Podtopienie, grad, drzewo, a nawet rowerzysta. Trudno o odszkodowanie

Zmienne warunki atmosferyczne to typowy obrazek ciepłych miesięcy w Polsce. Gradobicia, lokalne podtopienia, wichury łamiące drzewa, a także dzika zwierzyna wybiegająca przed maskę, na stałe wpisały się do sytuacji, w których najtrudniej domagać się odszkodowania. Warto jednak wiedzieć, co robić w takim momencie i do kogo się zgłosić po finansowe zadośćuczynienie. W niektórych przypadkach, jedynym ratunkiem okaże się tylko polisa AC.
Po burzy Po burzy Fot. Patryk Ogorzałek / Agencja Gazeta

Uszkodzenia powstałe na skutek wichury

Sezon burzowy w pełni, a nad Polską przechodzą silne burze z porywistym wiatrem. Gdy ten dochodzi do 80-100 km/h, potężne drzewa łamią się niczym zapałki. To zjawisko dotyka nie tylko terenów wiejskich, lecz również centrów miast. Dwa tygodnie temu w Warszawie kilkudziesięcioletnie drzewa padały szybciej niż muchy. Groźne są też gałęzie mogące uszkodzić dach lub wybić szybę. Z pretensjami należy się zgłosić do właściciela posesji lub zarządcy drogi, przy której korzenie wrastały w glebę. Zanim to zrobicie, warto się dobrze przygotować. Wykonać zdjęcia otoczenia i zniszczonego pojazdu. Im więcej szczegółów, tym lepiej. Na miejsce można też wezwać policję. Jeżeli występuje problem z ustaleniem statusu własnościowego terenu z powalonym drzewem, należy udać się do odpowiedniej komórki urzędu miasta. Sprawa zostanie dość szybko załatwiona w sytuacji, gdy właściciel ma polisę OC. Wówczas wszelkie kwestie formalne prowadzi ubezpieczyciel.

Co ciekawe, szanse na odszkodowanie maleją, jeśli mamy do czynienia ze zdrowym drzewem. Aby domagać się pieniędzy, trzeba udowodnić właścicielowi, że dopuścił się rażących zaniedbań i nie wyciął spróchniałego lub nadgryzionego przez korniki konaru. Takie sprawy ciągną się w sądach latami i należy mieć mocne dowody, by je wygrać. Równie ważna jest sama prędkość wiatru. Towarzystwa ubezpieczeniowe uruchamiają środki finansowe, jeśli szybkość zawiera się w przedziale 13,9 do 24,5 metra na sekundę. Warto zatem wykupić rozszerzone AC, by uniknąć podobnych problemów.

Burza Burza Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta

Złowrogi grad

We Włoszech panuje susza, a w niektórych regionach Hiszpanii z nieba spadł grad o wielkości piłeczek golfowych. Takie bombardowanie często też spotykane jest w Polsce. O ile niewielkie drobinki zamarzniętego deszczu większych szkód nie wyrządzą, o tyle kule o średnicy 2-3 centymetrów już tak. Wbijane w przeszkodę z odpowiednią siłą, mogą spowodować wgniecenia w karoserii, a także wybić szybę. W nowoczesnych autach z zestawem czujników i radarów, wymiana przedniej szyby może kosztować nawet 4-5 tysięcy złotych. Nie mając wykupionej polisy AC, jesteśmy właściwie na straconej pozycji. Nie mamy się do kogo zgłosić z ewentualnymi roszczeniami i wszelkie straty należy pokryć z własnej kieszeni.

Skutki burzy Skutki burzy GRZEGORZ CELEJEWSKI

Podtopienie

Wystarczy kilkanaście minut ulewnego deszczu, by dwupasmowa ulica zamieniła się jezioro. Znany jest przypadek sprzed kilku lat, gdzie studenci w Łodzi urządzili sobie kajakowe zawody na jednej z ulic w centrum miasta. To często efekt zatkanych odpływów lub niewydajnego systemu kanalizacji. W takim przypadku, za powstałe szkody odpowiada zarządca drogi lub parkingu. O ile ten był strzeżony, ubezpieczyciel nie powinien mieć problemu z wypłatą środków. Gorzej, jeśli teren należy do miasta lub prywatnej osoby. Należy wtedy udowodnić, że właściciel nie zadbał o odpowiednie zabezpieczenie odpływu wody deszczowej. W praktyce jest to niemal niewykonalne i znów jesteśmy zdani na siebie. Dysponując polisą AC, nie powinno być problemów z odszkodowaniem. Należy jednak pamiętać, by nie próbować uruchamiać silnika w samochodzie zalanym po drzwi wodą. Jeśli ten zassie deszczówkę, doprowadzi to do jego ruiny i bardzo kosztownego remontu. Ubezpieczyciel umywa ręce w takiej sytuacji.

Wyrwa w asfalcie

Stan dróg w Polsce z każdym rokiem się poprawia, ale wciąż mamy tysiące kilometrów asfaltu podziurawionego niczym ser szwajcarski. Wystarczy chwila nieuwagi, by nawet przy niewielkiej prędkości uszkodzić oponę, felgę lub elementy zawieszenia. W przypadku droższych aut wyposażonych w aluminiowe wahacze lub koła o średnicy 18-20 cali, naprawa może kosztować nawet kilka tysięcy złotych. Zimowa opona klasy premium w rozmiarze 255/35/20 to wydatek rzędu 1500-2000 złotych. Jest więc o co walczyć, jeśli nie mamy AC, a strata powstała na skutek wjechania w uszkodzoną studzienkę, wystające główki szyn lub sporych rozmiarów ubytek w jezdni. Każdy zarządca drogi musi mieć polisę OC roztaczającą parasol ochronny nad tego typu incydentami. Trzeba od razu wykonać dokumentację fotograficzną. Wystarczy do tego zwykły telefon z podstawowym aparatem. Jeśli chcemy mieć pewność, że odszkodowanie trafi na konto, warto wezwać policję, choć na przyjazd drogówki możecie poczekać nawet kilka godzin. W przypadku zaniżenia kwoty przez ubezpieczyciela, warto dokonać bezgotówkowej naprawy lub poprosić rzeczoznawcę o wycenę.

Dziki w mieście Dziki w mieście (Fot. Magorzata Kujawka / Agencja Gazeta

Dzika zwierzyna

Potężnych rozmiarów sarna, dzik lub łoś, mogą doprowadzić do szkody całkowitej. To bardzo niebezpieczny rodzaj kolizji, bo w bezpośredni sposób zagraża bezpieczeństwu kierowcy oraz pasażerów. Jak już ochłoniecie po tym przykrym w skutkach zdarzeniu, należy ustalić, czy to zwierzyna łowna (jeleń, dzik, daniel, sarna, łoś). Jeśli szkoda nastąpiła przy okazji polowania, odpowiedzialność ponosi dzierżawca lub zarządca obwodu łowieckiego. Oba podmioty mają obowiązek posiadania polisy OC i udostępnienia jej numeru celem likwidacji strat powstałych w wyniku zderzenia. W pozostałych przypadkach, za wypadki odpowiada zarządca drogi. Będziecie jednak na straconej pozycji, jeżeli na danym odcinku obowiązuje znak informujący o możliwości wtargnięcia na drogę dzikiej zwierzyny. Wówczas, jedynym ratunkiem okaże się autocasco.

Rowerzysta Rowerzysta PRZEMYS?AW SKRZYD?O

Kolizja z rowerzystą

Wakacyjne miesiące generują wzmożony ruch rowerzystów. Popularność roweru miejskiego sięga zenitu. Kolarze przeciskają się między samochodami w korkach i na parkingach. Nie mają obowiązku posiadania polisy OC, więc w razie kolizji, sami odpowiadają za wyrządzone szkody. Nikt nie sprawdza ich ze znajomości obowiązujących przepisów ruchu drogowego, zatem kierowcy powinni być gotowi na to, że nawet w oczywistych sytuacjach, przyznanie się do winy może graniczyć z cudem. Należy wówczas wezwać policję celem sporządzenia odpowiedniej notatki. Następnie dochodzić swoich praw w sądzie na drodze roszczeń cywilnych. Szansa na odszkodowanie jest pewna, ale postępowanie może trwać przez wiele miesięcy.

Zniszczony samochód na Bemowie Zniszczony samochód na Bemowie fot. YouTube

Osiedlowi wandale

To kolejny, bardzo popularny rodzaj szkody. Kilka tygodni temu w Pabianicach złapano młodzieńca, który urywał lusterka i gwoździem "pieścił" nadwozia zaparkowanych samochodów. Udało się go złapać, więc odpowie na uszkodzenie ponad 20 pojazdów. Podobnie jak z rowerzystami, tak i tu należy dochodzić swoich praw na cywilnej drodze sądowej. Jeśli jednak zaparkowaliście na parkingu strzeżonym i chcecie szybciej uzyskać odszkodowanie, należy poprosić zarządcę placu o numer polisy OC. Zrobić zdjęcia lub wezwać rzeczoznawcę. Pieniądze powinny trafić na konto po kilku tygodniach. Gorzej, jeżeli szkoda powstała w przestrzeni publicznej, a lokalnego wandala nie udało się znaleźć. Wówczas, pozostaje tylko likwidacja zniszczeń z polisy AC.

Więcej o: