u obu zawodników.

Keiichi Tsuchiya – ojciec chrzestny driftu.

Młody Keiichi od zawsze chciał być kierowcą wyścigowym, ale warunki finansowe nie pozwalały mu na profesjonalne treningi pod okiem trenerów. To on był jedna z pierwszych osób, które spędzały setki godzin na górskich serpentynach nielegalnie trenując, by po latach zostać mistrzem wyścigowym. Na równi z torem stawiał jazdę streetową – nielegalną ale jednocześnie bardziej dostępną. Po upływie wielu lat i wygranych wyścigów, Keiichi stał się tak pewnym zawodnikiem, że nikt nie podważał jego pozycji w wyścigach. Sam Tsuchiya stwierdził, że zaczyna być to nudne, a swoje popisy driftowe, które mu dotychczas pomagały wygrywać czasówki, przekuje w prawdziwe show. To on spopularyzował drift w warunkach „domowych” poprzez nagranie on-board, na którym z gracją pokonuje kolejne zakręty swoją Toyotą AE86. Film stał się legendą, ale sam Keiichi stracił po tym licencję wyścigową.

Karolina Pilarczyk - ambasadorka Moto.plKarolina Pilarczyk - ambasadorka Moto.pl materiały prasowe Karoliny Pilarczyk

Od D1 Grand Prix po Formula Drift

Pierwsze zawody odbyły się na legendarnym torze Ebisu w Fukushimie w Japonii. Początkowo zawodnicy byli oceniani indywidualnie pod kątem stylu jazdy i widowiska, lecz niedługo później, bo już po roku, mierzyli się między sobą w tzw. parach. Oceniana była jazda obu zawodników względem siebie. Oczywiście przez wiele lat niekwestionowanym mistrzem był sam Keiichi Tsuchiya, który z dumą nosił przydomek „Drift King” i do dziś jest kojarzony z tym tytułem.

Drift w Polsce i na świecie

Z roku na rok sport rozwijał się, a ligi powstawały jak grzyby po deszczu. Od Japonii przez Stany Zjednoczone, aż w końcu zawitały do Europy. Pierwsze w Polsce zawody driftingowe odbyły się w 2006 roku pod nazwą Toyo Drift Cup. Były zorganizowane przez Polską Federację Driftingu, która wtedy zaczynała dopiero raczkować. W 2010 roku powstała duża seria Drift Open, która trwa do dziś i jest jedną z trzech najwiekszych lig polskich. Kolejne to Driftingowe Mistrzostwa Polski i najświeższe Drift Masters, które zyskuje na popularności w krajach europejskich.

Najważniejszą i najpoważniejszą ligą światową jest amerykańska Formula Drift (w Azji jest to FD Asia), która zrzesza najlepszych kierowców driftingowych z całego świata. Polakami, którym udało się dostać do FD są Adam Knapik i zwycięzca ósmej rundy w sezonie 2017 – Piotr Więcek. Do grona tej elitarnej grupy dołączy nasza rodaczka i ambasadorka portalu – Karolina Pilarczyk. Karola wystartuje w lidze PRO 2 w sezonie 2019. Możemy być dumni z tego jak duży wkład nasz kraj ma w wygląd aktualnej sceny driftingowej w Polsce, Europie i na świecie.

Karolina Pilarczyk - ambasadorka Moto.plKarolina Pilarczyk - ambasadorka Moto.pl materiały prasowe Karoliny Pilarczyk

Podsumowanie

Drift jest sportem wyjątkowo drogim, ale i widowiskowym. W Polsce ma już pewne korzenie i zawodników, którymi możemy się pochwalić. Należą do nich m.in. Paweł Trela, Bartosz Stolarski czy wspomniany Piotr Więcek. Niestety, jak to w Polsce ze sportami motorowymi bywa, zawodnicy często nie mają odpowiednich warunków do treningów. Tory są drogie, często nie spełniają warunków, które są potrzebne do szlifowania jazdy driftem, a ta różni się od normalnych czasowych przejazdów. Przez to wielu kierowców trenuje na ulicach chcąc być jak Keiichi Tsuchiya, lecz on miał do dyspozycji kręte górskie trasy, a my musimy ograniczać się do pustych dróg publicznych czy dużych parkingów. Jest to po pierwsze nielegalne, a po drugie niebezpieczne. Mimo że drift to sport, który daje dużo adrenaliny, jest również niebezpieczny jeśli nie mamy odpowiednich warunków do trenowania. Trzeba pamiętać, że jeżdżąc, lub próbując jeździć „bokiem” po publicznej drodze, narażamy życie swoje i innych, a ze swojego wymarzonego tylnonapędowego samochodu, szybko możemy zrobić złom.

Karolina Pilarczyk - ambasadorka Moto.plKarolina Pilarczyk - ambasadorka Moto.pl materiały prasowe Karoliny Pilarczyk

Więcej o:
Komentarze (1)
Drift, czyli sztuka jazdy w kontrolowanym poślizgu. Czym jest ten widowiskowy sport?
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: Upalacz

    0

    Drift jest relatywnie niedrogim sportem w stosunku do pozostałych w motorsporcie. Jezdzace, skrecajace i hamujace tylnonapedowe auto mozna nabyc nawet do tysiaca zlotych i na poczatek wystarczy w zupelnosci. Warunki do jazdy pojawiaja sie w postaci torow gdzie np. w Warszawie za sto zlotych mamy trzy godziny jazdy na odpowiedniej nawierzni pod okiem osob z branzy, ktore zawsze cos podpowiedza #wrcwarsawrallycenter Peace!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX