Subaru Forester 2.0D - test | Za kierownicą

BARDZO SPÓŹNIONY, ale w końcu jest. Wysokoprężny Forester to udana i dojrzała konstrukcja. Do pełni szczęścia brakuje mu tylko automatu
Przez 11 lat historii Forestera pewnie nie było jednego dnia, w którym ktoś na świecie nie spytał swojego lokalnego dilera Subaru o diesla. Te kilka (a może i kilkaset?) tysięcy próśb zostało w końcu wysłuchanych - pod maskę Forestera trafił jedyny w swoim rodzaju silnik wysokoprężny w układzie przeciwsobnym.

Wszystkie elementy pasują do siebie tak dobrze, że to aż dziwne, iż auta w takiej konfiguracji trafią na drogi dopiero teraz. Silnik wysokoprężny ze względu na większą masę nawet bardziej prosi się o przeciwsobny układ cylindrów od silnika benzynowego - choć od stu lat wszystkie boksery używane w samochodach osobowych to benzynówki.

Dlaczego? Najważniejszą zaletą silnika przeciwsobnego jest jego naturalne wyważenie: cylindry leżą naprzeciwko siebie i tłoki poruszają się na zmianę jak pięści bokserów w wyrównanym pojedynku. Ruch jednego równoważy ruch drugiego. Tymczasem w typowym silniku rzędowym tłoki poruszają się w ustawionych pionowo cylindrach. Do zrównoważenia ich ruchu stosuje się specjalne wałki wyrównawcze i koła masowe - im silnik cięższy, tym większe. Prócz wyższego stopnia sprężania i mniejszych obrotów wysłużone silniki dieslowskie zawdzięczają złośliwą nazwę "klekot" właśnie hałaśliwej pracy takiego wałka.

Skłamałbym, mówiąc, że Subarowski diesel jest cichy - na pewno jest głośniejszy od wolnossącego boksera benzynowego tej samej marki. Przedstawiciele Subaru pokazywali dziennikarzom laboratoryjne wykresy natężenia dźwięku w decybelach, by udowodnić, że silnik Forestera jest cichszy od konkurencyjnych samochodów marki BMW czy Toyota, ale niezależnie od obiektywnych pomiarów laboratoryjnych najważniejsze są subiektywne doznania kierowcy.

A subiektywne doznanie jest... przyjemne. Owszem, ten silnik słychać, zwłaszcza przy przyśpieszaniu z niskich prędkości (powyżej sześćdziesiątki słuchać już tylko wiatr i opony), ale jego brzmienie jest jedyne w swoim rodzaju. Nie przypomina "klekotu".

Audiofil powiedziałby zapewne coś o "aksamitnych basach z wytłumionymi harmonicznymi". Subarofil powiedziałby, że to jakby silnik od Imprezy STI przyprowadził swojego starszego brata, który przeszedł mutację i mówi młodzieńczym barytonem.

Szkoda, że pod względem mocy diesel tak bardzo odstaje od STI. Choć 147 koni wstydu mu nie przynosi, niektórzy konkurenci potrafią z dwóch litrów pojemności wycisnąć nieco więcej.

Forester to jednak nie Impreza, to samochód wakacyjno-wycieczkowy. I to ostatni element tej doskonale uzupełniającej się układanki - zużycie paliwa niższe o 30 proc. w kosztach wakacyjnej wyprawy oznacza zauważalną oszczędność.

Na prezentację nowego modelu firma zaprosiła dziennikarzy do Słowenii, ale nocleg był w Austrii. To dobrze oddawało fenomen doskonale znany kierowcom Forestera (i ich rodzinom) - rzucania nagłych pomysłów typu "skoro jesteśmy nad morzem, to zróbmy wypad w góry" (lub odwrotnie).

Diesel nie zabił sportowego ducha, mniej lub bardziej, ale obecnego w każdym aucie ze znaczkiem Subaru. Forester prowadzi się znakomicie po górskich serpentynach. Na autostradzie też można pojechać całkiem żwawo, byle tylko nie wyprzedzać na szóstce. Późno, bo późno, ale w końcu Subaru dopracowało się skrzyni z przyzwoitą liczbą biegów (dotąd oferowało pięć przełożeń w "manualu" i cztery w "automacie"). Na autostradę - jak znalazł.

Najfajniej jednak jest zjechać z głównej drogi i doczekać się znaku, który po słoweńsku nazywa się "KONEC ASFALTA". Roadbook prowadził nas szutrówkami w pobliżu Trygławskiego Parku Narodowego w Alpach Julijskich. Ja jednak uległem kolejnej typowo foresterowej pokusie - widząc drogę odchodzącą gdzieś w bok, pognałem w stronę gór, zaliczając kolejno znaki "nachylenie 25 proc." i "serpentyny przez 5 kilometrów". "O take wycieczkie walczylyśmy!" - chciało się rzec, trawestując jednego z prezydentów.

Że Forester to najlepszy wóz na takie górskie przejażdżki, to nie podlega wątpliwości - ale czy wycieczka byłaby gorsza w modelu z silnikiem benzynowym?

Najbardziej oczywisty jest aspekt ekonomiczny. Według komputera spaliłem średnio 7,2 litra na sto kilometrów, podczas gdy benzynowy Forester - co wiem z doświadczenia - zużyłby o dwa litry więcej. Turbodiesel - poza tym, że brzmi zupełnie inaczej - zachowuje się bez zarzutu.

Przyśpiesza od zera do setki w10,4 sekundy (wolnossąca benzyna, choć o 75 kg lżejsza, w 11 sekund). Dość wysoki moment obrotowy przy niskich obrotach (350 Nm przy 1800 obr./min) sprawia, że reduktor obecny w dwulitrowej "benzynie" tutaj jest niemal zbędny - bardzo wyraźnie czuje się to przyśpieszając na drodze biegnącej ostro pod górę.

"Prawie" jednak czyni wielką różnicę: próbując zrobić upozowane zdjęcie, wjechałem na dość stromy trawiasty pagórek. Z braku reduktora musiałem silnik podkręcić i... wjechać wjechałem, ale przy akompaniamencie charakterystycznego zapachu przypalonej tarczy sprzęgła. Wsparta reduktorem wersja benzynowa łyknęłaby taki pagórek bez zająknięcia.

Ten diesel po prostu prosi się o automatyczną skrzynię biegów. Subaru nie wyznaczyło jednak jeszcze żadnej konkretnej daty. W prezentacji brał udział sam Kazuharu Ichikawa, odpowiedzialny za całą linię Forestera i podejmujący decyzje o tym, jaka wersja ma jakie wyposażenie. Wypytywałem go o automat podczas przerwy koktajlowej, ale odpowiedź wciąż była ta sama: "Pracujemy nad tym, ale na razie nie jesteśmy zadowoleni z osiągów".

To dobrze, że Subaru nie chce wciskać klientom popeliny i czeka, aż będzie miało gotowy, dopracowany produkt -ale też potencjalnym nabywcom radziłbym po prostu poczekać na wersję z automatem. A kto musi kupić Forestera już teraz, radziłbym jednak benzynówkę. Dlaczego? Jest o 4000 euro tańsza. No i ma reduktor.

GAZ

Oszczędny silnik, praktycznie bez "turbodziury", najlepsze w tej cenie połączenie dobrego zachowania na asfalcie i w lekkim terenie, oryginalność - boxer diesel. Tak to tylko w Subaru!

HAMULEC

Mało atrakcyjny wygląd zewnętrzny, stosunkowo niewielki bagażnik, brak w opcji automatycznej skrzyni biegów (o którą ten silnik się aż prosi), brak reduktora

SUMMA SUMMARUM

Doskonała propozycja dla turysty motoryzacyjnego - samochód nie boi się ani ciasnych dróg, ani autostrad, ani podmokłych i nierównych duktów. Jak na tę klasę pojazdu, ma całkiem spory prześwit (215 mm) i jest dość dzielny w terenie. Nie jest też dużo droższy od porównywalnie wyposażonego auta benzynowego. Kto jednak planuje częste zjeżdżanie z asfaltu, powinien pomyśleć o wersji benzynowej z reduktorem...

Dane techniczne Subaru Forester 2.0D

Nadwozie SUV
Silnik wysokoprężny przeciwsobny, turbodoładowany, 1998 ccm
Moc 147 KM przy 3600 obr./min
Moment 350 Nm w zakresie 1800-2400 obr./min
Rozmiary 456/178/170
Rozstaw osi 261,5
Masa 1540 kg
Opony 215/65R16
Prześwit 21,5 cm
Prędkość maks. 186 km/h
Zużycie paliwa 7,2/5,6/6,3
Emisja CO2 167 g/km
Poj. bagażnika 450
Cena od 30 390 euro
Więcej o:
Komentarze (3)
Subaru Forester 2.0D - test | Za kierownicą
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: Gość

    0

    Świetny samochód :) A automat - cóż jest nieoceniony w codziennej jeździe, chyba, że ktoś lubi machać.

  • Gość: Gość

    0

    Świetny samochód :) A automat - cóż jest nieoceniony w codziennej jeździe, chyba, że ktoś lubi machać.

  • Gość: Gość

    0

    Jak ktoś chce oszczędny silnik to nie kupuje automatu, bo więcej pali. W ogóle automaty są dla głupich amerykanów :]

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX