Winna kursantka czy system szkoleń?

Miarka się przebrała. Wczorajszy wyrok sądu w sprawie wypadku, jaki spowodowała kursantka nauki jazdy pod opieką instruktora to tragiczny dowód, na to że polskie szkoły jazdy uczą jak zdać egzamin, a nie jeździć samochodem


Mirosława D. ukończyła kurs nauki jazdy. Zdała egzamin wewnętrzny w szkole nauki jazdy, zdała też państwowy egzamin teoretyczny. Oblała jednak egzamin praktyczny na placu manewrowym. Wykupiła więc dodatkowe, co ważne obowiązkowe, jazdy by się podszkolić. W świetle prawa kierowcą jednak nie była.

Nie zwalnia to jednak pani Mirosławy z zachowania szczególnej ostrożności podczas jazdy samochodem. Nawet w obecności instruktora. Skąd jednak miała wiedzieć jak zachowa się auto na ośnieżonej drodze? Skąd miała wiedzieć, że jedzie za szybko jak na panujące warunki? Od tego właśnie miała instruktora. To on powinien zrezygnować z lekcji widząc, że sobie nie radzi. Więcej, to on powinien zareagować, jeśli jechała za szybko.

Tego nie zrobił, Nissan Micra wpadł w poślizg i czołowo uderzył w Fiata Seicento. W wyniku wypadku zginęły dwie osoby - pasażerka fiata i pasażerka "elki". Trzy inne osoby zostały ranne.

Sąd w Radzyniu miał trudne zadanie, Polskie przepisy nie określają, kto za taki wypadek ponosi winę - kursant czy instruktor. Jak podkreślił sędzia Stanisław Tarnowski, prawo nie zwalnia od odpowiedzialności osób pobierających praktyczną naukę jazdy pod nadzorem instruktora.

Trudno polemizować z wyrokiem sądu. Pewne jest jednak, że polskie szkoły uczą jak zdać egzamin, a nie jak jeździć samochodem. Szczególnie w trudnych zimowych warunkach.
Większy nacisk kładzie się na umiejętności zaparkowania auta co do centymetra, niż umiejętność wyprzedzania, pokonywania zakrętów, czy hamowania. Chętni na kierowców nie maja szans sprawdzić jak zachowuje się auto podczas awaryjnego hamowania, jakie siły działają na auto i kierowcę podczas poślizgu, wreszcie jakie szkody może wyrządzić rozpędzony samochód. Zapytajcie swoich bliskich, czy kiedykolwiek nacisnęli pedał hamulca z całej siły? Czy przynajmniej raz w swojej karierze kierowcy spróbowali wyjechać na zaśnieżony parking i wprowadzić z ciekawości auto w poślizg?

Kierowca ze świeżym prawem jazdy dostaje do rąk groźną broń. Skazany jest sam na siebie i swoje umiejętności. Nie wie jak auto zachowa się na śniegu, lodzie czy mokrej nawierzchni. I to bez znaczenia czy jedzie autem osobowym, motocyklem czy olbrzymim ponad 40-tonowym tirem. Jeśli nie przekona się na własnej skórze, może w takiej niewiedzy jeździć przez wiele lat. I oby z zerowym kontem wypadkowym.

Oczywiście są kursy bezpiecznej jazdy, z których można korzystać. Ale czy świeżo upieczony kierowca nie powinien wsiadać do auta przygotowany do różnych warunków drogowych? Jeśli kurs robi latem o jeździe po śniegu nie ma pojęcia. Jeśli podczas szkolenia choć raz nie spadnie deszcz nie przekona się, pod okiem instruktora, jak to jest przejechać przez kałużę.

Często zadaje sobie pytanie: czy każdy nadaje się na kierowcę? Obserwując zachowanie niektórych aut na drodze i pomysły niektórych kierowców uważam, że nie. Ale od tego jest właśnie szkoła jazdy i system szkoleń. Instruktor może przecież powiedzieć: Panu dziękuję. Nie nadaje się Pan na kierowcę. I oddać pieniądze. Tylko po co, lepiej zarobić na takim delikwencie, przepuścić z przymrużeniem oka przez egzamin wewnętrzny i puścić na drogę.

Statystyki ofiar śmiertelnych spowodowanych wypadkami drogowymi są zastraszające. Rocznie z mapy polski znika małe miasteczko. Przy drogach pojawia się więcej fotoradarów, policjanci łapią coraz więcej pijanych kierowców. Czy to właściwa droga? Jeśli równolegle nie zmieni się system szkoleń kierowców, liczba ofiar na pewno nie będzie spadać.

Od wyroku odwoływać się będą obie strony.

Czekamy na Wasze komentarze i głosy w sondażu poniżej.

Juliusz Szalek                                                                                   Jesteśmy też na Facebooku i Blipie

ZOBACZ TAKŻE:

Głodne kobiety są niebezpieczne - ZOBACZ TUTAJ

Samochody - ogłoszenia

Kto jest winny tej tragedii?
Więcej o:
Komentarze (3)
Winna kursantka czy system szkoleń?
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: ela

    Oceniono 1 raz 1

    o lel

  • Gość: Anita

    0

    Nie zgadzam się z teza autora. Nowy kierowca powinien stopniowo nabywać doswiadczenie, niemożliwe jest opanowanie wszystkich niebezpiecznych sytuacji na kursie! Wymyślanie tematów typu "wyjście z poslizgu" to tylko próba wyciąganie nastepnych pieniędzy. Tak może być w nieskończoność- ktoś dostrzeże, że młodzi kierowcy nie umieją jeździć, gdy grad pada, albo drogą przy pustyni i dawaj kasę ciągnąć. Bo faktycznie tego nie umieją:) w końcu będą czekali, żeby pojeździć podczas zaćmienia Słońca i bez tej umiejętności prwa jazdy nie otrzymają:)

  • franciszekopole

    0

    Dlatego też ważne jest szkolenie się w odpowiedniej szkole. Ja miałem swój kurs w tej szkole - www.elmichta.pl/ i właśnie na takie ewentualności mnie przygotowywali, co bardzo dobrze wspominam bo kurs odbywałem zimą. Dlatego też miałem dużo łatwiej po wyjechaniu na drogę. Ale ludzie, którzy rzeczywiście nie mili z tym styczności mogą mieć wielki problem.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX