Samochody autonomiczne to złoty interes. Rynek wkrótce będzie wart 800 miliardów dolarów.

Testy pojazdów autonomicznych idą pełną parą. Ford w specjalnie stworzonym miasteczku szlifuje model Fusion, który w 2021 trafi na rynek, a cztery lata później do klientów indywidualnych. W tym roku na drogi wyjedzie 40 BMW. Ich debiutu spodziewamy się w 2021. W fazie testów są pojazdy Google'a i Ubera. Ten rynek ma ogromny potencjał, który dostrzegła nie tylko branża motoryzacyjna. Skorzystają też koncerny informatyczne i sami konsumenci.

Samochód autonomiczny to nic nowego

Pierwsze próby tworzenia aut bez kierowcy przeprowadzano już w połowie lat 20. Wtedy wykorzystano układ zdalnego sterowania, którym zawiadywał człowiek jadący tuż za poprzedzającym pojazdem. Gazety w Stanach Zjednoczonych pisały wówczas o samochodzie widmo przemierzającym ulice miasta. Tuż przed wybuchem II Wojny Światowej, General Motors snuł wizję o Futuramie – mieście dla samochodów. Amerykanie twierdzili, że w 1960 w aglomeracjach ziści się sen o w pełni niezależnych maszynach. Niestety, okazało się to utopią, ale dało podwaliny do rozwijania technologii. W późniejszych latach testowano wiele wariantów. Naukowcy zakładali, że odpowiednia infrastruktura drogowa załatwi sprawę. I tak faktycznie było. Wbudowane w jezdnię magnetyczne paski i kable sygnałowe pozwalały wpływać na auto poprzez skręcanie, hamowanie i przyspieszanie. Bazując na tym patencie, Citroen DS w połowie lat 60. uzyskał średnią prędkość przelotową na poziomie 130 km/h. Problem tkwił jednak w finansach. Należało od nowa zbudować drogą sieć, na co nie znaleziono odpowiednich funduszy.

W latach 80. swoje trzy grosze dorzucili Niemcy, a dokładnie Ernst Dickmannas z Uniwersytetu Bundeswehry. W doświadczalnego 5-tonowego dostawczego Mercedesa wszczepił setki kilogramów kabli i komputerów, które umożliwiły przetwarzanie obrazu. Kamery, sensory i specjalny algorytm pozwolił na wyłączonych z eksploatacji drogach poruszać się z prędkością 96 km/h. Jeszcze bliżej byli inżynierowie w 1992, gdy udało się przeprowadzić próby w normalnych warunkach ulicznych. Trzy lata później, autonomiczny Mercedes 500 SEL pokonał dystans 1700 kilometrów z Monachium do Odense w Danii. Technologiczny krok milowy zagwarantowali jednak Amerykanie, którzy w połowie lat 90., udostępnili światu niezakłócony sygnał GPS.

5 poziom autonomii

Do tego zmierza obecnie wielu producentów z całego świata. Pełna automatyzacja ma polegać na całkowicie samodzielnym uczestniczeniu w ruchu ulicznym. Kierowca nie będzie musiał nawet kontrolować auta. Wystarczy, że wpisze w nawigacji pożądany adres. Wizje rodem z filmów Science Fiction mają szansę na realizację już za kilka lat. Proces trwa od dwóch dekad i bliski jest finalizacji. Aby to osiągnąć, firmy motoryzacyjne intensywnie współpracują z koncernami informatycznymi. Potrzeba do tego ogromnej mocy obliczeniowej i przesyłu danych na poziomie około 1 Gb na sekundę. Intel jest na ostatniej prostej do wdrożenia technologii przyszłości. Kooperują z nim BMW, Nissan i Toyota. Do japońskich i niemieckich samochodów trafi procesor Intel Xeon i Atom. Producenci udostępnią też chmurę umożliwiającą swobodny przepływ informacji między autami a centralami zlokalizowanymi w wielu miejscach na świecie. Sieć 4G nie wystarczy, wobec tego Intel rozpoczął prace na stworzeniem 5G.

Bezpieczeństwo na pierwszym planie

Autonomiczna technologia mocno odmieni transport prywatny i publiczny. Według badań przeprowadzonych przez Intela, w latach 2035-45 auta przyszłości zapobiegną śmierci 585 tysięcy ludzi. To efekt czujników, kamer i radarów w trybie ciągłym monitorujących drogę. Wykrywają przeszkodą, awaryjnie hamują lub zmieniają pas ruchu. Tego typu system wprowadzi Volvo do swoich aut osobowych w ciągu dekady. Szwedzi chcą całkowicie wyeliminować wypadki śmiertelne w mieście z udziałem swoich samochodów. Poza kwestią bezpieczeństwa, ważne są też finanse. Usuwanie skutków kolizji, katastrof lądowych i późniejsze leczenie ofiar generuje ogromne sumy. W związku z wyeliminowaniem drogowych incydentów, światowe gospodarki zaoszczędzą około 235 miliardów dolarów między 2035 a 2045 rokiem. W kolejnych latach, wraz z sukcesywnym zastępowaniem klasycznych aut, powyższa kwota ma rosnąć geometrycznie.

Rynek wart setki miliardów

Według wstępnych szacunków Intela, rynek samochodów autonomicznych ma być wart w 2030 800 miliardów dolarów. To tworzy też nowe możliwości spędzania czasu i mocno odmieni formę reklamy. Sama technologia może się również opierać na dzieleniu się pojazdami. W kształcie taksówki lub wspólnego dojeżdżania do pracy, na zakupy, do kina. Obok koncernów motoryzacyjnych i informatycznych, dostarczających technologie i gotowy produkt, zostaje sporo miejsca dla mobilnych aplikacji i rozmaitych usług, które mają wygenerować kolejne 200 miliardów zysków. Ponadto, nowy wymiar transportu pozwoli zaoszczędzić mieszkańcom najbardziej zatłoczonych aglomeracji aż 250 milionów godzin rocznie. Wizje z przeszłości okazały się chybione. Czas pokaże, czy ogromne nakłady z ostatnich kilkunastu lat wykreują najbliższą przyszłość motoryzacyjną.

Czy Twoim zdaniem przyszłość motoryzacji to samochody autonomiczne?
Więcej o: