Kto zapłaci za Euro 5?

Pierwszego stycznia 2011 roku zacznie obowiązywać Euro 5 - nowa norma czystości spalin. By ją spełnić, w autach konieczny będzie filtr cząstek stałych. Kto za to zapłaci?

Jak deklarują importerzy, koszty wezmą na siebie producenci. Euro 5 nie przynosi rewolucji. W stosunku do obowiązującej Euro 4 dla silników benzynowych, nowa norma różni się jedynie górną granicą NOx. Zmniejsza ją z 0,8 do 0,6 g/km. Oznacza to, że producenci nie będą mieli większych problemów z dostosowaniem silników do nowych wymagań. Tym bardziej, że o regulacjach wiedzą od wielu lat.

Gorzej będzie w przypadku samochodów napędzanych silnikami Diesla. Limit emisji cząstek stałych (PM) spadnie aż pięciokrotnie (z 0,025 do 0,005 g/km). Spełnienie tak wyśrubowanej normy bez filtra cząstek stałych będzie praktycznie niemożliwe. A ten kosztuje niekiedy nawet kilka tysięcy złotych.

Toyota wprowadzając do Avensisa silniki diesla wyposażone w filtr wzięła koszty na siebie. Większe modele koncernu PSA (m.in. 407) także nie mają już tego problemu. Wszystkie silniki HDI od 1.6 110 KM włącznie, mają już filtry zwane przez Francuzów FAP. Podobnie jest u Forda. Mondeo oferowane jest już prawie wyłącznie z czystymi dieslami (DPF). Wyjątkiem jest wersja z silnikiem 1.8 125 KM. Mniejsze modele tych firm nadal oferowane są z silnikami bez filtra.

Czy warto zatem już teraz biec po taniego diesla? Niekoniecznie. To, co nie sprzeda się w tym roku, importerzy będą mogli sprzedawać w przyszłym. Aż do wyczerpania zapasów. Z drugiej strony jeśli nowe auta podrożeją, stare będą się cieszyć sporym powodzeniem.

W innym przypadku wejścia w życie normy Euro 5 nawet nie zauważymy.

Marcin Lewandowski


ZOBACZ TAKŻE:

Która generacja BMW 5 podoba Ci się najbardziej? GŁOSUJ TUTAJ

Więcej o: