Polskie drogi jak rosyjska ruletka. Winni są kierowcy. Dane jasno to pokazują

Mamy jedne z najniebezpieczniejszych dróg w Europie. Często tłumaczymy to ich złym stanem. Ale prawda jest bardziej bolesna. Dowodzą temu statystyki.

Pierwszy raz od wielu lat liczba zabitych na polskich drogach wzrosła. I to pomimo nowych kilometrów dróg szybkiego ruchu. Najnowszy raport Krajowej Rady Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego jasno wskazuje winnych.

Polska, choć na wschodzie, to taki Dziki Zachód Europy. I wcale nie chodzi o stan dróg, bo ten w ostatnich latach bardzo dynamicznie się poprawia. Wystarczy wspomnieć, że w 1989 roku w Polsce mieliśmy 242 km autostrad. Ponad 130 km zawdzięczaliśmy Niemcom. Część ich terytoriów włączono do Polski po drugiej wojnie światowej. Dziś mamy już ponad 3 tys. km autostrad i dróg ekspresowych. Zajmujemy pod tym względem szóste miejsce w Europie. Oczywiście zestawiając te dane z liczbą mieszkańców czy powierzchnią krajów, nie wypadamy już tak dobrze (na milion mieszkańców w Polsce przypada 80 km dróg szybkiego ruchu, we Francji i Niemczech ponad 160 km), ale wciąż mamy powody do zadowolenia, bo tempo budowy jest imponujące.

Dzikim Zachodem jesteśmy jednak mentalnie. Statystyki są nieubłagane.

Polska w ogonie Europy

Od wielu lat liczba śmiertelnych wypadków w Polsce systematycznie malała. Trend zatrzymał się w ubiegłym roku - względem roku 2015 na polskich drogach zginęło 2 proc. więcej ludzi. Można to wytłumaczyć odebraniem strażom miejskim i gminnym prawa do korzystania z fotoradarów, co zresztą podkreślano w raportach. Jednak nawet gdyby ta liczba spadła, a nie wzrosła o 2 proc., Polska wciąż okupowałaby najniższe pozycje w UE pod względem bezpieczeństwa na drogach. Gorzej niż u nas jest tylko w Bułgarii, Rumunii i na Łotwie, gdzie w przeliczeniu na milion mieszkańców w 2016 roku zginęło - odpowiednio - 99, 97 i 80 osób. W Polsce - 79. To fatalny wynik nie tylko na tle zachodniej Europy, ale nawet naszych sąsiadów. W Czechach na milion mieszkańców ofiar wypadków było 59, na Słowacji - 50, a na Litwie - 65.

Można starać się to tłumaczyć średnim wiekiem samochodów (który w Polsce wynosi około 15 lat, a w Europie niespełna 10) albo też zwrócić uwagę na fakt, że w Polsce na tysiąc mieszkańców przypada 599 aut, podczas gdy średnia unijna jest o 35 samochodów mniejsza. Można, ale to nie wyjaśnia aż tak dużej przepaści pomiędzy nami a Zachodem. Prawdziwy powód jest inny, przykry dla nas, kierowców.

Wolna amerykanka

Gołym okiem widać, że nie stosujemy się do przepisów, o czym pisaliśmy tutaj: 9 fundamentalnych zasad, których powinni uczyć na kursach. Jasno pokazują to też statystyki. W ubiegłym roku zbyt szybka jazda kosztowała życie 850 osób. Żaden inny grzech kierowców nie jest tak tragiczny w skutkach jak właśnie ten.

ZOBACZ TEŻ: UE chce zakładać blokady w samochodach. Nie pojedziemy szybciej, niż pozwalają przepisy

Ilu z nas przekracza dozwoloną prędkość? Na to pytanie odpowiada Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. Rada dokładnie przygląda się stylowi jazdy polskich kierowców. I podaje bardzo wiarygodne dane, które powstają w oparciu o pomiary prowadzone w nieoznakowanych miejscach. To o tyle istotne, że kierowcy nie wiedzą, że są monitorowani. 66,75 proc. objętych pomiarem samochodów przekraczało dozwolone limity. Zdecydowanie najgorzej sytuacja wygląda na obszarach zabudowanych. Tylko co piąty z nas przestrzega tam przepisów. Co drugi przekracza dozwoloną prędkość o ponad 10 km/h.

Wyniki raportu z podziałem na konkretny rodzaj dróg:
- dwujezdniowe ulice w stolicach województw: 80 proc. użytkowników przekracza na nich prędkość (w tym 48 proc. o ponad 10 km/h),
- jednojezdniowe ulice w stolicach województw: 69 proc. (30 proc. o ponad 10 km/h),
- przejścia dróg krajowych przez wsie i małe miasta: 80 proc. (49 proc. o ponad 10 km/h),
- przejścia dróg wojewódzkich przez wsie i małe miasta: 84 proc. (61 proc. o ponad 10 km/h),
- przejścia dróg powiatowych przez wsie i małe miasta: 83 proc. (49 proc. o ponad 10 km/h).

Trochę lepiej jest poza obszarem zabudowanym, ale powodów do zadowolenia i tak nie mamy. Na autostradach do ograniczeń prędkości nie stosuje się prawie 60 proc. kierowców, na drogach ekspresowych - 56 proc., na krajowych - 46 proc. Najspokojniej jeździmy drogami powiatowymi, na których do limitów nie stosuje się co czwarty kierowca.

Nie tylko zbyt szybka jazda

Wielu z nas dodatkowo nie utrzymuje bezpiecznych odstępów między samochodami. W obszarze zabudowanym na dwujezdniowych ulicach dużych miast ten grzech przypisywany jest co czwartemu kierowcy. Co piąty bezpiecznej odległości nie utrzymuje na autostradach, gdzie na reakcję (przez duże prędkości) mamy znacznie mniej czasu.

Czego nie da się zmierzyć, a co widać gołym okiem? Nie używamy kierunkowskazów, nie zatrzymujemy się przed zieloną strzałką, blokujemy lewy pas. Brakuje nam kultury, empatii. Bez nich Dziki Zachód będzie trwał w najlepsze, a Polska na stałe przywrze do ostatnich miejsc w rankingach bezpieczeństwa na drogach.

Stosujesz się do ograniczeń prędkości?
Więcej o:
Komentarze (269)
Kultura jazdy w Polsce
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: Romek

    Oceniono 216 razy 200

    Brak odstępu - jazda na zderzaku. To ogromny problem. Widac podczas wszelkiej maści karamboli. Staram się zachowywać odstęp, bo nie jestem idealnym kierowcą i mogę się zagapić. A wówczas nie będzie czasu na reakcję. Ale w moja luke zawsze wpieprzy sie jakiś cwaniak bo uznaje, że luka jest własnie dla niego. Drugi cwaniak siędzi mi na zderzaku i nawet gdy chcesz jechać bezpiecznie to ilość palantów na drodze jest siłą przeważającą. Jak apelowac do tych mądrych inaczej?? Co to za azjatycki zwyczaj???

  • Gość: gościu

    Oceniono 111 razy 101

    My uważamy, że jesteśmy najdalej wysuniętym na Wschód krajem Europy Zachodniej. Tymczasem dla Europy jesteśmy najdalej wysuniętym na Zachód krajem Europy Wschodniej.

  • ungvar

    Oceniono 108 razy 86

    No niestety, mozna budowac lepsze drogi, kupowac bezpieczniejsze samochody, ale inteligencji ani kultury sie suwerenowi nagle nie przeszczepi.
    Praktyka pokazuje jedno: Tylko kontrole i wieksze kary przynosza wymierna poprawe w bezpieczenstwie ruchu.

  • 13sw

    Oceniono 78 razy 64

    Ilość wypadków będzie w najbliższych latach drastycznie rosła, bo chamstwo, buta, głupota i sobiepaństwo są od dwóch lat w naszym kraju na linii wznoszącej, a ludzie przestrzegają prawa drogowego dokładnie tak, jak rządzący prawa konstytucyjnego.

  • Gość: EM

    Oceniono 97 razy 53

    Brak odstępu ( kiedy jadę prawidłowo " sprytni" wskakują przede mnie uważając, że odstęp to miejsce właśnie dla nich), brak kierunkowskazów, wyprzedzanie po to by zaraz skręcić w lewo ( tuż przed moją maską), rozmowa przez telefon BEZ zestawu głośnomówiącego, PISANIE SMS-ów podczas jazdy ( coraz częstsze!!!!! Prawdziwa PLAGA!!!), niewpuszczanie osób sygnalizujących zmianę pasa, i częściowo z tym powiązana jazda kilometrami lewym pasem " bo gdzieś tam będę skręcać w lewo" - to wg mnie czynniki powodujące wypadki czy stłuczki.
    Prędkość.na ostatnim miejscu. Znaki mamy często stawiane bezmyślnie i chwilami stosowanie się do nich bywa mało sensowne. Prędkość ma być BEZPIECZNA .A to oznacza: dostosowana do warunków. Czyli: stanu auta,doswiadczenia i umiejętności kierowcy, jego dyspozycji w danym dniu, warunków pogodowych, natężenia ruchu i innych czynników mogących mieć wpływ na bezpieczeństwo.
    No i jeszcze dziury na drogach.

  • joanna_can

    Oceniono 60 razy 48

    Odwiedziłam po kilkunastu latach nieobecności Polskę. Przyjechałam razem z mężem, Kanadyjczykiem. Jedno z najsilniejszych wrażeń, to arogancja kierowców. A więc cytowane statystyki nie dziwią mnie zupełnie.

  • rekin.finansjery

    Oceniono 49 razy 39

    Pierdoly w komentarzach o braku odstepu. Nie. Problemem jest chamstwo, chamstwo, chamstwo i brak dbania jeded o drugiego. Jazda na zderzaku jest tylko tego wynikiem. Taka prawda Poloki (Rosjanie light).

  • kiker1

    Oceniono 55 razy 35

    1. Brak jakiegokolwiek szkolenia kierowców z zasad techniki bezpiecznej jazdy. Np. Polacy potrafią parkować z zamkniętymi oczami, a nie potrafią włączyć się do ruchu z tego parkingu.

    2. Brak jakiejkolwiek wiedzy nt. bezpieczeństwa. Np. Polacy uważają, że ABS skraca drogę hamowania, a SUV jest bezpieczny, bo się wysoko siedzi.

    3. Nikłe prawdopodobieństwo zatrzymania przez policję. Np. według wielu nie opłaca się nawet robić przeglądu, bo szansa na kontrolę jest tak nikła.

    4. Śmiesznie niskie kary. Najwyższy mandat to... 500pln. Czyli np. 2 baki paliwa.

    5. Słaba ściągalność. O ile ktoś nie zostanie przyłapany na gorącym uczynku i nie podpisze mandatu, to namierzenie, znalezienie, udowodnienie winy i ukaranie sprawcy na drodze administracyjno-sądowej jest mało prawdopodobne.

    6. Stan techniczny aut. Wielu Polaków uważa, że jak auto jest bezwypadkowe i nie ma korozji, to jest bezpieczne, choćby miało 15 lat. Nie rozumieją pojęć "zmęczenie materiału", "trwałość połączeń", "wyeksploatowanie'. Wręcz uważają, że "te stare auta to był solidne, nie jak te nowe zrobione z puszek po piwie". Pomijam, że sporo bezwypadkowych aut jest takich, bo tak powiedział sprzedawca ("ale nie jakiś handlarz z komisu, bo to oszuści! Znajomy szwagra z sąsiedniej wsi, uczciwy facet, który tylko hobbistycznie dorabia sprowadzając auta z Niemiec - ale tylko z pewnych źródeł, bo ma tam kontakty).

  • grzechumann

    Oceniono 53 razy 33

    A ja z innej bańki - uważąm, że przekraczania prędkości uczą nas ZNAKI. Znaków jest za dużo, są często bez sensowne. Nawet chcąc jechać przepisowo - nie da się. Kierowca gubi się po pewnym czasie w ich gąszczu. Wiem, co mówię - dużo jeżdżę po D, NL, DK, S, N, B, F - tam jest większy porządek i jak jest ograniczenie, to wiadomo, że jest potrzebne!!! Poza tym - jak już jest, to jest zauważone. U nas znaków nie widać, bo są ich dziesiątki na każdym kilometrze. Zacząć należy od porządkowania oznakowania - 90% znaków wyrzucić (np. zamiast Zakazu Zatrzymywania malowąć linie przy krawędzi), oczyści się ulice z oznakowan i gwarantuję, że będzie lepiej Mamy chyba najbardziej zagmatwany sposób znakowania.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX