Elektryczna rewolucja nie tylko na drogach. Transport morski i lotniczy powoli odchodzi od spalin

Ograniczenie emisji dwutlenku węgla to jedno z największych wyzwań, przed którym stoją naukowcy, inżynierowie czy politycy. Nic dziwnego - szkodliwego gazu wciąż jest za dużo. Jednym z głównych źródeł CO2 jest transport. Wbrew pozorom nie tylko ten drogowy, lecz także lotniczy i morski. Najnowsze osiągnięcia techniki pozwalają wierzyć, że ilość cieplarnianego gazu można ograniczyć we wszystkich rodzajach transportu. Silniki elektryczne są już wykorzystywane na morzu, wkrótce pojawią się na szeroką skalę w powietrzu.

Wszyscy, którzy myślą o przyszłości naszej planety z pewnością zdają sobie sprawę z tego jak istotne jest ograniczenie emisji dwutlenku węgla i innych szkodliwych zanieczyszczeń. Nie jest tajemnicą, że jednym z głównych źródeł cieplarnianego gazu jest transport.

Z badań Unii Europejskiej wynika, że na terytorium UE ok. 61 proc. dwutlenku węgla emitowanego przez transport pochodzi z samochodów osobowych. Blisko 12 proc. emitują lekkie samochody ciężarowe, 26 proc. ciężkie. Spora część emisji, bo 26 proc. przypada jednak na lotnictwo cywilne i transport wodny. Po mniej więcej 13 proc. na oba te źródła.

To, że emisję CO2 można ograniczyć w przypadku samochodów osobowych nikogo nie zaskakuje. Coraz doskonalsze pojazdy elektryczne pozwalają w zasadzie całkowicie wyeliminować szkodliwy wpływ na środowisko.

Elektryczny prom? Już działa. Wyprodukowany w Polsce

Wydawać by się mogło, że silniki elektryczne i zasilane nimi baterie nie są na tyle potężne, by wykorzystywać je do przemieszczania cięższych pojazdów. Tego typu pogląd można jednak uznać za mit.

Jest na to szereg dowodów. Jednym z nich jest Ampere – pierwszy na świecie prom o napędzie elektrycznym. Na podkreślenie zasługuje fakt, że zbudowano go w gdańskiej stoczni Aluship.

Jednostka, która obsługuje połączenie na trasie Lavik do Oppedal w Norwegii, może zabrać na pokład 360 pasażerów i 120 pojazdów. Elektryczny napęd zapewnia jest prędkość 12 węzłów, czyli ok. 22 metrów na godzinę.

Całkiem spory, bo liczący 80 metrów długości i 20 szerokości statek napędzają dwa silniki o mocy 450 kW. Do przechowywania energii niezbędnej do zasilania tak potężnych silników niezbędne jest wykorzystanie sporej liczby baterii litowo-jonowych. Na Ampere jest ich aż 120.

W ujęciu rocznym prom zużywa 2 mln kWh. Dzięki zastosowaniu napędu elektrycznego do emisji nie przedostaje się aż 570 ton dwutlenku węgla i 15 ton również szkodliwych tlenków azotów.

Przykładów na zastosowanie napędu elektrycznego w transporcie morskim jest znacznie więcej. W Szwecji na trasie Uddevalla-Lysekil wykorzystywany jest prom Tellus. Wykorzystuje elektryczno-hybrydowy napęd Volvo Penta. Jednostka jest większa od wyprodukowanej w Polsce - dzieło estońskiej stoczni liczy 100 metrów. Może jednak zabrać mniej, bo 300 pasażerów.

Tellus napędzają jednostki znajdujące się na obu krańcach statku. Znacznie ułatwia to manewrowanie – niczym pociąg może bowiem poruszać się po wodnym szlaku, wykorzystując położone po przeciwnych stronach “elektryczne lokomotywy”.

Wprowadzenie promu do użytku ma być jednym ze sposobów na wypełnienie przez Szwecję zobowiązania. Do roku 2045 kraj ma bowiem zamiar całkowicie uniezależnić się od paliw kopalnych. Szwedzi nie mają złudzeń, że zmiana technologii w przypadku transportu morskiego nie będzie łatwa i błyskawiczna. Prom może odbyć trzy podróże wykorzystując napęd elektryczny, później musi wspomóc się agregatami paliwowymi. Moc elektrycznych silników będzie jednak sukcesywnie zwiększana - zastąpienie tradycyjnego napędu spalinowego, a przynajmniej znaczące ograniczenie jego wykorzystania, jest jak najbardziej realne.

Silniki elektryczne w transporcie lotniczym? To już się dzieje

Nawet transport lotniczy zaczyna przechodzić lotniczą rewolucję. Fińska firma Pipistrel jest pierwszą, która zdecydowała się na seryjną produkcję samolotów elektrycznych. Alpha Electro nie jest wielkim odrzutowcem, ale warto pamiętać, że prywatnych samolotów są na świecie miliony.

Dzieło Finów wykorzystuje silnik elektryczny o mocy 60 kW i akumulator o pojemności 21 kWh. Samolot jest w stanie osiągnąć dzięki napędowi prędkość 157 km/h, na jednym ładowaniu utrzymuje się w powietrzu blisko godzinę.

Firma już zapowiada, że doświadczenia zdobyte w produkcji małego modelu posłużą do opracowania samolotu pasażerskiego przeznaczonego do transportu aż 150 osób. Branżowi eksperci nie mają wątpliwości, że i branża lotnicza przejdzie elektryczną rewolucję - przewidywania mówią o okresie najbliższej dekady.

Rewolucję zamierza wprowadzić easyJet. Planuje przeprowadzić testy elektrycznego samolotu o mniejszych rozmiarach, by – podobnie jak w przypadku fińskiej spółki - opracować model konkurencyjny dla tradycyjnych samolotów. Znamy już nawet nazwę maszyny, nad którą pracuje firma. To "The Wright One". Samolot będzie mógł zabrać na pokład 150 pasażerów.

Elektryczny transport ciężarowy - na dużą i małą skalę

Co z elektrycznym transportem ciężarowym? I w tym wypadku napęd elektryczny może być szeroko wykorzystywany. Najlepszym dowodem na potwierdzenie tej tezy jest decyzja Jeffa Bezosa, założyciela i szefa Amazona. Złożył ona swego rodzaju “ślubowanie klimatyczne” - zobowiązał się do znaczącego ograniczenia śladu węglowego. Jednym z elementów planu, który ma zostać zrealizowany do roku 2040, jest zakup 100 tys. elektrycznych samochodów dostawczych. Producentem pojazdów ma być firma Rivian - spółka, w którą Amazon zainwestował blisko pół miliarda dolarów. Dzięki tej decyzji Bezos chce ograniczyć emisję dwutlenku węgla o 4 mln ton rocznie.

Elektryczna rewolucja przyspiesza

W kwestii samochodów elektrycznych rewolucja postępuje znacznie szybciej. Po drogach całego świata jeździ już kilka milionów samochodów z silnikami elektrycznymi. Międzynarodowa Agencja Energetyczna (MAE) przewiduje, że do roku 2030 pojazdów tego typu może być więcej o 10, a nawet – w sprzyjających okolicznościach - o 25 razy.

Europa będzie jak Norwegia

Rozwój elektromobilności na terenie całej Europy wydaje się kwestią czasu. Przybywać będzie nie tylko pojazdów elektrycznych, ale i infrastruktury niezbędnej do ładowania, rozwiązań prawnych ułatwiających produkcję i kupowanie innowacyjnych produktów.

Wzorem dla kontynentu jest Norwegia. W roku 2017 samochody elektryczne stanowiły 42 proc. wszystkich nowo zarejestrowanych pojazdów. Pomogły zachęty w postaci zwolnienia z 25 procentowego podatku VAT, obniżenie podatku drogowego, a często i zniesienie opłaty za parkowanie czy umożliwianie korzystania z buspasów.

Na elektromobilność warto postawić z jeszcze jednego względu. Popularyzacja technologii prowadzi do spadku cen. Dane z lat 2015-2019 pokazują diametralny wzrost popularności elektryków. Cztery lata temu sprzedano ich 512,5 tys., rok później było to 779 tys., w roku 2017 sprzedaż osiągnęła 1,2 mln, a w 2018 już 2 mln. Prognozy na ten rok są bardzo optymistyczne - szacuje się, że sprzedaż ma wynieść 2,7 mln sztuk.

Europa ma duży wkład w tym względzie - obecnie po drogach kontynentu porusza się 1,3 mln elektryków, w zeszłym roku znalazły one 409 tys. nabywców. Do roku 2040 wzrost ma być jeszcze większy - wyniesie 40 mln zł. Według ekspertów udział pojazdów zelektryfikowanych w rynku samochodów osobowych wyniesie niemal jedną trzecią.

Samochody elektryczne są w zasięgu coraz większej grupy nabywców - również polskich. Dlatego też decydując się na wybór auta już dziś warto wziąć elektryka pod uwagę. Środowisko z pewnością na tym skorzysta.

>>Dowiedz się więcej

Więcej o: