Co nas kręci, a co już nie?
Fot. Michał Dek | Honda CRX vs Honda CR-Z
Weźmy na przykład kluczyk - ot, kawałek plastiku z kawałkiem metalu, który wkładamy w odpowiednie miejsce, przekręcamy i budzimy maszynę do życia. Moment niemalże transcendentalny, bo ileż możliwości otwiera się przed nami po uruchomieniu silnika, ileż dróg czeka na zdobycie, ileż może się zdarzyć! Niestety, w pogoni za nowoczesnością i jakąś głupkowatą fajnością producenci oferują coraz częściej auta bez kluczyków. Zamiast tego dają nam plastikowe karty (jakież to nieromantyczne!) lub inne wymysły, których nawet nie trzeba nigdzie wsuwać, by ruszyć, i montują w autach przyciski budzące do życia silniki.
Tak, mają się one kojarzyć ze statkami kosmicznymi i pewnie niektórym poprawiają humor w momencie wciskania, bo wyglądają tak, jakby miały uruchomić sam Enterprise (ten statek ze "Star Treka") przez tę swoją wielkość i czerwony kolor. Dlaczego jednak w Hondzie CR-Z trzeba najpierw włożyć kluczyk do stacyjki, a potem jeszcze wcisnąć przycisk startera, te go nie wiem ani ja, ani najstarsi górale. Życie jest za krótkie, by przeprowadzać w aucie tak skomplikowaną procedurę startową, na litość boską!





