Smart Roadster V6 Biturbo

V6 o pojemności 1,4 litra? To nie żart, to jeżdżąca prawda. Silnik tak realny, że mogłem sprawdzić, jak radzi sobie w lekkim jak piórko aucie. W smarcie roadsterze często wyśmiewanym podczas startu ze świateł, na którego teraz nikt nie odważy się już spojrzeć krzywo.
Zdaniem Lemskiego przez kilkanaście dni po moich testach normalnego roadstera ciężko było ze mną wytrzymać. Chodziłem ponoć jak osowiały, mając na twarzy wypisane dramatyczne "Dlaczego?!".

Niewątpliwie smart roadster był samochodem, który miał szansę stać się obiektem westchnień, ale właściwie na własną prośbę producent ją zmarnował. Trudno uwierzyć, że ktokolwiek odważył się umieścić tak żenująco słaby silnik i tak flegmatyczną zautomatyzowaną skrzynię biegów w takim aucie. Na światłach kierowcy często pytali o detale związane ze smartem, ale tylko co poniektórzy gdy słyszeli o "potędze" silnika, umieli stłumić śmiech. "Dlaczego?!" powtarzałem bez końca i pewnie dlatego Lemski z obawą przyjął wiadomość o moim wyjeździe na testy odmienionego smarta roadstera.



Jego pełna nazwa smart roadster V6 Biturbo na wstępie wyjaśnia, że odmieniony to zbyt delikatne słowo. Cała kwintesencja i maestria zmian kryje się pod przezroczystą klapą osłaniającą umieszczony z tyłu silnik. Jest to reprezentant liczb parzystych w świecie motoryzacji. Złożono go z dwóch nieparzystych rzędowych trójek montowanych w tradycyjnym smarcie roadsterze. Ich scalenie zaowocowało z grubsza dwukrotnym przyrostem pojemności, mocy, momentu obrotowego, liczby turbosprężarek przy akceptowalnym zwiększeniu masy. Teraz 172 KM, a nie 82 KM rozpędza 840 kg. To wartość bardzo, ale to bardzo poprawna... na papierze. A jak jest na asfalcie?



Lotnisko pod Stuttgartem. Pada. Wszystko ma być parzyste, dlatego przyjechały tylko dwie osoby z Polski, a na mokrej płycie stoją już dwa smarty. Jeden do zdjęć, drugi do jazdy. Pole manewrów ogranicza lotnisko. Dalej pojechać nie będę mógł, bo roadster V6 Biturbo nie został dopuszczony do ruchu drogowego. Ten fakt łączę z informacjami o nietypowym silniku i olbrzymią gaśnicą umieszczoną przy fotelu pasażera. Wnioski z tak postawionej koniunkcji mogą nie napawać optymizmem.

Wdech. Wydech. Przekręcam kluczyk, wciskam start. Odzywa się jednostka napędowa brzmieniem przypominająca bardziej boxera Porsche niż jakiekolwiek V6. Umieszczono ją z tyłu, a z przodu dla równowagi... pusty bagażnik.

Gaz w podłogę i huk silnika niemal zagłusza oficjeli Brabusa, którzy usiłują przypomnieć, że jest mokro. Faktycznie deszcz nadal pada, a smart to samochód niemal pozbawiony elektroniki. Nie ma nie tylko ESP, ABS, i ASR, ale też wspomagania, radia, elektrycznie sterowanych foteli. To ja nim kieruję, a nie on mną. Nic nie odcina mocy, nic nie zmienia przełożeń wspomagania kierownicy. Gdy popełnię błąd, nie mam już na kogo zwalić. Po prostu idealny, wymarzony, nieokrzesany roadster.

smart (producent upiera się, by był pisany z małej litery) nabiera szybkości i gdyby nie opady, przyspieszenie do setki zajęłoby 5,8 sekundy, a tak prędkość tę osiągam nieco wolniej. Z okrzykiem "Lemski, będziesz mi zazdrościł!" wpadam w pierwszy łuk ustawiony ze słupków. Potem następny i następny. Tak, wiem, jadę za szybko, zwłaszcza jak na mokrą nawierzchnię. Smart jednak ze swoim wyjątkowo nisko położonym środkiem ciężkości i sztywnym zawieszeniem bardziej przypomina gokarta niż samochód. Pojazd zachęcający do jazdy na krawędzi. Czego? Zdrowego rozsądku i przyczepności. W końcu wykonuję efektowne 360, ale dopiero przy 100 km/h. Idę o zakład, że większość aut w tym samym miejscu, na suchej nawierzchni kręciłaby piruety, jadąc znacznie wolniej.

Prowadzenie roadstera bez wspomagania jest co prawda trudniejsze, ale daje całkowite poczucie kontroli nad kołami. Dokładnie tak, jakbym sam trzymał je rękoma. Kubełkowe fotele i czteropunktowe pasy jeszcze bardziej zespalają mnie z tym dualnym smartem.

Na kolejnych łukach podczas częstych redukcji zaczynam zdawać sobie sprawę, że reakcja skrzyni biegów jest znacznie szybsza niż w zwykłym smarcie roadsterze. Nadal szarpie, nie radząc sobie tym razem z podwójnym turbodoładowaniem, ale z tym da się już żyć.

Uderzam w manetkę przy kierownicy. Zmiana biegu. Świst turbo. Pisk opon. Lekka kontra. I tak w kółko. Mógłbym bez końca. Jeździłem już wszystkimi smartami w zwykłej wersji i tej lekko lub bardziej podrasowanej przez Brabusa, ale żadna z nich nie dawała tyle radości i nie prowadziła się tak jak V6 Biturbo. Mało tego, jeszcze żaden samochód nie wprawił mnie w tak doskonały humor. Nawet ukochane BMW 645Ci.

Tu cały urok nie jest w luksusie, ale właśnie w tatarskiej surowości. Nie rażą przepełniające kabinę plastiki, bo wrażenia z jazdy rekompensują absolutnie wszystko.



Wielkie brawa dla Brabusa za stworzenie tak wyjątkowego samochodu. O tym, że modyfikacje wprowadzał Brabus, informują literki B umieszczone gdzie się tylko da w i na samochodzie. O tym, że to auto wyjątkowe, świadczy z kolei niewielka tabliczka, na której widnieje napis "9/10". Tak, tych aut powstało tylko dziesięć. Ich normalna produkcja niestety nigdy nie ruszy, gdyż smart z końcem roku zaprzestaje sprzedaży modelu roadster. Kiedy więc powstał nareszcie dobry silnik, nie ma już samochodu. To paranoja i Lemski z pewnością nieraz jeszcze usłyszy "Dlaczego?!".

smart roadster V6 Biturbo

Kompendium

Pojemność 1396 ccm

Liczba cylindrów - V6

Moc - 172 KM przy 5500 obr/min

Maksymalny moment obrotowy - 220 Nm przy 2250 obr/min

Przyspieszenie 0-100 km/h - 5,8 s.

Prędkość maksymalna - 220 km/h

Napęd - tył

Długość (cm) - 342,7

Szerokość (cm) - 161,5

Wysokość (cm) - 119,2

Rozstaw osi (cm) - 236

Masa własna (kg) - 840

Zawieszenie przednie - kolumny McPhersona

Zawieszenie tylne - oś DeDion

Gaz

Nietypowa konstrukcja silnika, korzystny stosunek mocy do masy, brak elektronicznych kagańców, nisko położony środek ciężkości, niezapomniane wrażenia podczas jazdy, doskonale trzymające fotele kubełkowe

Hamulec

nadal niedoskonała skrzynia biegów, nieproporcjonalnie rozłożona masa auta, trudno dostępny hamulec ręczny gdy w kabinie przebywają dwie osoby