Prędkość, a bezpieczeństwo - nowoczesne systemy bezpieczeństwa dają nam złudne poczucie wszechmocy

Nowoczesne samochody wyposażane są w coraz to nowocześniejsze systemy poprawiające bezpieczeństwo. Potrafią się same zatrzymać przed przeszkodą, rozpoznać pieszego, czy rowerzystę, a nawet podczas jazdy nocą ostrzec strugą światła o osobie znajdującej się na poboczu. To jednak nie pozwala nam przestać myśleć za kierownicą.

Statystyki pokazują, że na polskich drogach jest coraz mniej wypadków śmiertelnych. W końcu w zeszłym roku zginęło mniej niż (albo aż) 3000 osób. W porównaniu do 2010 roku jest to znacząca poprawa, gdyż wtedy liczba ta przekraczała pięć tysięcy osób.

Taka sytuacja spowodowana jest wieloma kwestiami. Przede wszystkim poprawia się infrastruktura drogowa, kierowcy zaczynają być bardziej świadomi, kary za łamanie przepisów są coraz surowsze, a samochody stają się maszynami na kołach, które pozwalają na niewyobrażalne rzeczy.

Przeczytaj także: Samochodowa instrukcja obsługi, czyli co wolno, a czego nie wypada robić za kierownicą?

W końcu czy ktoś mógłby się spodziewać parę lat temu, że w autach będą systemy pozwalające na automatyczne wyhamowanie pojazdu przed przeszkodzą, wprowadzony zostanie Line Assist i to z funkcją utrzymania pojazdu na środku pasa albo układ czujników będzie nas ostrzegał podczas manewru cofania, że nadjeżdża pojazd? To raczej była strefa marzeń albo filmów Science Ficion, która przerodziła się w rzeczywistość.

– Z pewnością poczucie bezpieczeństwa kierujących zapewniają między innymi odpowiednia infrastruktura drogowa i coraz bardziej zaawansowana technologia. I pomimo, że koncerny samochodowe rozwijają systemy bezpieczeństwa w pojazdach, które mają za zadanie wspomagać m.in. monitorowanie otoczenia, podejmowanie decyzji, czy wykonywać różne czynności związane z kierowaniem, to wciąż człowiek, jako użytkownik coraz lepszych dróg i bezpieczniejszych pojazdów, jest kluczowym elementem odpowiedzialnym za powodowanie wypadków i to on ma wpływ na sposób poruszania się po drodze (bezpieczny czy ryzykowny) – uzasadnia Monika Ucińska, psycholog transportu Instytutu Transportu Samochodowego.

Człowiek ma wrodzony instynkt. To dzięki niemu na bieżąco możemy oceniać m.in. sytuację drogową, jednocześnie przewidując co może się wydarzyć. W przeciągu chwili musimy przeanalizować tysiące danych docierających do naszego mózgu i zamieniać je na reakcje.

Nie zawsze jednak udaje nam się podejmować słuszne decyzje. Drugą kwestią jest też fakt, że w momencie, gdy mamy pomoc to nasz instynkt zaczyna działać nieco wolniej.

Statystycznie jeździmy sprawniejszymi samochodami niż Niemcy. Ale to nie jest powód do radości

Aktywne systemy bezpieczeństwa usypiają naszą czujność?

Zbyt dużo tak zwanych wspomagaczy rozleniwia, przez co stajemy się mniej wyczuleni na potencjalne niebezpieczeństwo. W końcu, czym mamy się przejmować, jak elektronika w pojeździe zrobi za nas najgorszą robotę, a nam pozostanie wziąć głęboki oddech i w myślach powiedzieć „ufff udało się”?

– Podczas prowadzenia pojazdu człowiek nieustannie staje przed zadaniem oceny sytuacji drogowej. Kierujący nie tylko musi trafnie ocenić np. jaka odległość dzieli go od przeszkody, ale również powinien odpowiednio zareagować na tę sytuację. A podejmowanie decyzji to złożony proces psychiczny, w którym uczestniczą nie tylko elementy poznawcze, ale również emocjonalne i motywacyjne. Na przebieg tego procesu wpływa zarówno wiedza, jak i doświadczenie człowieka – komentuje Mikołaj Kruszewski z Centrum Telematyki Transportu Instytutu Transportu Samochodowego, i dodaje – Świadomość, że mój pojazd wyposażony jest w zaawansowane systemy bezpieczeństwa powoduje, że nie muszę być wystarczająco uważny, czujny, mogę wysyłać smsy, przeglądać Internet, bo samochód, w awaryjnej sytuacji i tak zareaguje na dane zdarzenie. Nic bardziej mylnego. Samochód nie jest w stanie w każdej sytuacji wyręczyć kierującego, bo to człowiek może adekwatnie zareagować na często dynamicznie zmieniające się sytuacje na drodze. A zrzucanie odpowiedzialności w sytuacji kolizji/wypadku na coś (w tym wypadku na pojazd, który przecież powinien odpowiednio się zachować) jest po prostu bardzo wygodne.

Niestety wygoda prowadzi często do brawury. W końcu czy nie możemy jechać szybciej, skoro kupiliśmy samochód wyposażony we wszystkie możliwe systemy? Otóż nic bardziej mylnego.

Przeczytaj także: Skoda Scala - następca Rapida

Trzeba pamiętać, że te systemy stosowane w pojazdach stanowią jedynie pomoc, a nie są pewnikiem uniknięcia wypadku. Można tutaj przytoczyć znane stwierdzenie „fizyki nie oszukasz”. Jest ono prawdziwe i zawsze będzie obowiązywać.

Im szybciej jeździmy tym jest trudniej opanować samochód, a w razie kolizji skutki mogą być tragiczne.

Wrogiem kierowcy jest też rutyna, która usypia czujność. Stała trasa pomiędzy pracą, a domem wydaje się być znana na pamięć? To powód do jeszcze większej uwagi.

Systemami bezpieczeństwa w samochodach do niedawna można było nazywać kontrolowane strefy zgniotu, systemy ABS/ESP, poduszki powietrzne czy pirotechniczne napinacze pasów bezpieczeństwa. Dziś systemami bezpieczeństwa, są asystenci utrzymywania pasa ruchu, zapobiegania kolizji, czy układy będącymi swego rodzaju „autopilotami”. O ile korzystanie z nich nie jest czymś złym, bo przecież zostały stworzone, aby pomagać użytkownikom o tyle trzeba pamiętać o tym, że niektóre z nich zachęcają kierowców do złych praktyk na drodze. Systemy instalowane w nowoczesnych samochodach mogą bowiem rozleniwiać kierowców. Z jednej strony nadużywanie asystenta parkowania może prowadzić do braku wyczucia wymiarów auta w czasie cofania czy manewrowania i to może nie ma jakiś kolosalnych następstw, natomiast z drugiej strony nadużywanie asystenta utrzymania pasa i aktywnego tempomatu w czasie podróży z prędkością autostradową może nieść za sobą duże niebezpieczeństwo. Wynika to przede wszystkim z pewnego rodzaju zrzucenia odpowiedzialności z kierowcy, który automatycznie mniej skupia się na drodze mogąc jednocześnie nie zauważyć, bądź nie zareagować na niebezpieczeństwa, które występują nagle, np. wymuszenie pierwszeństwa przejazdu – komentuje Mateusz Bednarski z Wydziału Samochodów i Maszyn Roboczych Politechniki Warszawskiej.

Jeszcze nie doczekaliśmy czasów samochodów w pełni autonomicznych, dzięki którym zostanie wyeliminowane najsłabsze ogniwo w transporcie drogowym. Do momentu, kiedy to nie nastąpi musimy zwracać uwagę na to co robimy i co ważniejsze jak to robimy. W końcu to jedna decyzja albo ruch kierownicą może doprowadzić do sytuacji, której będziemy żałować do końca życia.

Więcej o: