GTP 2010 | Ach, działo się!

Trzy dni jazd po Torze Poznań, siedemdziesiąt samochodów, hektolitry paliwa zamienionego na CO2 i setki wymienionych kompletów klocków hamulcowych i opon - tak w skrócie można podsumować tegoroczną edycję GTP

Podczas gdy nad stolicą zebrały się ciemne chmury, a padający deszcz wprawiał Warszawiaków w depresję, stolica Wielkopolski zalana była jedynie słońcem. W niemal doskonałych warunkach odbyły się jazdy w ramach Gran Turismo Polonia. Przynajmniej przez pierwsze dwa dni.

Na Torze Poznań stawiło się około 70 samochodów, chociaż nie każdy dotarł na dziewiątą rano w poniedziałek. Wśród samochodów dominowały Porsche 911 GT3 RS, chociaż zdarzały się i mniej wyczynowe wersje. Nie zabrakło także fanów Ferrari, głównie modeli 360 Modena i F430 oraz Lamborghini (różne wersje Gallardo). Stawkę uzupełniało kilka Viperów i Nissanów GT-R. Jednym z najtańszych aut był Focus RS. Jak dowiedzieliśmy się od jego właściciela zabrakło kilkunastu dni, by do Poznania przyjechał wciąż oczekiwaną wersją RS500. Odbiór ma nastąpić w przeciągu dwóch tygodni.

Z częściami do takich aut, jak Porsche, Vipery, czy Nissany GT-R nie ma problemu, ale właściciele Ferrari i Lamborghini muszą przywozić je na GTP ze sobą

Wśród uczestniczących aut było także kilka klasyków, jednak jak pokazali ich właściciele w pełni przygotowanych do torowego szaleństwa. Szary kolor Opla Omegi mógł mylić i na ulicy nie każdy zwróciłby uwagę na dumne emblematy Lotusa. Tak, tak, najstarszym samochodem jeżdżącym po torze był Opel Lotus Omega napędzany 382-konnym silnikiem 3.6 l. R6 z dwoma turbinami Garretta. Do wiekowych można także zaliczyć (prawie) klasyczne Porsche 911 Turbo (993).

Najbardziej oczekiwanym autem było Lamborghini z charakterystycznym boksem dachowym należące do Jona Olssona, dziewięciokrotnego medalisty zimowych zawodów X-Games, uczestnika imprezy. Zamiast niego Olsson przywiózł do Poznania (na kołach!) czarną Ultimę. Ta 1000-konna bestia przechodziła przez te trzy dni pierwsze próby przed planowanym skokiem na północną pętle Nurburgringu, gdzie ma walczyć o najlepszy czas dla samochodów dopuszczonych do ruchu. Już wkrótce napiszemy więcej o tym aucie.

Po co to wszystko? Dla nauki. Impreza to przede wszystkim jazdy, pod okiem doświadczonych instruktorów wyścigowych. Jak dowiedzieliśmy się od jednego z nich instruowanie Szwedów to czysta przyjemność. Nie popisują się, słuchają poleceń i szybko się uczą, dzięki czemu pomyłki zdarzały się wyjątkowo rzadko. Tylko jeden raz widziałem nadsterowność, której kierowca Ferrari nie był w stanie opanować, ale skończyło się szczęśliwie i w ramach asfaltu. W czasie trzech dni tylko jeden samochód (BMW M3) przytulił się do bandy, deformując sobie nieznacznie tylny błotnik. Wyobrażacie sobie, co by się działo, gdyby na tor wjechali np. Polacy?

Główną konkurencją tegorocznego GTP było przejechanie nitki w Poznaniu po optymalnym torze jazdy. Zwycięzcą okazał się kierowca Lamborghini Gallardo.

Inni uczestnicy, po teście podchodzili i zapewniali nas, że to oni w przyszłym roku znajdą idealną linię przejazdu. Widać zrozumieli, że najważniejsza jest kontrola i przemyślana jazda, a nie tylko prędkość - podsumowuje Maciej Polody, szef wyszkolenia Gran Turismo Polonia 2010

Zapraszamy do galerii.

Marcin Lewandowski

ZOBACZ TAKŻE:

Wszystko o tegorocznym Gran Turismo Polonia

 

Więcej o: