Kraina pociągów drogowych, kangurów, tempomatu i bezkresnych przestrzeni - jak jeździ się w Australii?

Filip Trusz
Z początku trudno się odnaleźć po lewej stronie jezdni, wśród ogromnych pociągów drogowych, bezkresnych przestrzeni, dziwnych znaków i opustoszałych, monotonnych do bólu dróg. Australia wynagradza to jednak niesamowitymi widokami.

Australia już na powitanie informuje europejskiego kierowcę, że znalazł się w innym motoryzacyjnym świecie. Kierownica znajduje się po prawej stronie, a ruch jest lewostronny. Jednak, w przeciwieństwie do Anglii, odległości i ograniczenia prędkości podawane są w kilometrach.

Wyprawa Audi Q5 do AustraliiWyprawa Audi Q5 do Australii fot. Filip Trusz

Ciekawostką, którą zauważa się od razu są znaki. Australijczykom nie wystarczają symbole, wszystko muszą opisać. Dlatego przy znaku ustąp pierwszeństwa pojawia się także napis "give a way", a przy czerwonym świetle - "jeżeli pali się czerwone światło, to zatrzymaj się przy linii".

Wyprawa Audi Q5 do AustraliiWyprawa Audi Q5 do Australii fot. Filip Trusz

Australijczycy mają obsesję na punkcie bezpieczeństwa

Polski kierowca, przyzwyczajony do "szybkiej, ale bezpiecznej jazdy", pierwszego dnia w Australii przeżyje niemały szok. Kultura jazdy Australijczyków stoi na najwyższym poziomie - nikt się tu nie spieszy, nie wymusza pierwszeństwa, nie zmienia co chwilę pasów... Nie ma też mowy o łamaniu ograniczeń prędkości. Australijczycy jeżdżą dokładnie tyle, ile pokazują znaki. Na piratów drogowych czeka czujna policja i bezlitosne mandaty.

Szybko zorientujemy się, że Australia ma obsesję na punkcie bezpieczeństwa. Podczas naszej wyprawy pokonaliśmy ponad 2000 km z Brisbane do Port Douglas. Na całej trasie znajdziemy znaki-odezwy do kierowców. Hasła na znakach "zatrzymaj się i przeżyj","przetrwaj tę jazdę", "odpocznij i wróć do domu", "postój albo R.I.P" są na porządku dziennym.

Wyprawa Audi Q5 do AustraliiWyprawa Audi Q5 do Australii fot. Bartosz Kosowski

Ciekawym pomysłem są też znaki-zagadki, tzw. "Trivia Games". Na niektórych znakach na głównych trasach pojawiają się pytania, które mają pobudzić kierowcę do myślenia (np. "Jaka roślina znajduje się w herbie Queensland?"). Po kilku kilometrach na kolejnym drogowcy umieszczają odpowiedź.

Wszystko przez dobijającą monotonię i niebezpieczeństwa na drodze

W ten sposób Australijczycy walczą z monotonią, jaka wkrada się podczas jazdy. Odległości, które trzeba pokonać są ogromne, droga jest prosta, praktycznie pozbawiona zakrętów, a jazda z prędkością 100-110 km/h (to ograniczenie na autostradach) sprawia, że kilometry uciekają bardzo powoli.

Wyprawa Audi Q5 do AustraliiWyprawa Audi Q5 do Australii fot. Filip Trusz

Wyprawa Audi Q5 do AustraliiWyprawa Audi Q5 do Australii fot. Filip Trusz

Dobija także samotność na trasie - jeżeli oddalimy się od miasta, to główna, biegnąca przy wybrzeżu trasa Queenslandu nagle robi się upiornie opustoszała. Czasem łapałem się na tym, że przez 5 minut jazdy minął mnie może jeden czy dwa samochody z naprzeciwka. Zapomnijcie też o urozmaiceniu w postaci wyprzedzania, bo to odbywa się na specjalnych pasach, które pojawiają się co kilkanaście km.

Dlatego nieoceniony okazuje się tempomat (jeszcze lepiej, jak jest adaptacyjny jak w naszym aucie) i dobra składanka na głośnikach.

Wyprawa Audi Q5 do AustraliiWyprawa Audi Q5 do Australii fot. Filip Trusz

Wyprawa Audi Q5 do AustraliiWyprawa Audi Q5 do Australii fot. Filip Trusz

Wyprawa Audi Q5 do AustraliiWyprawa Audi Q5 do Australii fot. Filip Trusz

Pobocze drogi to cmentarzysko kangurów, królików i innych dzikich zwierząt

Koncentracja podczas jazdy to sprawa kluczowa, bo na kierowcę czeka mnóstwo pułapek. Zmorą australijskich kierowców są dzikie zwierzęta, które wychodzą na drogę. Zwłaszcza nocą. W mieście orurowane SUV-y i pickupy z początku śmieszą, kiedy wyjedziemy na autostradę uśmiech znika, a my sami zazdrościmy potężnego zderzaka.

Pobocza australijskich dróg to prawdziwe cmentarzysko. Praktycznie na każdym kilometrze zobaczymy jakieś potrącone zwierzę - od królików przez kangury po wielkie ptaki.

Kraina pickupów i pociągów drogowych

Poza Brisbane (którego ulice są bardzo europejskie) motoryzacyjny krajobraz zdominowany jest przez wielkie pickupy, SUV-y i terenówki. Typowym australijskim widokiem są oczywiście pickupy na bazie osobówek, pod maskami których kryją się często absurdalnie duże silniki - chodzi oczywiście o Holdena Ute i Forda Falcona.

Największe wrażenie robią jednak gigantyczne pociągi drogowe, czyli australijskie TIR-y. Ich rozmiary przytłaczają, tym bardziej, że jeździ ich mnóstwo, także po małych miasteczkach.

Wyprawa Audi Q5 do AustraliiWyprawa Audi Q5 do Australii fot. Filip Trusz

Powodzie i pożary na porządku dziennym

Australia kojarzy nam się z upałami i słońcem, ale sporym utrapieniem są ulewne, gwałtowne deszcze. Wiele dróg (nawet główna autostrada) może zostać zalanych, o czym informują specjalne znaki. W skrajnych sytuacjach droga zostanie po prostu zamknięta, a kierowcy zostaną zmuszeni czekać aż poziom wody opadnie.

Wyprawa Audi Q5 do AustraliiWyprawa Audi Q5 do Australii fot. Filip Trusz

Z drugiej strony Australijczycy walczą z niebezpiecznymi i przerażająco szybko rozprzestrzeniającymi się pożarami. Podczas 5-dniowej wyprawy po Queenslandzie natknęliśmy i na parę zalanych dróg, i trzy potężne pożary.

Wyprawa Audi Q5 do AustraliiWyprawa Audi Q5 do Australii fot. Filip Trusz

Wystarczy zjechać z autostrady, żeby trafić w zapierające dech w piersiach miejsce

Choć na dłuższą metę monotonne, bezkresne przestrzenie, jakie obserwujemy podczas jazdy autostradą, potrafią zachwycić. Krajobrazy są przepiękne. Australia ma jednak do zaoferowania znacznie więcej, kiedy zjedziemy z głównej drogi.

Wyprawa Audi Q5 do AustraliiWyprawa Audi Q5 do Australii fot. Filip Trusz

Wyprawa Audi Q5 do AustraliiWyprawa Audi Q5 do Australii fot. Filip Trusz

Wyprawa Audi Q5 do AustraliiWyprawa Audi Q5 do Australii fot. Filip Trusz

Wystarczy oddalić się od niej o dosłownie kilka-kilkanaście kilometrów, żeby trafić na rajską plażę, las deszczowy, wodospady, czy miejsce, gdzie można natknąć się na kangury, koale czy kazuary. Bogactwo i piękno Australii zapiera dech w piersiach.

Czuć też, że jest to kraj, gdzie samochód jest najważniejszym środkiem transportu. Przy każdym ciekawym miejscu (plaży, miejscu widokowym, zabytkowej części miasteczka kolonialnego, destylarni rumu itd.) znajdziemy duży parking.

Wyprawa Audi Q5 do AustraliiWyprawa Audi Q5 do Australii fot. Filip Trusz

Wyprawa Audi Q5 do AustraliiWyprawa Audi Q5 do Australii fot. Filip Trusz

Wyprawa Audi Q5 do AustraliiWyprawa Audi Q5 do Australii fot. Filip Trusz

W kraju takim jak Australia, sensu nabierają także SUV-y.

Po zjeździe z autostrady bardzo łatwo znaleźć nieutwardzoną drogę. Rzadko stanowią prawdziwe wyzwanie, ale przy niektórych są znaki, żeby nie wjeżdżać samochodem bez napędu 4x4.

Wyprawa Audi Q5 do AustraliiWyprawa Audi Q5 do Australii fot. Filip Trusz

Na trasie Brisbane - Port Douglas dzielnie wspierało nas Audi Q5. Jak najpopularniejszy model z Ingolstadt w Polsce poradził sobie na ponad 2000-kilometrowej trasie opiszemy w oddzielnym materiale

Więcej o:
Komentarze (5)
Wyprawa Audi Q5 do Australii
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: Bava

    Oceniono 6 razy 6

    co za wredny artykuł sponsorowany, marketingowcy popłynęli po całości

  • Gość: jesusbuiltmyvolkswagen

    Oceniono 3 razy 3

    "jak jeździ się w Australii" -- bardzo spokojnie. Żadnych przepychanek rodem z A2.

  • blasphemy

    Oceniono 2 razy 2

    "pojawia się także napis "give a way""
    Przejechałem po Australii kilkadziesiąt tysięcy km i nigdy nie widziałem znaku 'give a way'. Za to 'give way' dość często.

  • Gość: ozi

    Oceniono 4 razy 2

    audi jest w tej chwili popularne/rowniez drogie / w australii, podkreslajace status kierowcy, to jest auto do jazdy po dobrych drogach , nikt o zdrowych zmyslach nie kupi suv do jazdy po szutrowych drogach, popularne auto na 'off road' to pick-up. biorac pod uwage korki uliczne w miastach, to zuzycie paliwa dojdzie do 9 l/100.sam mam 2 l auto i wiem jak to jest,znaki drogowe maja opisy tylko i wylacznie dzieki prawnikom, duzo spraw o odszkodowania /,nawet z winy samych kierowcow./ dotyczyly tlumaczenia , ze nie wiedzieli co dany znak oznacza i sad przyznawal duze $, kiedy stalo sie to 'epidemia' rzad wprowadzil obowiazkowe znaki z opisami, i skonczyla sie latwa kasa

  • bra-va1

    Oceniono 2 razy 0

    "czyli australijskie TIR-y".
    Nie ma żadnych australijskich, polskich ani innych TIR-ów. Nazwa TIR jest zarezerwowana dla pewnej organizacji wydającej pewne dokumenty np. "karnet TIR" potrzebne do wjazdu na teren Rosji i kilku nielicznych krajów azjatyckich.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX