Rosyjska ruletka w koleinach

Poruszanie się po polskich drogach przypomina grę w rosyjską ruletkę - wiadomo o tym już na całym świecie. O grzechach głównych polskich kierowców i dróg pisze Andrzej Kublik

Pod względem liczby śmiertelnych ofiar wypadków drogowych i najcięższych wypadków przodujemy nie tylko w UE, ale także w OECD, organizacji zrzeszającej najbardziej rozwinięte państwa świata.

W zeszłym roku w wypadkach drogowych zginęły u nas 143 osoby na 1 mln mieszkańców. Gorzej w Europie było tylko na Litwie - ogłosiła w czerwcu Europejska Rada Bezpieczeństwa Transportu. To międzynarodowa organizacja pozarządowa, która współpracuje z instytucjami UE. Ale powodów do wstydu mamy więcej.

W cyklu POLSKIE DROGI czytaj także:
Spowiedź kierowcy Kurskiego
Polak, honor, samochód
Nasz najdłuższy cmentarz Europy
Życie wisi na zakręcie
Mniej zabitych na polskich drogach

UE postanowiła, że do końca obecnej dekady o połowę ograniczy liczbę śmiertelnych ofiar wypadków na europejskich drogach (w porównaniu z początkiem wieku). Cel jest ambitny. Ale realny, jak pokazało wiele państw UE - bogatszych i mniej zamożnych. W zeszłym roku liczba śmiertelnych ofiar wypadków na drogach zamożnego Luksemburga była o 49 proc. mniejsza niż w 2001 r. Podobnym wskaźnikiem poprawy bezpieczeństwa mogą się poszczycić bogata Francja i dużo mniej majętna Portugalia. Jednak dobrych przykładów nie trzeba szukać tylko na Zachodzie. Wystarczy spojrzeć na pobliską Łotwę, która wraz z nami weszła do UE i na pewno nie jest bogatsza. W tym nadbałtyckim państwie od początku dekady liczbę śmiertelnych ofiar wypadków drogowych zmniejszono o 43 proc.

My wleczemy się w ogonie. Od 2000 r. liczba śmiertelnych ofiar wypadków drogowych zmniejszyła się o 3 proc., czyli w granicach błędu statystycznego.

Jeszcze gorszy obraz bezpieczeństwa na polskich drogach wyłania się z danych OECD, organizacji zrzeszającej najbardziej rozwinięte państwa świata. Wśród wszystkich państw tej organizacji mamy najwyższy wskaźnik zabitych w wypadkach drogowych w stosunku do liczby mieszkańców. Zyskaliśmy sobie również niechlubny tytuł "lidera" najcięższych wypadków w OECD. W 2007 r. na 100 wypadków drogowych w Polsce zginęło aż 11 osób. Na Węgrzech i w Czechach ten wskaźnik był dwa razy niższy. A w Niemczech i Wielkiej Brytanii na 100 wypadków przypadał "tylko" 1 zabity.

Tyle że nie chodzi tylko o suche liczby i statystyki, ale o życie ludzi.

Grzech pierwszy - brawura


Prawie co trzeci wypadek drogowy na polskich drogach w zeszłym roku był efektem "niedostosowania prędkości do warunków ruchu". Wypadki z tego powodu pochłonęły jedną czwartą śmiertelnych ofiar na naszych drogach - podaje Komenda Główna Policji.

W wielu państwach zachodniej Europy kierowcy też łamią ograniczenia prędkości, ale na drogach jest tam bezpieczniej. My mamy wielu kierowców, którzy zmieniają drogi w tor wyścigowy. Niedawno policjanci złapali 24-letniego mężczyznę, który na kiepskiej, zatłoczonej drodze gnał z prędkością ponad 220 km/godz.

- Bywa, że i 25 km/godz. to za duża prędkość, niedostosowana do warunków jazdy - mówiono na kursie prawa jazdy. Prawda, ale to nie tłumaczy pełni grozy na naszych drogach. "Niedostosowanie prędkości do warunków ruchu" to przecież bardzo pojemna kategoria. Szersza niż wypadki spowodowane przekroczeniem prędkości, zbyt późnym hamowaniem lub utratą panowania nad rozpędzonym autem.

Na razie władze postanowiły wydać wojnę zbyt szybko jeżdżącym kierowcom. Dwa lata temu w czasie kampanii wyborczej premier Donald Tusk śmiał się, że poprzedni rząd stawia fotoradary, zamiast budować drogi. To był chwyt wyborczy. Teraz z inicjatywy posłów PO Sejm uchwalił specjalną ustawę, aby za pieniądze z UE obstawić polskie drogi lasem centralnie zarządzanych automatycznych fotoradarów. Kiedy ten system powstanie, nikt nie przekona policjanta, że spieszył się do chorego krewnego albo miał zepsuty prędkościomierz - jechałeś za szybko, z automatu dostaniesz po kieszeni.

Ustawa nie weszła jeszcze w życie, bo prezydent Lech Kaczyński zwrócił się do Trybunału Konstytucyjnego o sprawdzenie, czy kilka zapisów nowego prawa nie narusza ustawy zasadniczej. Wątpliwości prezydenta wywołały nieprecyzyjne zapisy o możliwościach odwołania się od kary z automatu za zbyt szybką jazdę i możliwość konfiskowania aut kierowcom uchylającym się od płacenia.

Postępowanie w Trybunale tylko nieco opóźni wprowadzenie systemu automatycznych fotoradarów promowanego w całej UE. I nie mam wątpliwości, że nowe, surowe przepisy o wysokich karach za zbyt szybką jazdę uspokoją wielu piratów na drogach oraz - mam nadzieję - poprawią bezpieczeństwo jazdy.

Ale nie mam też wątpliwości: metoda policyjnej pałki nie zadziała jak magiczna różdżka, którą wystarczy machnąć, by od razu w wypadkach drogowych ginęło mniej ludzi.

Grzech drugi - fatalne drogi


Najwięcej wypadków w Polsce odnotowuje się na drodze krajowej nr 8, która przecina Polskę w poprzek - znad granicy z Litwą przez Warszawę i Wrocław do styku granic z Niemcami i Czechami. To główny szlak tranzytowy, o największym natężeniu ruchu. Wystarczy się przejechać ósemką z Warszawy do Białegostoku i Suwałk, by przekonać się, jak stan dróg wpływa na bezpieczeństwo jazdy.

Na krótkich odcinkach tej trasy, gdzie zbudowano już drogę ekspresową, kierowcy samochodów osobowych nie muszą się obawiać, że wyprzedzając rozpędzonego tira, wpadną pod nadjeżdżający z przeciwka samochód. Ale większość odcinków tej samej tranzytowej nitki to wąska, rozjechana przez tiry droga, na której farbą rozdzielono pasy do jazdy w przeciwne strony. Wieczorem, a nawet nocą, można się tam natknąć na kiepsko oświetlone maszyny rolnicze, które przez tak ruchliwą drogę przejeżdżają na sąsiednie pola. Część tej trasy prowadzi wprost przez wsie. Nawet mistrz kierownicy na tej drodze może stracić panowanie i wyrzucony z muldy wjechać wprost pod ciężarówkę. Zdarza się też, że kierowca wpadnie na drzewo, aby ominąć nieoświetlonego, poruszającego się wężykiem rowerzystę, który nagle wtargnął na jezdnię.

"W zeszłym roku prawie 90 proc. zabitych na naszych drogach (czyli ponad 4,8 tys. osób) zginęło w wypadkach na takich właśnie drogach jak większa część trasy z Warszawy do Białegostoku i Suwałk, gdzie na jednej jezdni obok siebie są dwa pasy do ruchu w przeciwnych kierunkach" - podaje policyjna statystyka.

Na autostradach i drogach ekspresowych zginęło po mniej więcej 30 osób. Czy to tylko dlatego, że prawie nie ma u nas autostrad i dróg ekspresowych, czy dlatego, że jazda po takich drogach jest po prostu bezpieczniejsza?

Jestem pewien, że nie uda się poprawić bezpieczeństwa, dopóki na ruchliwych trasach nie zbudujemy obwodnic oraz sieci autostrad i dróg ekspresowych. Ludzie mają prawo jeździć szybko w ramach przepisów, a ciężarówki też potrzebują tras do sprawnego przewozu towarów.

Grzech trzeci - lata lecą

"Kierowca nie zapanował nad samochodem, uderzył w barierkę przy drodze i trafił w inne auto" - niezliczoną ilość razy słyszymy takie komunikaty. Pasażerów takiego pojazdu może uchronić odpowiednia konstrukcja samochodu i wyposażenie minimalizujące skutki wypadków - pasy bezpieczeństwa, poduszki powietrzne, ABS itd. UE domaga się też, by koncerny samochodowe tak projektowały nadwozia nowych aut, aby w razie potrącenia pieszego wyrządzić mu jak najmniejsze szkody. Europejska Rada Bezpieczeństwa Transportu podkreśla - bezpieczeństwo na drodze oznacza promocję nowych samochodów.

Statystyki jasno pokazują, jakie ma to znaczenie. We Francji, w Portugalii i Hiszpanii, które od początku dekady radykalnie poprawiły bezpieczeństwo na drogach, kupuje się najwięcej nowych aut o najwyższych wskaźnikach bezpieczeństwa. Takie auta przeważają też w Szwecji, która ma jedne z najlepszych wskaźników bezpieczeństwa w Europie. "Sytuacja nowych państw członkowskich UE w Europie Środkowej i Wschodniej jest szczególnie niekorzystna, bo w tych państwach poprawę bezpieczeństwa na drogach wstrzymuje flota starych aut, w której wielki udział mają używane samochody z importu" - stwierdza raport Rady.

Auta zarejestrowane w starych państwach członkowskich UE mają przeciętnie osiem lat, a w nowych - 14 lat. Europejska Rada Bezpieczeństwa Transportu podkreśla: "Używane auta są mniej bezpieczne, bo są stare, a ponadto mogą to być samochody powypadkowe, które nie zostały naprawione prawidłowo lub z powodu kosztów nie przywrócono w nich odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa. W czasie wypadku w aucie mogły np. otworzyć się poduszki powietrzne, których potem nie zastąpiono nowymi".

Ten problem dotyczy przede wszystkim Polski, która po wejściu do UE zniosła wszelkie ograniczenia w imporcie używanych aut i Polacy biją rekordy świata, sprowadzając co roku około 1 mln używanych samochodów z Unii. W starych państwach UE - bogatych i biednych - jedna trzecia samochodów ma mniej niż pięć lat i tyle samo ponad 10 lat. W Polsce obecnie dwie trzecie zarejestrowanych pojazdów ma ponad 10 lat i od czasu wejścia do Wspólnoty Europejskiej po prostu cofnęliśmy się w samochodowym wieku (wtedy tylko połowa naszych samochodów była tak stara).

Pod względem zakupów nowych aut jesteśmy też na szarym końcu UE, wyprzedzając tylko Bułgarię i Łotwę. Czy to przypadek, że ten wynik pokrywa się z naszym "przodownictwem" pod względem liczby śmiertelnych ofiar wypadków drogowych?

Pod skrzydłami ministra infrastruktury działa instytucja pod nazwą Krajowa Rada Bezpieczeństwa Drogowego. Co rok kupuje ona kilkadziesiąt tysięcy opasek z napisem: "Włącz myślenie", które mają zachęcać do rozsądnej jazdy samochodem. A ile wydała, aby zbadać, jak na bezpieczeństwo na polskich drogach wpływa żywiołowy import używanych aut? - Takich badań nie prowadzimy - przyznało "Gazecie" biuro prasowe Ministerstwa Infrastruktury.

Pięć lat temu ten resort szykował przepisy o obowiązkowych badaniach technicznych aut powypadkowych, aby na drogi nie trafiały pojazdy, które powinny wylądować na złomowiskach. Na projekcie się skończyło.

Krótki żywot miał też pomysł, by zamiast akcyzy na auta wprowadzić opłaty ekologiczne zachęcające do zakupu nowszych samochodów. Akcyza zależna głównie od wartości auta zachęca do importu pojazdów jak najtańszych, czyli starych i używanych. Z pomysłem zastąpienia jej opłatą ekologiczną wystąpiło w styczniu Ministerstwo Gospodarki. Wiosną zajęło się tym Ministerstwo Finansów i prace? zostały zawieszone. Koło się zamyka.

A bez odmłodzenia naszej floty samochodów z horrorem na drogach nie uda się skończyć.

Andrzej Kublik

Po tablicach poznasz ubezpieczyciela - ZOBACZ TUTAJ

Samochodem po Europie - poradnik - ZOBACZ TUTAJ

 

Więcej o: