Fiat 126p - to już 35 lat!

Trzydzieści pięć lat temu zaczęła się era masowej motoryzacji w Polsce. Dokładnie 6 czerwca 1973 roku z taśm produkcyjnych zakładów w Bielsku-Białej zjechał pierwszy Polski Fiat 126p. Pierwsze egzemplarze zmontowane były z włoskich części.

Tak istotna inwestycja w tamtych czasach nie mogła obyć się bez symboli. Oficjalnie produkcję uruchomiono dopiero 22 lipca, w dniu Narodowego Święta Odrodzenia Polski, najważniejszego dla PRL-owskich władz.

Mały Fiacik mając 23-konny silnik o poj. 0,6 l. zaczął podbijać nasz rynek. Powoli, gdyż z jednej strony podaż była niewielka, z drugiej cena dość wysoka. Przeciętny Amerykanin już wtedy kupował samochód za równowartość swoich rocznych zarobków, natomiast maluch kosztował w 1973 r. 69 tys. zł, co stanowiło osiemnaście miesięcznych pensji.

Dla milionów naszych rodaków Fiat 126p był (a czasem nadal jest) pierwszym samochodem w życiu. Weekendowe pikniki, wyjazdy do rodziny, czy nawet, po zaopatrzeniu się w bagażnik dachowy, czteroosobowe wakacje w Hiszpanii, czym wzbudzaliśmy podziw w mieszkańcach "zgniłego zachodu".

Od 1977 roku było nieco łatwiej podróżować. Silnik zyskał dodatkową pojemność stając się "sześćsetpięćdziesiątką" i większą o około jednego konia mechanicznego moc. W bogatszych wersjach można było znaleźć alternator, regulowane oparcia przednich siedzeń, czy bezwładnościowe pasy bezpieczeństwa.

Po ośmiu latach produkcji, w 1981 roku wyprodukowano milionowy egzemplarz malucha. Cztery lata później dwumilionowy! Wykorzystywano je do wszystkiego. Przyczepki towarowe, kempingowe, po wymontowaniu prawego fotela uzyskiwano minidostawczaka by wozić owoce i warzywa na pobliski targ. Wózki dziecięce mocowano na dachu, a kiedy społeczeństwo się wzbogaciło przerabiano na rajdówki, czy kabriolety.

Dzisiaj maluszki czasem nas denerwują. Są zawalidrogami, zajmują niby wolne miejsca parkingowe. Ale powinniśmy patrzeć na nie z pobłażliwością. To one uczyniły Polaków "mobilnymi", zmotoryzowały nasz kraj, a wielu mechaników na nich uczyło się swojego fachu.

Rzeczywiście, do artykułu wkradło się parę błędów. Za ich wskazanie serdecznie dziękujemy.

W Polsce powstało wiele wersji rozwojowych, w tym dostawczy Bombel, Kombi, Diesel , kabriolet Bosmal, czy NP z silnikiem z przodu i przednim napędem. Jedyną jaka weszła do seryjnej produkcji był 126p Bis. Miał silnik 0,7 l. (młodszym kierowcom znany z Cinquecento) schowany z tyłu pod dodatkowym mini-bagażnikiem. Dostęp do niego umożliwiała klapa otwierana razem z tylnym oknem. Jego historia zakończyła się w 1991 roku.

Ostatnia poważna modernizacja miała miejsce w 1994 roku, kiedy wprowadzono wersję EL. Dwa lata później dodano katalizator (ELX). Do września 2000 roku powstało w Polsce 3 318 674 sztuki wszystkich wersji Polskiego Fiata 126p (w tym prawie 900 tyś na eksport).

Marcin Lewandowski

Więcej o:
Komentarze (26)
Fiat 126p - to już 35 lat!
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: Gość

    0

    chcialbym doczekac powrotu maluszka...oczywiscie w wersji godnej XXI w...

  • Gość: Gość

    0

    nie pisze się 'tyś' tylko 'tys.' (tysięcy)

  • Gość: Gość

    0

    Szanowny Nieuku, Autorze!!! Małe fiaty nie zjeżdżały z taśm produkcyjnych zakładu w Bielsku - Białej, jak Szanowny Nieuk twierdzi, tam produkowano jedynie silniki. Cała reszta oraz końcowy montaż były wykonywane w Tychach, gdzie do dziś jest główny polski zakład FIATa, a o czym u Szanownego Nieuka nie ma ani słowa. Zanim się coś napisze, wypadałoby się o tym nieco douczyć, inaczej wpada się żenująco...

  • Gość: Gość

    0

    eh..nie ma to jak maluchy....wystarczyło wymienic aku na wiekszy i nie bylo problemow z odpalaniem w zimie

  • Gość: Gość

    0

    co za bzdura z tymi wakacjami w Hiszpanii? Co najwyzej w Bulgarii. Na pewno polskie rodziny wyjezdzaly maluchami do Hiszpanii, a potem potulnie wracaly przez Francje i RFN, nie myslac nawet o zostaniu tam, gdyz pewnie woleli zyc w swojej socjalistycznej ojczyznie. I wladza na pewno sie na to zgadzala, gdyz miala zaufanie do obywateli, ze nie beda im tam jakies glupoty w glowie, tylko po kapieli w Srodziemnym, powroca do rodzinnej Lomzy.

  • Gość: Gość

    0

    "Kaszlaj razem z nami!"

  • Gość: Gość

    0

    Ya jeździł przez pół roku małym fjatem po szfecji. Niezapomniane przeżycie - lata 80.te, saab 900, volvo 740, mały fjat i Ya. Te mrzonki o szybkim pasie na autostradzie, te wściekłe walki z tirami, które pod górkę wyprzedzały, a z górki przepuszczały. Taksówkarze jeżdżący na plecach - Ya tak przywykł do tej sytuacji, że do dziś dnia uważa jeżdżenie ludziom na plecach za formę zwykłego współżycia międzyludzkiego... To nawet nie było groźne, bo hamulce nie dawały szansy na mniejszą drogę hamowania niż mieli ci jewla Szwedzi.

  • Gość: Gość

    0

    Jaki "siedemnastokonny silnik o poj. 0,6 l" ????
    Czyżby dla autora 1 KM = 1 kW???

  • Gość: Gość

    0

    A ja wciąż jeżdżę takim fiacikiem i chwalę go sobie za niewielkie gabaryty i wszędzie-się-wpasowania-możliwość. Pod tym względem przebija smarta (tfu). Natomiast inspiruje mnie ta wersja kabrio... To jest COŚ. I zgadzam się z przedmówcami korygującymi autora w kwestii silnika w maluszku. Jakby on miał taki, jak podał p. Lewandowski, to to byłby już sport ekstremalny (wyjechać na publiczną drogę i nie zostać otrąbionym).

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX