Wynik ekspertyzy: Zientarski jechał 150 km na godzinę

Ferrari Macieja Zientarskiego jechało 150 km na godzinę - wynika z ekspertyzy, jaka dotarła do prokuratury - informuje "Dziennik". Według wcześniejszych informacji rozpędzone auto dziennikarza tuż przed wypadkiem jechało z prędkością od 200 do 300 km na godzinę.
Znany dziennikarz motoryzacyjny uległ w lutym tego roku ciężkiemu wypadkowi na warszawskim Mokotowie. Jego rozpędzone ferrari wbiło się w jeden z filarów estakady. W wypadku zginął dziennikarz "Superekspressu" Jarosław Zabiega. Zientarski w ciężkim stanie trafił do szpitala, gdzie kilka miesięcy leżał w śpiączce.

Według ekspertyzy sporządzonej na zlecenie prokuratury samochód dziennikarza jechał z prędkością 140 - 150 km na godzinę. Tuż przed zderzeniem z betonowym słupem kierowca wyhamował pojazd do prędkości 70 - 100 km na godzinę. To znacznie mniej niż do tej pory przypuszczano. Po wypadku pojawiła się bowiem informacja, że ferrari tuż przed wypadkiem mogło jechać z prędkością od 200 do nawet 300 km na godzinę. Rozbity samochód rozpadł się na kawałki, a jego wrak spłonął.

"To ekstremalna sytuacja"

Ekspertyza opisuje okoliczności wypadku. Auto najechało na poprzeczną muldę w miejscu, gdzie prędkość jest ograniczona do 50 km/godz. Straciło przyczepność i wyskoczyło z trasy. Eksperci wyraźnie zaznaczają, że gdyby samochód jechał z przepisową prędkością 50 km/godz., wypadku by nie było.

- Zderzenie z betonową przeszkodą to ekstremalna sytuacja. Kiedy zderzają się dwa samochody, odbijają się od siebie, obracają, przesuwają - to pochłania energię kinetyczną. Kiedy przeszkoda jest z betonu, całą siłę zderzenia bierze na siebie auto, w czasie 3-4 dziesiątych części sekundy wyhamowuje do zera - powiedział "Dziennikowi" Walenty Dudziak ze Stowarzyszenia Rzeczoznawców Techniki Samochodowej.

Nie wiadomo, kto kierował

Ekspertyza nie wskazuje jednak, kto siedział za kierownicą ferrari. Nie wiadomo więc kto ponosi odpowiedzialność za wypadek. Z układu ciał wynika, że autem kierował Zientarski. Możliwe jest jednak, że ciała ułożyły się na miejscu wypadku dopiero po zderzeniu. - Będziemy musieli teraz na nowo przeanalizować zeznania świadków - mówi Katarzyna Dobrzańska, szefowa Prokuratury Rejonowej Warszawa-Mokotów.

Komentarze (9)
Wynik ekspertyzy: Zientarski jechał 150 km na godzinę
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: Gość

    0

    "Możliwe jest jednak, że ciała ułożyły się na miejscu wypadku dopiero po zderzeniu."
    Naturalnie, juz slysze ta wymiane zdan po zderzeniu, "Ty siadaj za kierownice bo sie i tak spalisz wiec ci wszystko jedno. ", "z przyjemnoscia, za taka piekna krakse chetnie to zrobie". No i ztad to nieporozumienie.
    Na trawce jest kilkadziesiat mtr, sladu hamowania, gdyby nie mieli kosmicznej predkosci to byly warunki ominiecia przeszkody, no ale do tego trzeba byc kierowca a nie scigaczem.
    Rozumiem starania rodziny, ale ta operacja zaciemniania jest niesympatyczna bardzo.

  • Gość: Gość

    0

    Ciekawe jak by to był jego samochód czy tak by zapierniczał po dziurawej ulicy ?

  • Gość: Gość

    0

    popieram fana tez uwazam ze przy 70-100 km/ha auto nie rozpada sie w mak a z klockiem betonowym. ja swoim paskiem tam jezdze nieraz 110 i jest to do pokonania chyba ze mial chopka to by musial miec lotki jak w samolocie ale na chopka tam to trzeba miec sporo ponad 200km/ha.zycze zdrowka i rozwagi

  • Gość: Gość

    0

    a zaraz okaże się, że to prawdopodobnie wiadukt się zapędził i w niego uderzył ... współczuję mu, ale każdy powinien ponosić odpowiedzialność za swoje czyny ... szczegółnie kiedy łamie zasady z taką arogancją ... tyle opowiadał o bezpiecznej jeździe, zapiętych pasach, niebezpiecznych miejscach na drogach i proszę swoją osobą postawił pod znakiem zapytania wiarygodność własnych programów ... to jest niefajne ...

  • Gość: Gość

    0

    ciężko sobie wyobrazić sytuację, żeby samochód przy 70-100 km/h uderzył w przeszkodę, nawet betonową, i tak się rozpadł. A to chyba nie był jednak składak. Życzę p. Maćkowi powrotu do pełnego zdrowia i niech przekazuje innym, że sama umiejętność prowadzenia szybkiego auta to nie wszystko - wyobraźnia jest też niezbędna. A jak jej zabraknie to się może zrobić bardzo nieprzyjemnie i giną ludzie. A to jest niewybaczalne.

  • Gość: Gość

    0

    a ja jego i jego ojca od dawna lubię, wg mojej opinii to prowadzili najlepszy program motoryzacyjny na świecie "pasjonaci" top gear się nie umywa może kroku dotrzymuje
    5th gear. a tak dłuuuugo nic...
    ciekawe kto prowadził..

  • Gość: Gość

    0

    Bajki...zadne ferrari nie da sie wyprowadzic z równowagi przy prekości 150/h.
    To jest prędkośc spacerowa dla tego bolidu.
    Współczuje mu ale nie powinni go tak wybielac.Zrobił źle i basta.
    Pozdrawiam go!

  • Gość: Gość

    0

    To nie człowiek tylko ludzkie gó..

  • Gość: Gość

    0

    Tak własnie kończy się brawurowa jazda

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX