Poradnik | Amerykańskie ikony z lat 60. i 70. | Dziś tylko zyskują na wartości

To z tego okresu pochodzą kultowe dziś muscle cary i inne pojazdy budowane bez troski o zużycie paliwa i emisję szkodliwych spalin. Oczywiście, kupując kilkudziesięcioletnią amerykańską ikonę, musimy być świadomi czekających nas wydatków. Konsumpcja paliwa to tylko początek długiej listy rachunków. Sama odbudowa karoserii z łatwością pochłonie kilkadziesiąt tysięcy złotych. Z drugiej strony, wobec wyglądu i charakteru tych samochodów, koszty stanowią jedynie tło. To zabawa dla prawdziwych twardzieli
Ford Mustang I - 1964 rok Ford Mustang I - 1964 rok Ford Mustang I - 1964 rok

Ford Mustang I

Niezaprzeczalnie, jedną z najbardziej znanych ikon amerykańskiej motoryzacji tamtych lat jest Ford Mustang, prekursor ponycarów - niewielkich samochodów o imponujących osiągach. Dziś, niemal obiektem kultu stała się pierwsza generacja Mustanga produkowana od 1964 do 1973 roku. Jednak to egzemplarze wyprodukowane do 1969 roku cieszą się największym zainteresowaniem. W kolejnych latach Ford systematycznie tracił swój charakter na rzecz nijakiej stylizacji i osłabionych silników spełniających nowe, coraz bardziej restrykcyjne normy. W ofercie amerykańskiego koncernu znajdował się kabriolet oraz wersja zamknięta - Fastback. Wnętrze wykończono wytrzymałymi materiałami, jednak dziś większość z nich i tak wymaga gruntownej renowacji, a nawet wymiany.

Pod maskę trafiały wyłącznie silniki benzynowe, zaś wśród skrzyń biegów prym wiodły automaty. Kupując Mustanga większość kierowców skupia się na wersjach V8 4.3, 4.7, 4.9, 5.8, 6.4 i 7.0 o mocy 164-375 KM. Odbudowa Mustanga nie nastręcza kłopotów, w sieci bez trudu dobierzemy wszystkie potrzebne podzespoły mechaniczne i blacharskie. Problem może jedynie stanowić ich wysoka cena.

Dodge Challenger I Dodge Challenger I fot. Dodge

Dodge Challenger I

W odpowiedzi na gigantyczny sukces rynkowy Forda Mustanga powstał między innymi Dodge Challenger. Produkcja tego modelu ruszyła w 1970 roku. Niestety, ze względu na nagłe wprowadzenie rygorystycznych przepisów i kryzys paliwowy, produkcję zakończono już po czterech latach. Przez ten czas dostępne były tylko dwie odmiany nadwoziowe, zamknięte coupe i kabriolet z materiałowym dachem. W przeciwieństwie do europejskich sportowych samochodów, wnętrze Challengera zapewnia mnóstwo miejsca także na tylnej kanapie.

Podobnie jak w przypadku Mustanga, większość sprzedanych egzemplarzy Dodga wyposażonych była w automatyczne przekładnie o trzech przełożeniach. Klienci mogli wybierać także skrzynie manualne: trzy i czterobiegowe. Moc trafia bez żadnych elektronicznych systemów wspomagających na tylne koła. W kwestii dostępnych dodatków wyposażeniowych możemy liczyć na elektrycznie sterowane szyby i klimatyzację, która za oceanem zdobyła znacznie szybciej serca klientów. Także tutaj wzięciem cieszą się warianty wyposażone w silniki V8: 5.2, 5.6, 5.9, 6.3, 7.0 i 7.2 generujące 233-431 KM. Niestety, Challenger cieszył się o wiele mniejszą popularnością niż Mustang. W efekcie, ceny części zamiennych są wyższe, zaś poszukiwanie nietypowych elementów zajmie nam sporo czasu.

Plymouth Barracuda Plymouth Barracuda fot. Plymouth

Plymouth Barracuda

Kolejną poszukiwaną obecnie przez kolekcjonerów amerykańską legendą jest Plymouth Barracuda. Zgodnie z polityką modelową koncernu General Motors, oferowano jeden model pod kilkoma markami. Opisanego wcześniej Dodge'a Challengera, w latach 1970-1974 oferowano również jako Plymoutha. Jednakże inżynierowie marki nieznacznie przekonstruowali samochód, nadając mu jeszcze bardziej agresywny wygląd i charakter.

Praktycznie w każdym roku produkcji producent wypuszczał na rynek zmodyfikowane, coraz bardziej usportowione odmiany. Szczytem możliwości koncernu stała się ekstremalna Cuda 440 wyposażona w silnik 7.0 V8 HEMI o mocy 431 KM - sprzedawana bez gwarancji, co miało odstraszyć od tej specyfikacji "zwykłych" kierowców. Podobnie jak w przypadku Dodga, pod maskę trafiały przeważnie silniki ośmiocylindrowe o pojemności 5.2-7.2 generujące imponujące 233-431 KM. Obecnie znalezienie oryginalnej wersji z silnikiem HEMI graniczy z cudem.

Dodge Charger Dodge Charger fot. Dodge

Dodge Charger

Amerykańska motoryzacja lat 60. i 70., pełna była porywających samochodów dla każdego. Kolejną wartą wytężonych poszukiwań propozycją ze Stanów jest Dodge Charger, zwłaszcza drugiej i trzeciej generacji. Ten pełnoprawny muscle car dostępny był wyłącznie jako dwudrzwiowy fastback. Klienci mieli ogromne możliwości personalizacji swoich modeli. Poza wyborem koloru tapicerki, dodatków wyposażeniowych, klient mógł decydować także o silniku, jaki trafił pod maskę. Pierwsza generacja produkowana była w latach 1969-1970. W jej przypadku klient mógł wybierać pomiędzy bazowym 3.7 R6 o mocy 147 KM, 5.9 V8, 6.3 i 7.0 HEMI o mocy 396 KM. Trzecie wcielenie wprowadzono do sprzedaży wraz z rokiem modelowym 1971, produkcja trwała do 1974 roku. Tutaj producent pokusił się o wprowadzenie szeregu zmian konstrukcyjnych z wydłużeniem nadwozia i poprawieniem układu jezdnego włącznie.

Niestety, lawinowo drożejące ubezpieczenie, coraz bardziej rygorystyczne normy emisji spalin i zwyżkujące ceny paliw zmusiły koncern do modyfikowania jednostek napędowych, co zaowocowało drastycznym spadkiem mocy. W efekcie, podstawowy silnik 3.7 generował 112 KM, zaś topowy 7.2 V8 HEMI zaledwie 309 KM. Znalezienie godnej uwagi bazy do odbudowy nie należy do łatwych ani tanich zadań.

Cadillac Fleetwood Cadillac Fleetwood fot. Cadillac

Cadillac Fleetwood

Obok chwytających za serce muscle carów i ponycarów, amerykański rynek motoryzacyjny z czasów poprzedzających kryzys paliwowy lat 70., oferował mnóstwo ciekawych i wartych uwagi modeli. Osobną kategorię stanowią luksusowe limuzyny, przytłaczające Europejczyków swoimi rozmiarami. Nawet uważany za przepastną ikonę prestiżu ze Starego Kontynentu - Mercedes Adenauer, czy równolegle produkowane Jaguary, bledną przy Cadillacku Fleetwood. W latach 70., flagowy model marki Cadillac, kanciastymi kształtami zyskiwał sobie rzesze klientów. Niemal sześciometrowe nadwozie bez trudu mieści sześć dorosłych osób, oczywiście wraz ze sporym bagażem.

Wnętrze wykończone jest trwałą i przyjemną w dotyku welurową lub skórzaną tapicerką. W zależności od fantazji pierwszego właściciela, na pokładzie znaleźć może się między innymi klimatyzacja, elektrycznie sterowanie szyby i lusterka, elektrycznie sterowane fotele i rozbudowany zestaw audio. Niestety, do restauracji rozbudowanego układu elektrycznego będziemy musieli znaleźć doświadczonego elektryka. Pod maską pracuje odpowiedni do powagi auta silnik 7.7 V8 wytwarzający 330-350 KM, trafiające na tylną oś za pośrednictwem czterobiegowego automatu.

Chevrolet Corvette C3 Chevrolet Corvette C3 fot. Chevrolet

Chevrolet Corvette C3

Niekwestionowaną legendą amerykańskiej motoryzacji od ponad pół wieku jest Chevrolet Corvette. Pierwsze wcielenie było niejako odpowiedzią marki na rosnący popyt rynku na niewielkie, sportowe auta. Sukces dwóch pierwszych generacji Corvette zaowocował kontynuowaniem serii. Trzecie wcielenie produkowano od 1967 do 1982 roku. Corvette C3 początkowo oferowana była jako roadster i coupe. Niestety, w 1975 roku ze względów bezpieczeństwa zakończono produkcję otwartej odmiany. W przypadku Corvette, klient miał spore możliwości konfiguracji wnętrza. Wybór sprowadzał się do koloru i materiału tapicerskiego oraz licznych dodatków wyposażeniowych w postaci elektrycznie sterowanych szyb, czy klimatyzacji.

Do napędu Chevroleta oddelegowano silnik 327 V8 o mocy 350 KM. Niestety, kryzys paliwowy zmusił producenta do modyfikacji jednostki napędowej, w efekcie moc zmalała do 180 KM.

Jeepster Commando Jeepster Commando fot. AMC

Jeepster Commando

Przełom lat 60. i 70. upłynął jako przełomowy okres w świecie motoryzacji. Amerykańscy producenci rywalizujący ze sobą o każdego klienta, wprowadzali do oferty coraz bardziej finezyjne i odważne modele. Obok klasycznych propozycji, koncern AMC (ówczesny właściciel między innymi Jeepa) postanowił wprowadzić iście futurystyczny pojazd. Od 1966 do 1973 roku w ofercie lekko podupadającego American Motors Corporation znajdował się Jeepster Commando. Łączył on w sobie cechy kilku zupełnie różnych segmentów. Konstruktorzy połączyli w nim zalety prawdziwego auta terenowego, kabrioletu, pickupa i rodzinnego kombi. Użytkownik mógł w kilka chwil zdemontować materiałowe poszycie lub pokusić się o zamontowanie sztywnego, plastikowego dachu doskonale sprawdzającego się zimą.

Napęd czterech kół tylko potwierdza terenowe aspiracje Jeppstera, podobnie jak prześwit i skrzynia redukcyjna. Pod maską montowano tylko silniki benzynowe 2.1 75 KM, 3.7 160 KM i 5.0 V8 o mocy 210 KM. Niestety, model nie cieszył się dużą popularnością, przez co znalezienie używanego egzemplarza nie będzie łatwym zadaniem.

Chevrolet C-10 Chevrolet C-10 fot. Chevrolet

Chevrolet C-10

Osobną część amerykańskiej kultury motoryzacyjnej stanowią pickupy. Wbrew pozorom, nie są one wybierane wyłącznie przez rolników i budowlańców, ale również przez użytkowników nie wykorzystujących ich właściwości transportowych. W latach 60. i 70. sytuacja prezentowała się identycznie. Rynek oferował między innymi Chevroleta C-10. Pickup występował z dwuosobową krótką kabiną, bądź w wersji czterodrzwiowej. Przestrzeń ładunkową wykończono drewnianą podłogą, która co kilka lat wymaga wymiany lub restauracji.

W zależności od życzenia klienta, pickup wyposażony mógł być w napęd wyłącznie na tylną oś lub na cztery koła. Pod maską pracował diesel 5.7 V8 o mocy 160 KM lub benzyniaki 3.8-7.2 V8. Każdy sprzęgnięto z trzy lub czterobiegową skrzynią automatyczną.

Więcej o:
Komentarze (4)
Poradnik | Amerykańskie ikony z lat 60. i 70. | Dziś tylko zyskują na wartości
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: fast-food-dla-mózgu

    Oceniono 3 razy 3

    Trudno jest zakupić ciekawy model na polskim rynku.
    Swego czasu chodził mi po głowie El Camino z 1970, ale znalazłem tylko dwa egzemplarze - jeden (w Czechach) zupełnie już odrestaurowany, oczywiście za galaktyczną sumę. Drogi (już w Polsce), ewentualnie godny uwagi, to był niedokończony model od jakiegoś pasjonata. Ten pan sam sprowadził grata i zaczął go odrestaurowywać. Niestety, zabrakło funduszy i czasu, więc wystawił bryczkę na sprzedaż za kilkadziesiąt tysięcy. Auto bez silnika, bez wykończenia, nawet bez lakieru - właściwie to był tylko kształt El Camino.
    Konkluzja - nie ma opcji, żeby na tym zarabiać. To nie tylko niezwykle kosztowne hobby, ale przede wszystkim bardzo trudne logistycznie przedsięwzięcie. Popytu na takie samochody nie ma praktycznie żadnego, a sporo projektów ginie w sferze marzeń lub w najlepszym wypadku kończą jako niedoróbki.

  • hiszpan25

    Oceniono 7 razy 1

    zakup takich wynalazkow to w zasadzie tylko rynek USA. czyli juz na dzien dobry dochodza chore oplaty celne I transport. Koszty remontu to takze czesci + oplaty celne I transport. Rynek na auta z USA tak naprawde jest chyba tylko w Szwecji. jak wiec Polak ma na tym zarobic? chyba tylko jako "tania sila robocza" do wykonania restauracji.

  • Gość: gosc

    Oceniono 2 razy -2

    tylko obys się nie zesrał przed tym zarobkiem .

  • Gość: koko

    Oceniono 3 razy -3

    lymouth nie naleza do GM co tez autor wypisuje

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX