Camper: McLouis Glen 430

Blisko 13 m kw., a na nich: cztery łóżka, łazienka, jadalnia, kuchnia i salon. Jak to możliwe? Wystarczy trochę pomysłowości, kilka sklejek, kilogramy silikonu i platforma Fiata Ducato. Tak przygotowanym M1 na kołach postanowiliśmy podbić Peloponez - największy i najciekawszy grecki półwysep
Dlaczego właśnie tam? Bo to od lat mekka caravaningowców i piękny kraj idealnie pasujący do objazdowego stylu spędzania wakacji. Pod warunkiem że oprócz wylegiwania się na plaży ktoś lubi zwiedzanie i częstą zmianę miejsca pobytu. Na dodatek samochodem z Polski do Grecji jest daleko. Oj, bardzo daleko - w jedną stronę około 2500 km, i to drogami krajowymi. O równych niemieckich autostradach lepiej zapomnieć. Do tego strome górskie podjazdy w Serbii i Czarnogórze, dziurawe drogi w Macedonii i przygody na granicach. Niewielu decyduje się dzisiaj na pokonanie takiej odległości, i to w dodatku samochodem. Przecież można wsiąść w samolot i w niespełna dwie godziny wylądować na Krecie. Pewnie, że można. Wygodniej, a czasami nawet taniej. Pytanie tylko po co, skoro już po drodze można przeżyć niezapomniane chwile. I właśnie do tego celu, jak się później przekonaliśmy, służy camper - domek na kółkach.

6 m samochodu

Pierwszy raz do Grecji pojechałem w 1986 roku. Do dzisiaj przed oczyma mam widok obładowanych do granic możliwości "maluchów". Przyczepka, toboły na dachu, w środku cztery osoby i często pies. Polska rodzina jedzie na wakacje. Oprócz rzeczy osobistych namiot, no i coś na handel. Najlepiej kryształy. Te w Grecji szły jak ciepłe bułeczki. Na szczęście nie musiałem ściskać się z siostrą i wazonami na tylnym siedzeniu Fiata 126p, choć i tak z zazdrością patrzyłem na Niemców i Włochów, którzy wypoczęci wysiadali ze swoich klimatyzowanych camperów. Ach, oni to mieli życie! 20 lat później to ja mam okazję wysiadać wypoczęty z samochodu. Nomen omen z Fiata, tylko nieco większego i bez kryształów.

Gdy pojawiła się okazja przetestowania samochodu kempingowego, nie zastanawiałem się długo. Do wyboru było kilka wersji. Mniejsze, większe, z łóżkiem na dachu, z dwiema oddzielnymi sypialniami, z łóżkiem piętrowym lub obracanymi fotelami. Bez najmniejszego doświadczenia w tej materii zdałem się na pracownika jednej z nielicznych w Polsce firm wypożyczających i sprzedających tego typu auta. - Ten będzie idealny - zapadła w końcu decyzja. Z wyborem trudno polemizować, skoro przed oczy podjeżdża coś na kształt półciężarówki o gigantycznych (jak na warunki auta osobowego) rozmiarach. Ponad 3 m wysokości, 2,2 szerokości i, uwaga, 6 m długości. Glen 430 w całej okazałości. Może w nim podróżować i spać sześć osób, i wystarczy prawo jazdy kat. B by go prowadzić. Nasza czwórka będzie miała zatem komfortowe warunki. Nie wszystkie campery są pod tym względem jednakowe. Przy zakupie auta lub przy jego wynajmowaniu trzeba określić, ile osób będzie nim podróżowało. Prócz kierowcy i pasażera wszyscy bowiem muszą podczas jazdy mieć zapięte pasy bezpieczeństwa. Co innego podczas snu. Wtedy liczy się tylko to, ile osób jest w stanie pomieścić wnętrze auta, no i ich wygoda.

Nasz camper zbudowany jest przez włoską grupę SEA i bazuje na konstrukcji Fiata Ducato. Kabina kierowcy, rama, silnik i zawieszenie to jedyne oryginalne podzespoły. Reszta to zabudowa dopracowana w szczegółach i przemyślana do granic możliwości.

Po krótkiej instrukcji obsługi samochodu i wszystkich urządzeń pokładowych na pożegnanie usłyszałem tylko: - I uważaj na dach. Na parking do supermarketu lepiej nie wjeżdżaj. Fakt, wielopoziomowe parkingi mieszczą auta do 2,2 m wysokości. Przy osobówkach nie warto nawet zawracać sobie takimi znakami głowy.

Sztuka pakowania

Na podjęcie decyzji, dokąd pojechać, czasu było niewiele. Palec na mapie zatrzymał się na Grecji, a dokładnie na Koryncie. To tam ląd przecina sztucznie wybudowany w 1893 roku kanał. Dzięki niemu niektóre statki mogą zaoszczędzić nawet 400 km podróży, którą musiałyby odbyć wokół Peloponezu. My właśnie szykowaliśmy się na jego podbój. Przed nami jednak czekał spory kawałek drogi, no i pakowanie.

W przypadku campera już samo skompletowanie i ułożenie rzeczy jest niezłą zabawą. To taka mała przeprowadzka. Zamiast pakowania się w walizki, trzeba rzeczy ułożyć w szafach i na półkach. Torba jest zbędna. Oprócz rzeczy osobistych i kosmetyków trzeba też pomyśleć o wyposażeniu kuchni. Kuchenka gazowa, zlew i kran to co prawda standard, jednak przydadzą się garnki, talerze, sztućce i inne kuchenne akcesoria. Spokojnie, miejsca na przybory jest naprawdę sporo. Podobnie z wyposażeniem łazienki. Warto zdać sobie sprawę, że camper to takie małe mieszkanie, w którym można się wykąpać, gotować, przespać, ale też trzeba czasami posprzątać. Przy pakowaniu niestety nikt z nas niepomyślał o miotle.

Prawie jak tir

Wakacje w camperze zaczynają się praktycznie z chwilą wynajęcia samochodu. Szkoda każdego dnia, tym bardziej że licznik cały czas bije. Każdy dzień wynajęcia kosztuje. W przypadku naszego Glena 430 to 417 zł dziennie (przy dłuższym okresie obowiązują rabaty). Szkoda zatem marnować cenne godziny na stanie pod domem.

Cena ponad 5 tys. zł za dwa tygodnie w pierwszej chwili może wydać się wysoka. Nas też przeraziła. Biorąc jednak pod uwagę to, że podróżować samochodem może aż sześć osób, po podzieleniu na osobę koszt okazuje się znacznie mniejszy (patrz kalkulacja ceny). W dodatku odchodzą kosztowne noclegi w podróży i w miejscu pobytu.

Nie tracąc ani chwili dłużej, wyruszyliśmy późnym popołudniem. Cel - Ateny i dalej na Peloponez. Pierwsze kilometry upłynęły na oglądaniu wnętrza auta i przyzwyczajaniu się do tego typu pojazdu. Zupełnie inne wyciszenie, nieco większy hałas niż w osobówce, no i zupełnie inne prowadzenie. Nasz Fiat wyposażony był w silnik o pojemności 2,3 l. Moc 110 KM wystarczała jednak, żeby dość dobrze radził sobie na trasie. I choć wyprzedzanie należy w tym przypadku do rzadkości, na autostradzie 120 km nie robiło na nim większego wrażenia. Co innego dziurawe i wąskie drogi Polski, Czech i Słowacji. Dopiero w camperze zdałem sobie sprawę, ile tak naprawdę znaczą typowe samochodowe fotele. Oprócz zawieszenia i opon to one w dużej mierze decydują o komforcie podróżowania. I właśnie dlatego wielogodzinna jazda na tylnych kanapach (sklejka obita grubą gąbką) do najwygodniejszych nie należy. Trzeba to zaakceptować, tym bardziej że spanie podczas jazdy w wygodnych łóżkach jest zabronione.

Na węgierskiej autostradzie zrobiło się o wiele przyjemniej. Tym bardziej że naszego campera potraktowano jak zwykłą osobówkę. To dlatego, że tylna oś ma klasyczne dwie opony. Gdyby auto miało podwójne koła albo dwie osie z tyłu, opłata za autostradę byłaby wyższa - jak dla ciężarówki.

Prawie jak na wojnie

Za nami cała noc jazdy, przed nami kolejne setki kilometrów. Dobre humory nas nie opuszczają. To co, że trochę trzęsie, to co, że trochę głośno. W końcu mamy urlop i nigdzie się nie trzeba spieszyć. Czas sprawdzić, ile wart jest ciasny prysznic. 120 l wody w zbiorniku i bojler zapowiadają całkiem przyzwoite warunki kąpieli. Faktycznie. Woda ciepła, kąpiel tchnęła w nas nowe życie. Zupełnie jak w hotelu. No prawie. A najważniejsze jest to, że kąpać się można w dowolnym miejscu trasy. Obieg wody w camperach jest zamknięty. Ani kropla nie wydostaje się na zewnątrz. Kontrolka wskazuje jedynie ilość wody zdatnej do użycia. Gdy jej zabraknie, wystarczy podjechać na stację benzynową, spuścić wodę do kanału i nabrać świeżej. Warto jednak przedtem spytać o pozwolenie. Co innego, gdy zapełni się 17-litrowy zbiornik w.c. (dla 4 os. starcza na 5 dni). Nieczystości magazynowane są w osobnym pojemniku, do którego dolewa się specjalnego środka chemicznego. Opróżniać go można tylko na kempingach, i to w dodatku tylko w wyznaczonych miejscach.

Po Węgrzech przyszedł czas na Serbię i Czarnogórę, a później Macedonię. Zniszczenia wojenne widać tam gołym okiem do dzisiaj. Nie tracąc czasu i trochę z obawy przed wścibskimi spojrzeniami mieszkańców, szybko postanowiliśmy dotrzeć do granicy z Grecją. Przed nią czekała na nas jednak niespodzianka. Szlaban, a przed nim policjant z... Nepalu. Nieco zaskoczeni spytaliśmy, o co chodzi. Łamaną angielszczyzną wyjaśnił, że jesteśmy na terenie strefy chronionej przez wojska Narodów Zjednoczonych i jadąc dalej, powinniśmy uważać. Kolejna kontrola. Tam okazało się, że właśnie opuściliśmy Kosowo i najprawdopodobniej jechaliśmy bez ważnego ubezpieczenia OC. Zmroziło nas. Sprawdzam mapę i dokumenty. Faktycznie mijaliśmy Prisztinę. Na zielonej karcie, którą dla bezpieczeństwa dostaliśmy w Polsce widnieje wyraźny napis "nie obowiązuje m.in. w Kosowie". Na szczęście to był wyjazd z autonomicznej prowincji Serbii i Czarnogóry. Z wypisanymi przepustkami przez żołnierzy UN pojechaliśmy dalej. Drogę powrotną jednak zmieniliśmy.

Luksus za dopłatą

Do Grecji coraz bliżej. Późnym wieczorem zameldowaliśmy się w Polykastro. Tak naprawdę nasza wyprawa dopiero się jednak zaczynała. Do Aten zostało nam jeszcze jakieś 500 km, a planowaliśmy jechać na sam kraniec Peloponezu, na półwysep Mani - ojczyznę wszystkich buntów, rewolucji i rebelii. Już na tym etapie podróży zgodnie uznaliśmy jednak campera za bardzo przyjemny środek lokomocji. Przyzwyczailiśmy się do nieco większego hałasu, twardszych foteli i ciasnego prysznica. Małe niewygody rekompensowały jednak śniadania u stóp starożytnego teatru w Epidavros, obiady w Olimpie - kolebce igrzysk i kolacje w Mistrze i Monemvasii - świetnie zachowanym bizantyjskim miasteczku na zboczu Tajgetu. Nauczyliśmy się gotować na małej kuchence i zmywać naczynia, oszczędzając wodę. Sprawdziliśmy, jak działa ogrzewanie postojowe - w nocy musieliśmy otwierać okna. Każdy zagospodarował pojemne schowki, również te gigantyczne w przednich drzwiach. Opanowaliśmy także sztukę przeciskania się z szoferki do campera i na odwrót. Cały czas nieco nas drażnił głośny dźwięk silnika i tym bardziej brak nagłośnienia części "mieszkalnej". Takie udogodnienia jednak to tylko kwestia wyposażenia wnętrza. Prawdą jest, że Glen 430 to camper klasy średniej. Nowy to wydatek ok. 40 tys. euro. W droższych modelach jest ciszej, montowane jest nagłośnienie, lepiej dopracowane jest także wykończenie i wyposażenie wnętrza. Można także sobie zażyczyć zabudowę na zupełnie innym samochodzie np. Renault czy Mercedesie. W przypadku Fiata Ducato mankamentem okazuje się przedni napęd. W trudnych warunkach tylny napęd byłby lepszy. Jednak to znacznie zwiększa koszt zakupu. Podobnie jak marka wykonanej zabudowy. Niemiecki Hymer, choć na tych samych Fiatach Ducato, kosztuje ponad 70 tys. euro. Niemieckie wykonanie połączone z funkcjonalnością tworzy z campera naprawdę miłe mieszkanko.

My nie narzekaliśmy. W końcu dotarliśmy do Koryntu i zaczęliśmy zwiedzanie Peloponezu. Po niespełna trzech dniach jazdy przekonaliśmy się, że camper to dobra alternatywa dla tradycyjnego samochodu. Coś dla osób, które nie lubią spędzać urlopu w jednym miejscu. W przypadku campera to wręcz obowiązek być każdego dnia gdzie indziej. Kolacja nad morzem, śniadanie w górach, i to zawsze w ciasnym, ale własnym domku na kółkach. Przekonaliśmy się także, że na noc nie trzeba zatrzymywać się na kempingach. Wystarczy znaleźć przyjemne miejsce, gdzie nie ma zakazu obozowania. I nie chodzi o oszczędność około 5 euro. Za punkt honoru można przyjąć nocleg tuż nad brzegiem morza lub pod samym Akropolem w centrum Aten.

McLouis Glen 430 kompendium

SamochódFiat Ducato

Silnikwysokoprężny R4, 2286 cm3
Moc110 KM
Skrzynia biegów6/manual
Prędkość maks.130 km/h
Napędna koła przednie
Nadwozie (cm)618/222/307
Rozstaw osi (cm)320
Zbiornik paliwa (l)60
Zawieszeniepakiet Camping Car - tylna, przednia oś wzmocniona
Miejscado spania - 6, do podróżowania - 6
Zabudowaokna przyciemnione, izolowany schowek na dwie butle gazowe, wentylator dachowy, bagażnik
Łazienkaw.c. chemiczne, prysznic, panel zbiornik na wodę czystą 120 l, brudną 90 l
Kuchniakuchenka na dwa palniki, lodówka 90 l (12V, 220V lub gaz) zlew, kran
Ogrzewaniebojler 10 l, piecyk grzewczy gazowy
Masa własna (kg)2500/3400
Cena40 250 tys. euro (ok. 158 tys. zł)
[Summa Summarum]

Czasami brakowało wanny, ale za to był prysznic, i to z ciepłą wodą. Do tego ogrzewanie, spora szafa i lodówka. Miejsca może mniej niż w kawalerce, ale okazuje się, że wystarczy tylko chwila, aby z zatłoczonej Warszawy znaleźć się w bajecznej Grecji. Do campera, a raczej caravaningowego stylu spędzania wakacji trzeba się przyzwyczaić. Nie bez przyczyny dobrze wybrać się nim do kraju, w którym trudno o tani i przyzwoity hotel lub baza noclegowa jest uboga.

Gaz

wygodne łóżko w alkowie, wygodne fotele kierowcy i pasażera, funkcjonalność wnętrza, ogrzewanie

Hamulec

twarde siedzenia i brak nagłośnienia w części pasażerskiej, szum z kratek wentylacyjnych, napęd na przednie koła, wykończenie wnętrza,

Co jest tańsze - camper czy wycieczka?

Podczas naszego wyjazdu do Grecji zrobiliśmy około 7 tys. km. Samochód ku naszemu wielkiemu zdziwieniu spalał średnio 10 l ropy na setkę. Wcale go nie oszczędzaliśmy - ani na krętych peloponeskich serpentynach, ani na nierównych macedońskich autostradach. Biorąc pod uwagę, że naszym camperem może podróżować sześć dorosłych osób, koszt na jedną to niespełna 1500 zł bez wyżywienia. Prowiant można jednak zabrać z domu i przygotowywać po drodze. My jechaliśmy camperem w czwórkę, co znacznie poprawiło komfort podróżowania. Koszt na jedną osobę wyniósł zatem 2206 zł. Doliczając noclegi na kempingach i dzieląc je między wszystkie osoby, koszt wzrósłby o 56 zł.

Najtańszą wycieczkę do Grecji w sezonie wakacyjnym znaleźliśmy za 2190 zł (śniadanie, przelot, hotel). Jest to typowo pobytowy wyjazd, wszelkie wycieczki są dodatkowo płatne.

Koszt wynajęcia (14 dni)5225 zł
Koszt paliwa (7 tys. km)3100 zł
Autostrady500 zł
Razem8825 zł
Koszt na jedną osobę1470 zł (bez wyżywienia)
Koszt wycieczki na jedną osobę2190 zł
Więcej o: