Jakie pierwsze auto dla studenta? Zamiast kupować, lepiej wypożyczyć. Co można mieć za kilkaset zł miesięcznie? Prześwietlamy rynek

Samochody na minuty czy wynajem długoterminowy - dziś już nie trzeba kupować własnego auta. Ale można z niego korzystać za kilkaset złotych miesięcznie, nie martwiąc się o serwis czy wymianę opon. To świetne rozwiązanie dla studenta i jego rodziców.

Coraz częściej wypożyczamy zamiast kupować. Tempo wzrostu branży wynajmu długoterminowego w Polsce jest imponujące i z roku na rok coraz większe.  Powód? Coraz więcej Polaków ma świadomość, że zakup samochodu to dopiero początek wydatków. Przejrzeliśmy rynek, wcielając się w studenta, który poszukuje swojego pierwszego samochodu, a ma ograniczony budżet lub bazuje na funduszach od rodziców i nie zależy mu na posiadaniu, tylko korzystaniu. Wybór jest spory.

Samochody na minuty

Wypożyczanie samochodu na minuty to idealne rozwiązanie dla tych, którzy z auta korzystają sporadycznie. W największych polskich miastach firm, które oferują tego typu usługi, jest kilka. Większość działa na bardzo podobnej zasadzie: Instalujesz aplikację, szukasz najbliższego samochodu w swojej okolicy, korzystasz z auta, płacisz za minuty i przejechane kilometry, wysiadasz z samochodu, a z twojego konta pobierana jest opłata za usługę.

Ceny? Wszystko zależy od korków (naliczana opłata za minuty) i oczywiście odległości, ale to znacznie tańsza opcja niż taksówka. Minuta kosztuje zwykle 50-60 gr, a każdy przejechany km około 65-80 gr.  Samochody na minuty mają jednak jeden podstawowy minus – nie zawsze w naszej okolicy znajduje się wolne auto, nie wszystkie dzielnice miast są objęte usługą, a w mniejszych miastach i na wsiach auta na minuty nie są w ogóle oferowane. Są też tacy usługodawcy, którzy każą odstawiać samochody w wyznaczonych miejscach. Dodatkowo nigdy nie wiemy, w jakim stanie będzie nasz samochód – poprzedni właściciel mógł np. ubrudzić wnętrze czy nie zatankować auta. A co jeśli pozostawimy coś w samochodzie? Musimy liczyć na uczciwość osoby, która wsiada do samochodu po nas. Jeśli nie zgłosi znaleziska, odzyskanie rzeczy może być niemożliwe.

Nowe metody finansowania u dilerów

Importerzy wiedzą, że nie wszystkich klientów stać na nowe auta. Ale każdy chciałby móc z nich korzystać. Dlatego oprócz klasycznych kredytów i leasingów oferują nowe metody finansowania zakupu samochodu. Nazywają je kredytami, choć to tak naprawdę forma najmu długoterminowego. Klient ma możliwość wyboru wielkości wpłaty własnej, okresu finansowania i rocznego limitu kilometrów. Na koniec okresu finansowania wybiera, czy wykupić auto, czy też nie. Płaci jedynie za utratę wartości podczas korzystania z samochodu.

Przykład? Auto miejskie (segment B) z podstawowym wyposażeniem, wynajęte na trzy lata, bez wkładu własnego i z limitem kilometrów 10 tys. km  rocznie kosztuje około 800 zł miesięcznie (zwiększenie limitu o 10 tys. km rocznie kosztuje około 40 zł miesięcznie). O serwis martwić się nie trzeba – jest w cenie. Dopłaty wymagają jednak opony (o ile diler nie oferuje opon całorocznych) oraz ubezpieczenie, bo polisa wliczona jest w ratę tylko przez pierwszy rok. Rozpoczynając drugi i trzeci rok użytkowania, trzeba głębiej sięgnąć do portfela, a to sprawia, że realna rata miesięczna wynosi około tysiąca zł. Do tego dochodzą ewentualne prowizje za przekroczenie limitu kilometrów. Zwykle to kilkadziesiąt groszy za każdy kilometr, choć studentowi raczej to nie grozi.

Używane w abonamencie

Na rynku nie brakuje też firm wynajmujących samochody poleasingowe, czyli po prostu używane. Oferują auta sprawdzone, bo serwisowane w autoryzowanych stacjach. Podobnie jak dilerzy dają możliwość wyboru wysokości wpłaty własnej i okresu najmu, ale nie pozwalają modyfikować limitu kilometrów. Najczęściej wyznaczają go na poziomie 30 tys. km rocznie, co znacząco przekracza potrzeby studentów. Większy limit, to niestety większa opłata.

Przykład? Miejskie auto segmentu B z przebiegiem 40 tys. km, wynajęte na trzy lata, bez wpłaty własnej i ze wspomnianym limitem 30 tys. km rocznie kosztuje 680 zł. Do tego obligatoryjny pakiet serwisowy z ubezpieczeniem za 350 zł miesięcznie. W sumie ponad tysiąc złotych, ale pełne ubezpieczenie, samochód zastępczy, przeglądy i opony są w cenie.

Dla studenta i jego rodziców

Studenci i ich rodzice mogą też skorzystać z najnowszej usługi łączącej klasyczny wynajem długoterminowy z samochodem na minuty. Nie ma tu wpłaty własnej, komplet opon i serwis przez cały okres korzystania z usługi są wliczone w ratę, a w razie wypadku kierowca za darmo otrzymuje auto zastępcze na czas napraw. Taka oferta to nowość, która szuka swej niszy rynkowej. Popularyzuje ją firma Happy Miles, oferująca auta wielu marek, ze wszystkich segmentów.

Happy MilesHappy Miles Fot. Materiały Partnera

Przykład? To samo auto miejskie, które można wynająć u dilera, kosztuje 426 zł miesięcznie. Nie ma limitu kilometrów, nie dochodzą do tego opłaty związane z wymianą opon (są w cenie) oraz serwisowania (również wliczone w ratę). Ostateczna wysokość miesięcznej opłaty zależy jednak od liczby przejechanych kilometrów – stawka za kilometr w tym przypadku wynosi 34 gr (zależy od wybranego samochodu). Płacisz tylko za to, co przejedziesz. Realnie autem miejskim na trasie dom-uczelnia-dom i na zakupy przejeżdża się około tysiąc kilometrów miesięcznie. To oznacza, że do raty 426 zł trzeba doliczyć 340 zł kilometrówek, co w efekcie daje niecałe 800 zł miesięcznie. To najtańsza opcja i z kilku powodów najlepsza dla studenta i jego rodziców:

Po pierwsze, nie płaci się za to, że auto stoi. Dopłaca się za przejechane kilometry, co jest bardzo istotne w przypadku studentów, których uczelniane grafiki są często poprzeplatane dniami wolnymi.

Po drugie, nieduży i łatwy do przewidzenia koszt. Rodzice płacą miesięczną ratę, nie martwiąc się o przeglądy, serwis czy wymianę opon. Wszystko jest wliczone w cenę. Łatwo też podzielić się kosztami – rodzice mogą np. płacić stałą miesięczną opłatę, a student kwotę za przejechane kilometry.

Po trzecie, kontrola rodzicielska. Dzięki usłudze Happy Miles GPS rodzice mogą monitorować koszty, styl jazdy i lokalizację samochodu w czasie rzeczywistym. Dla studenta to dobry „argument negocjacyjny”, a dla rodziców – poczucie kontroli.

Po czwarte, oddajesz i umywasz ręce. Pierwsze auto to poligon doświadczalny. Nie zawsze korzysta się z niego tak, jak należy. W Happy Miles student i jego rodzice nie muszą przejmować się nadmiernym zużyciem samochodu – na koniec okresu umowy po prostu oddają samochód, nie przejmując się jego stanem.

Kupując nowy samochód jako pierwsze auto warto pamiętać o ogromnej utracie wartości w pierwszych latach użytkowania. Kupując używany – o nieprzewidywalnych kosztach serwisowych i niedogodnościach związanych z naprawami. Na szczęście dla studenta i jego rodziców na rynku nie brakuje usług, które pozwalają zapomnieć i o utracie wartości, i o stresie związanym z serwisowaniem.

Maciej Panek: Byłem na dnie, gdy otworzyłem firmę posiadającą obecnie 3 tys. samochodów [NEXT TIME]