Czym Polacy będą jeździć w najbliższej przyszłości? Zapytaliśmy prezesa Suzuki Motor Poland

Piotr Dulnik, jedna z czterech osób spoza Japonii, które zostały mianowane prezesami lokalnych struktur Suzuki, nie pozostawia złudzeń. Transport autonomiczny to wciąż pieśń dalekiej przyszłości. Wyzwanie na najbliższe lata - czym zastąpić wycofywane silniki Diesla. I najprawdopodobniej, nie będą to samochody elektryczne.

Ilu prezesów nie Japończyków zatrudnia Suzuki?
Czterech. Japończycy nie stoją na czele przedstawicielstw w Austrii, we Włoszech, w Polsce, i w Hiszpanii.

A ilu zatrudnia wszystkich prezesów?
Biorąc pod uwagę różnego rodzaju spółki córki to w Europie - 26. Do tego trzeba doliczyć przedstawicielstwa w pozostałych krajach na świecie.

To nie jest łatwe, przekonać Japończyków, by powierzyli komuś spoza Japonii kierowanie oddziałem firmy.
Nie jest i to się dotąd nie wydarzyło. To jest nowy pomysł, który ma na celu sprawdzenie, czy osoby wywodzące się z rynków lokalnych będą w stanie sprawniej poprowadzić poszczególne biznesy.


Jak Pan tego dokonał, że został Pan prezesem polskiego oddziału Suzuki?
Ciężko pracowałem przez poprzednią dekadę. Centrala przygląda się naszym działaniom, analizując nie tylko wyniki finansowe czy udział w rynku, a ten mamy jeden z najwyższych w Europie. Ważny jest również czynnik ludzki, czyli odpowiednia osoba na odpowiednim miejscu. Suzuki Motor Poland od 2012 roku stale notuje wzrosty sprzedaży – porównując wyniki za 2017 rok z 2012, mamy ponad 60% wzrostu - a w wewnętrznych audytach dotyczących funkcjonowania firmy i zarządzania zajmujemy miejsca w ścisłej czołówce światowej.

Napędy Suzuki AllGrip - test na torze JastrząbNapędy Suzuki AllGrip - test na torze Jastrząb fot. Suzuki

 
Czy fakt, że to Pan został mianowany prezesem, należy odczytać w ten sposób, że centrala ma plany ekspansji na polskim rynku?

Ekspansja jest powiązana bezpośrednio z naszymi decyzjami. Jesteśmy rynkiem w miarę dużym, ale nieporównywalnym z takimi gigantami, jak np. Indie. To, co się dzieje na polskim rynku, wynika praktycznie wyłącznie z decyzji podejmowanych u nas, lokalnie.

Suzuki jest trochę outsiderem na europejskim rynku motoryzacyjnym, z czego to wynika?

To wynika przede wszystkim z uwarunkowań związanych z naszą linią modelową, w której brakuje modeli, które lepiej trafiają w gusta Europejczyków. Brakuje modeli segmentu C, kombi czy samochodów segmentu D.
Suzuki specjalizuje się w produkcji samochodów małych. Dopiero od niedawna oferujemy SUV-a segmentu C.
Widzimy, że nie jesteśmy obecni w segmentach, które są w Europie najpopularniejsze.

Nie chcecie tego zmienić?
Suzuki sprzedaje 3 miliony samochodów na świecie. Do 2020 r. firma chce sprzedawać w Europie ok. 300 000 samochodów, czyli jakieś 10% obecnego wolumenu. Priorytetowym rynkiem jest Azja, dlatego firma tworzy portfolio produktów, które co prawda mogą być rozpowszechniane także w naszej części świata, ale jest budowane w taki sposób, by przede wszystkim odpowiadać na potrzeby rynków azjatyckich.

A jak Pan myśli, dlaczego w Europie nie przyjął się model Kizashi?
Rzeczywiście firma eksperymentowała z modelem Kizashi, ale był on przygotowany z myślą o rynku USA, gdzie Suzuki zakończyło już swoją działalność.
W ofercie Kizashi znajdował się jeden silnik – benzynowy o pojemności 2,4 l. Nie mieliśmy złudzeń, że nie jest to jednostka, która podbije serca klientów w Europie.

Czy Suzuki będzie miało jakiś model sportowy? Może roadstera?
Póki co, naszym jedynym modelem sportowym będzie Swift Sport.

Wiele marek samochodów utożsamia się z jakąś ideologią. Suzuki komunikuje się przez slogan Way of Life. Co to znaczy?

Suzuki przykłada dużą wagę, by stać się wyborem dla osób świadomie podążających wybraną przez siebie życiową ścieżką; dla osób którym nie jest wszystko jedno, jak żyją, które są aktywne i mają różne pasje. Potrzebują do tego niezawodnego samochodu, którym dojadą nawet w trudniej dostępne miejsca, a naszą silną stroną są auta z napędem 4x4.

A kto jest w tzw. targecie?
To zależy od modelu. Pojazdy segmentu A są w naszym przypadku wybierane zazwyczaj przez starszych kierowców. Ale po Swifta sięgają osoby w wieku około 35 lat. Modele z napędem na obie osie doceniają zazwyczaj osoby młodsze i aktywne.

Rozmawiając z jednym z Waszych inżynierów, przy okazji wprowadzania na rynek modelu z silnikiem turbodoładowanym o małej pojemności, zapytałem, czy nie obawia się trwałości tego typu jednostki. Odpowiedział, że Suzuki na rynkach dalekowschodnich ma wieloletnie doświadczenie w konstrukcji tego typu silników i nie martwicie się o ich trwałość. Dużo chowacie jeszcze tego typu asów w rękawie? Mam na myśli rozwiązania, które możecie zaoferować w Europie.

Bez wątpienia proces technologiczny będzie zmierzał w kierunku redukcji emisji CO2. Suzuki może niekoniecznie będzie rozszerzało ofertę silników typu 0,6 l z Turbo, ale będziemy rozwijać technologię hybrydową, z którą mamy już doświadczenie.

Przeczytaj także: Test Suzuki Ignis 1.2 DualJet SHVS. Mieszczuch idealny?

Od jakiegoś czasu firma flirtuje z układem Smart Hybrid. Najwięksi światowi gracze przekonują, że przyszłość należy do samochodów elektrycznych albo zasilanych wodorem. Jaki jest Pana pogląd na ten temat?

W najbliższej perspektywie zapotrzebowanie płynące z rynku jest proste – trzeba zastąpić silniki Diesla. Biorąc pod uwagę niskie zużycie paliwa i wysoki moment obrotowy, wybór jest prosty – konstrukcjami hybrydowymi.

Samochody czysto elektryczne to pieśni przyszłości, także ze względu na cenę zakupu. Bez wątpienia w najbliższej przyszłości pojazdy hybrydowe będą dużo tańsze od aut elektrycznych.

Suzuki Ignis 1.2 DualJet SHVSSuzuki Ignis 1.2 DualJet SHVS fot. Filip Trusz


A czy zamierzacie wprowadzić na rynek samochód elektryczny?

Nie wiemy, jak będą wyglądały normy emisji spalin za jakiś czas, bo one z roku na rok się zmieniają, dlatego bylibyśmy nierozsądni, gdybyśmy nie pracowali nad pojazdami elektrycznymi. Tym bardziej, że duże rynki azjatyckie także nie ukrywają, że będą dążyć do redukcji udziału pojazdów z konwencjonalnymi silnikami spalinowymi. Rząd Indii, w których sprzedajemy 1,5 mln samochodów rocznie, stwierdził, że za 6 lat 20% samochodów mają stanowić te z alternatywnymi źródłami napędu. Nie pozostajemy wobec tych zapowiedzi obojętni.

Wróćmy do Polski. Czy w tym kontekście plany premiera Morawieckiego, który zapowiedział, że do 2025 r, po polskich drogach będzie się poruszało milion samochodów elektrycznych, wydają się realne?

Czytałem o tych ambitnych planach. Pomijając konieczność rozwoju infrastruktury do obsługi tego typu pojazdów, której u nas nie ma, a także pomijając wysokie ceny samochodów elektrycznych, które powodują, że Polaków nie stać na nie, do roku 2025 zostało 7 lat. Żeby do tego czasu na polskie drogi wyjechało milion samochodów elektrycznych, musielibyśmy kupować 143 000 tego typu aut rocznie.

Nie jest to niemożliwe, ale to nie producenci samochodów decydują o tym, jakie samochody wybierają klienci. Pytanie, przy jakich spełnionych warunkach zakup i korzystanie z samochodu elektrycznego byłyby dla Polaków atrakcyjniejsze od wyboru np. samochodu hybrydowego. Sama dostępność samochodów elektrycznych w punktach sprzedaży nie wystarczy.

A co Pan myśli o idei transportu autonomicznego?
W latach 50. XX wieku panowało przekonanie, że już dziś będziemy jeździli autami autonomicznymi. Jest to kierunek rozwoju, który bierzemy pod uwagę, ale jest to sprawa bardziej skomplikowana niż się wielu osobom wydaje. Na dzień dzisiejszy jest to łatwiejsze do zrealizowania technologicznie niż legislacyjnie. Musimy wziąć pod uwagę kwestie odpowiedzialności za ewentualne kolizje, czy wypadki wynikające z błędów oprogramowania lub usterek technicznych.

Co potrzebujemy zmienić, by w Polsce mógł funkcjonować transport autonomiczny?
Poza odpowiednią legislacją, potrzeba jest zmiana mentalności ludzi, a także dostępność tego typu samochodów.

To nie ma szans, że za 30 lat będzie mnie woził samochód zamówiony przez smartfona?

Nie ma rzeczy niemożliwych. Być może się tak zdarzy, ale nie jest to przesądzone. Wciąż jest wiele niewiadomych. Na razie, wyzwaniem w najbliższej przyszłości jest czym zastąpić silniki Diesla. Najprawdopodobniej będą to hybrydy.

Więcej o:
Komentarze (8)
Wywiad z prezesem Suzuki Motor Poland
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: abc

    0

    W takim razie pytanie do pana Piotra: kiedy Suzuki zmodyfikuje kolumne kierownicza, zeby kolo kierownicy wracalo do pozycji centralnej plus usuniecie martwego pola w pozycji centralnej? To sie ciagnie od testu na AutoCentrum dobrych kilka lat temu i nic z tym nie zrobiono do dzis!

  • P L

    Oceniono 3 razy 1

    Czym będą jeździć? To trzeba spojrzeć co się obecnie sprzedaje w Niemczech.

  • Py Ro

    Oceniono 2 razy 0

    Na 100% nie będę jeździł Suzuki.

  • Gość: klasykoman

    Oceniono 1 raz 1

    Jak kocham klasyki i chce miec prawo na wekendowa przejazdzke 30-letnim mercedesem w dieslu,a elektryczny to mam odkurzacz.a hybryda co najwyrzej na codzien do roboty .

  • Gość: greg

    Oceniono 6 razy 2

    Szukałem niedawno właśnie małego suva, brałem pod uwagę tez markę Suzuki, odbyłem jazde próbną, i gwoździem do niskiej sprzedaży jest mierna obsługa Klienta, zero rabatów i właśnie brak diesla w ofercie, próbuje się nam wmówić ze hybrydy są ekonomiczne co jest wierutną bzdura bo w trasie nie są, do tego tandetne wykonanie kabiny jak na auto za prawie 80 tys i wybór padł na auto konkurencyjne gdzie owszem tez jest tandeta ale za to jest ekonomiczny silnik diesla i cena o 20tys niższa, a w Suzuki zaproponowano mi silnik benzynowy który ledwo w trasie dawał sobie radę, z całym szacunkiem ale nie wróżę tej marce przyszłości w Europie.

  • Gość: Drzewica

    Oceniono 3 razy 3

    Znam kilka osób które chętnie kupiłyby nowy samochód współczesnej wersji pierwszego SX4 (czy inaczej Sedici Fiata), to był mały samochód ale nie maluch, sprytny, zwrotny i parkowny.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX