Testujemy najnowszego VW Golfa R. To najlepszy hot-hatch na rynku?

W zasadzie każdy producent ma w swojej ofercie usportowioną wersję najpopularniejszego modelu. Tworzą je nie po to, by zarabiać pieniądze, a z powodów wizerunkowych. Nie inaczej jest w przypadku Volkswagena. Przed wami Golf R.

Niektórzy powiedzą, że jest nudny, a każda następna odsłona wygląda tak samo jak poprzednia tylko jest delikatnie przemodelowana. W zasadzie ciężko się z tym nie zgodzić. Trzeba się jednak zastanowić, kto kupuje najdroższego Golfa. Jeśli ktoś szuka szybkiego i rzucającego się w oczy hot hatcha, z pewnością uda się do salonu Hondy i zapyta o Type R; jeśli szuka najtańszych 350 KM na rynku, odwiedzi Forda i zapyta o Focusa RS; jeśli dysponuje walizką pieniędzy z pewnością zainteresuje się Audi RS3; jeśli spędza cały dzień na torze, Renault ma do zaoferowania Megane z dopiskiem R.S. A kto kupuje Golfa?

Każdy nowy Golf to wyzwanie dla projektantów, ponieważ coś co od lat świetnie się sprzedaje, musi robić to nadal, ale jednocześnie wnosić powiew świeżości. To mniej więcej tak jakby kazać zaprojektować komuś wieżę Eiffla od nowa – ma być taka jak stara, ale lepsza. Salon Volkswagena odwiedzą ludzie, którzy mają odpowiednio dużo pieniędzy, ale nie lubią ekstrawagancji i cenią sobie sprawdzone rozwiązania. Golf to Golf i tak ma pozostać. Nieważne czy ma 85 czy 300 KM. R-ka ma zachowywać wszystkie walory praktyczne „cywilnego” Golfa, ale przy okazji być szybka. Volkswagen mógłby przecież zbudować samochód obwieszony spojlerami, z nieprzyzwoicie głośnym wydechem i spartańskim wnętrzem. Mógłby, ale tego nie zrobi z bardzo prostej przyczyny - dla niektórych wersja R powinna być torowym wyjadaczem, nadającym się jedynie do bicia rekordów, ale w prawdziwym świecie posiadacze dopisków R, RS, M, AMG, ST i innych takich nigdy nie zabiorą swojego samochodu na tor wyścigowy. Jeżdżą nimi do pracy i odwożą dzieci do szkoły. Samochód taki jak Golf R ma nie tylko pompować endorfiny w żyły kierowy, ale przede wszystkim sprawdzać się w zwyczajnych zadaniach.

Volkswagen Golf R 2017Volkswagen Golf R 2017 fot. Michał Dek

Nadwozie nie zdradza potencjału drzemiącego pod maską. Jest delikatnie mówiąc stonowane. Próżno szukać tu sportowych akcentów. Zmieniono nieco zderzaki, powiększono wloty powietrza, hamulce zastąpiono takimi, które zniosą znacznie więcej niż tylko spokojną jazdę, dorzucono większe koła i… to by było na tyle. Gdyby pozbawić karoserię wszystkich emblematów, można by go pomylić z dobrze wyposażoną wersją 1.6 TDI.

Kabina potraktowana została w podobny - powściągliwy - sposób. Jako pierwsze w oczy rzucają się sportowe fotele. Są dobrze wyprofilowane, pewnie podtrzymują ciało w zakrętach i nie są przesadnie twarde, dzięki czemu dłuższa podróż nie będzie katorgą. Pozostałe elementy informujące, że mamy do czynienia z najmocniejszym Golfem, to spłaszczona w dolnej części kierownica z literą R, prędkościomierz wyskalowany do nieco ponad 300 km/h oraz kilka wstawek imitujących włókno węglowe. Według inżynierów Volkswagena to wystarczy, by poczuć sportowego ducha. Klasyczne zegary zastąpiono elektronicznym wyświetlaczem, nowy system multimedialny działa szybko, a jego obsługa nie nastręcza problemów. Poza tym we wnętrzu panuje niemiecki porządek. Wszystko jest tam, gdzie się tego spodziewacie. W podróż bez większych problemów mogą ruszyć cztery osoby, zabierając ze sobą 343 litry bagażu czyli o 37 mniej względem zwykłego Golfa. Strata wynika z zastosowania napędu 4x4.

Pod maską pracuje dobrze znana jednostka 2.0 TSI. W porównaniu do wersji sprzed faceliftingu nie zaszły tu drastyczne zmiany - dodatkowe 10 KM (310 KM) i 20 Nm (400 Nm) w połączeniu z 7-biegową skrzynią DSG, napędem 4Motion oraz procedurą startową pozwalają stracić prawo jazdy w 4,6 sekundy, natomiast przyspieszanie zakończy się przy mało zaskakujących 250 km/h. Chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć, że obecny Golf R to „dość” szybki samochód. Kierowca ma do wyboru kilka trybów jazdy, poczynając od ekonomicznego na torowym kończąc. W zależności od tego, który wybierze, w kabinie będzie ciszej lub głośniej, zawieszenie będzie twarde lub nieco bardziej twarde, a układ kierowniczy będzie pracował z mniejszym lub większym oporem.

Volkswagen Golf R 2017Volkswagen Golf R 2017 fot. Michał Dek

Jeśli chodzi o wrażenia zza kierownicy, Golf R również niczym nie zaskakuje. Wszystko jest pod kontrolą i odbywa się bez jakiejkolwiek dramaturgii. Wystarczy wcisnąć gaz w podłogę i obserwować, jak wskazówka prędkościomierza pnie się po skali. Nie ma walki czy nieprzewidywalnych zachowań. Zawieszenie zestrojono tak, by nie łamało kręgosłupa po najechaniu na studzienkę kanalizacyjną, a dzieci mogły spokojnie spać w foteliku niczym nie niepokojone. Przy spokojnej jeździe Golf okazuje się bardzo dobrze wyciszony, skrzynia zmienia biegi w niezauważalny sposób, a zużycie paliwa utrzymuje się w okolicach 8,5 l/100 km. W mieście nie jest wiele gorzej - 10,5-11 l/100 km uznać należy za wynik bardzo dobry, biorąc pod uwagę możliwości samochodu. Jeśli w pełni wykorzystacie potencjał Golfa, spalanie z pewnością będzie miało marginalne znaczenie, a Volkswagen zaskoczy was gigantycznymi pokładami przyczepności. Zakręty, które znacie i przejeżdżacie szybko, możecie pokonać jeszcze szybciej bez obawy, że coś pójdzie nie tak. W Golfie R można całkowicie wyłączyć kontrolę trakcji jednak niewiele to zmieni. Samochód nadal będzie stabilny i neutralny.

Ceny Golfa R zaczynają się od 165 900 zł. Konkurencyjny Ford Focus RS (2.0, 350 KM) to wydatek 156 260 zł, natomiast Audi S3 (2.0, 310 KM, manual) uszczupli wasze konto o 171 700 zł.

Summa Summarum

Czy Golf R potrafi czymś zaskoczyć? W zasadzie nie. Jest szybki, praktyczny, można nim jeździć bez wyrzeczeń i dodatkowo potrafi wtopić się w tłum. Robi wszystko to, czego oczekuje się od samochodu. Nie powiem, że robi to lepiej niż inni i że jest królem segmentu, wszak czarny Focus RS czy Leon Cupra równie skutecznie „znikną” w tumie, ale wszystko co robi, robi dobrze. To propozycja dla ludzi szukających samochodu do wszystkiego… Czy są nudni? Nie wiem. Nie znam żadnego.

Który z niżej wymienionych hot hatchów jest twoim numerem jeden?
Więcej o:
Komentarze (32)
Testujemy najnowszego VW Golfa R. To najlepszy hot-hatch na rynku?
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • pcat

    Oceniono 18 razy 14

    Lubię te mocne turbo od vw. Spalą wszystko co im wlejesz - paliwo, olej, płyn chłodniczy. Diesle jeszcze dodatkowo gnojówkę (adblue).

  • spinaker99

    Oceniono 11 razy 7

    Jak najlepsze?przecież VW i Niemcy ciągle muszą się czegoś bać.Chłopie ja bym ciebie zwolnił za te pierdoły!

  • Gość: Arecky

    Oceniono 18 razy 6

    A ja tam wole Alfe Romeo Giulietta Veloce 240KM . Jest minimalnie wolniejsza , ale swoim wygladem bije wieswagena o 2 klasy , no i jest o 1/3 tansza od niego

  • Monica Sobczak

    Oceniono 32 razy 6

    Hot hatch z automatem to nie hot hatch. Wg mnie dziś liczą się w stawce 2 auta - Focus RS i Honda Civic Type-R. Warto przeczytać dailydriver.pl/test/test-honda-civic-type-r-2-0-vtec-turbo/

  • Gość: St220

    Oceniono 4 razy 4

    Focus Rs ma silnik 2.3 a nie 2.0 !!!!!

  • Gość: kfr

    Oceniono 15 razy 3

    najlepszy według niemieckich szmatławców

  • Gość: asd

    Oceniono 21 razy 3

    Jak dla mnie auto wzorowe. Kiedy trzeba jest szybkie, kiedy trzeba coś lub kogoś przewieźć również się nada. Nudne ? Taką nudę mogę trawić codziennie :)

  • Gość: Arc

    Oceniono 2 razy 2

    golf r - przereklamowany , drogi , i tylko golf
    type r - wyglada jak by miala z 100000 koni i spojler wielkoscoi skrzydla boeinga
    focus r,s - osiago nieadekwatne do mocy
    leon cupra - przy starcie ten samochod skacze jak szaalony , przednie zawieszenie nie daje rady

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX