Dęta afera szpiegowska w Renault

Koncern Renault padł ofiarą siatki tak doskonałych szpiegów przemysłowych, że po żmudnym śledztwie nie znaleziono najmniejszego śladu ich działalności

W połowie stycznia Francją wstrząsnął skandal szpiegowski w Renault. W lakonicznym komunikacie koncern ogłosił, że zawiesił trzech menedżerów odpowiedzialnych za program konstrukcji i produkcji samochodów elektrycznych. - Ich działania były sprzeczne z etyką Renault, a ponadto były świadomym i celowym wystawieniem na szwank aktywów firmy - stwierdził wiceprezes francuskiego koncernu Christian Husson. Oficjalnie nie ujawniono, co zarzucono menedżerom, którzy kilka dni później zostali zwolnieni.

Ale francuskie gazety pisały, że menedżerowie mieli sprzedawać Chińczykom sekrety elektrycznych aut Renault, które są przyszłością koncernu. - Podejrzenia rzeczywiście prowadzą w tym kierunku - mówił agencji AFP Bernard Carayon, parlamentarzysta z partii prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy'ego, zajmujący się kwestiami służb specjalnych.

Nad Sekwaną zawrzało.

- Francja stoi w obliczu wojny gospodarczej! - grzmiał minister przemysłu Eric Bessons. I zapowiedział, że rząd Francji będzie domagać się zwiększenia ochrony przed szpiegostwem przemysłowym od firm korzystających z pomocy publicznej na prace badawczo-rozwojowe. A sekretarz stanu ds. handlu zagranicznego Pierre Lellouche zażądał, by szybko uchwalić prawo chroniące tajemnice przemysłowe francuskich firm. Atmosferę podgrzewało Wikileaks, ujawniając depesze amerykańskich dyplomatów, którzy donosili Waszyngtonowi, że to Francuzi wyróżniają się w kradzieży gospodarczych sekretów zagranicznym rywalom.

Zapachniało skandalem dyplomatycznym, bo Chiny z oburzeniem odrzuciły oskarżenia o wykradanie sekretów Renault. A koncern skierował pozew przeciw "nieznanym osobom", które nadużyły zaufania firmy i wykradały jej sekrety. Największym akcjonariuszem Renault jest rząd Francji, który ma 15 proc. akcji koncernu. I dlatego francuska prokuratura oceniła, że to sprawa wagi państwowej, a zarzuty Renault dotyczą ujawnienia "obcemu mocarstwu" spraw związanych z "sekretami gospodarczymi Francji".

Jednocześnie pozwy przeciw Renault złożyło trzech zwolnionych menedżerów. Zarzucili koncernowi, że zwolniono ich, nie podając oficjalnie żadnych powodów, i jednocześnie oskarżyli "nieznane osoby", że zszargały ich dobre imię, publicznie oskarżając o handel sekretami firmowymi.

Sprawą zajął się francuski kontrwywiad DCRI, który dostał materiały zebrane przez służby bezpieczeństwa Renault. Według detektywów koncernu nieuczciwi menedżerowie dostawali za sekrety Renault dostali po 50-60 tys. euro, wpłacane na tajne konta w Szwajcarii i Liechtensteinie. W anonimowych donosach na menedżerów, które dostali detektywi Renault, podano nawet numery tych kont.

Po kilku tygodniach śledztwa z afery rozdmuchanej przez Renault powietrze uszło jak z przekłutego balonu. - Nie znaleziono najmniejszych śladów szpiegostwa - ogłosiły francuskie media w ostatnią środę, powołując się na nieoficjalne doniesienia ze śledztwa. Nie było nawet kont w bankach Szwajcarii i Liechtensteinu, o jakich informowali detektywi Renault. - Najwyraźniej informacje były nieprawdziwe. Śledztwo nie dało żadnych rezultatów - powiedział agencji AFP przedstawiciel władz w Liechtensteinie.

Francuski kontrwywiad próbuje zachować twarz. - Śledztwo wciąż trwa, a jego wyniki otrzyma tylko prokuratura - stwierdził szef DCRI Bernard Squarcini. Jednak nieoficjalnie funkcjonariusze DCRI powiedzieli AFP, że byli zdumieni, jak wątłe dowody miało Renault, zarzucając swoim menedżerom szpiegostwo. A koncern już w styczniu zaczął minimalizować napompowaną wcześniej aferę. Wszystkie patenty koncernu związane z technologią produkcji elektrycznych aut były i są bezpieczne, a "międzynarodowa grupa" wykradła tylko dane o strategii Renault na rynku elektrycznych aut - mówił szef koncernu Carlos Ghosn, nie precyzując, jakie konkretnie szkody poniosła jego firma.

Dobry szpieg nie zostawia śladów swojej roboty i dlatego przedstawiciele Renault twierdzą, że brak wyników dotychczasowego śledztwa niczego jeszcze nie dowodzi. - Nie mamy żadnych informacji, które pozwoliłyby nam odrzucić scenariusz szpiegostwa - powiedział w radio Europe 1 Jean Reinhart, prawnik Renault.

Pojawiły się pogłoski, że Renault zostało wpuszczone w kanał historyjką o szpiegach wykradających sekrety koncernu. To pozwoliłoby koncernowi wyjść z twarzą z afery, którą rozdmuchał. - Albo mamy do czynienia z przypadkiem szpiegostwa przemysłowego i wysokiej rangi menedżer ds. bezpieczeństwa naszej firmy za wszelką cenę chroni swoje źródło, albo Renault padło ofiarą manipulacji z nieznanych nam powodów - powiedział dziennikowi "Le Figaro" dyrektor zarządzający Renault Patrick Pelata. I jak podkreślał: - W każdym razie Renault jest ofiarą.

Ale we Francji spekuluje się też, że afera szpiegowska w Renault to po prostu intryga, którą uknuli walczący ze sobą wysokiej rangi menedżerowie koncernu.

Irytacji nie kryje też rząd Francji, który początkowo w pełni dał wiarę zarzutom Renault. - Dziś chodzi o to, byśmy poznali prawdę, i to możliwie jak najszybciej. A jeśli stawiano nieuzasadnione zarzuty, to trzeba przywrócić sprawiedliwość i zaufanie, a także wypłacić odszkodowania. Nie można strzelać na ślepo ani oskarżać bez dowodów - powiedziała w ostatni piątek francuska minister finansów Christine Lagarde. To dobra wieść dla wyrzuconych menedżerów Renault. Ale inni menedżerowie koncernu mogą być w gorszym nastroju. Jak podkreśliła Lagarde, po wyjaśnieniu sprawy, trzeba będzie wyciągnąć "wszelkie konsekwencje" wobec Renault za ten skandal.

Źródło: Andrzej Kublik, Wyborcza.biz


ZOBACZ TAKŻE:

Hertz wypożyczy elektryczne Renault

Renault R-Space

Renault Megane - ogłoszenia

Więcej o: