Vettel wygrywa, Pietrow na podium

Mistrz świata Sebastian Vettel (Red Bull) wygrał pierwsze w tym sezonie Grand Prix Australii w Melbourne. Drugie miejsce zajął Lewis Hamilton z McLarena, a trzecie - sensacyjnie - Witalij Pietrow z Lotus Renault. Zastępujący w tym ostatnim zespole Roberta Kubicę Nick Heidfeld był 14.

Królem weekendu w Melbourne został Vettel (w sobotę zdobył swoje 16. pole position w karierze, a w niedzielę bez problemu odniósł 11. zwycięstwo), wielką satysfakcję po GP Australii musi odczuwać Hamilton (McLaren dopiero w ostatnich dniach odmienił formę samochodu), ale wielkim bohaterem inauguracyjnego wyścigu był też Pietrow.

Rosjanin, który w poprzednim sezonie sromotnie przegrał wewnętrzną rywalizację w zespole z Robertem Kubicą, startował z szóstej pozycji i już to było dla niego wystarczającym powodem do dumy. Na pierwszych metrach wyścigu Pietrow świetnie wykorzystał jednak walkę Jensona Buttona (McLaren) z Fernando Alonso (Ferrari) i szybko awansował na czwarte miejsce.

Alonso wystartował słabo, stracił kilka pozycji, ale zaczął je odrabiać i już na 20. kółku był za Pietrowem - nie tak blisko, jak w kończącym poprzedni sezon GP Abu Zabi, w którym Hiszpan naciskał na Rosjanina przez większość wyścigu, ale wyprzedzić go nie zdołał i stracił tytuł na rzecz Vettela. Nie, tym razem tak zaciekłej walki nie było. Pietrow miał dość spokojny wyścig.

Rosjanin wykorzystał fakt, że i Alonso, i długo jadący przed nim Mark Webber (Red Bull) zaplanowali więcej zmian opon. W połowie dystansu wyścigu Rosjanin pozbył się ogona w postaci Hiszpana, stracił też Australijczyka, który jadąc z przodu blokował mu strumień czystego powietrza pozwalającego jechać szybciej i zaczął osiągać bardzo dobre czasy.

W końcówce Alonso i Webber na świeżych oponach znacznie zmniejszyli straty do Rosjanina, lecz nie na tyle, by zagrozić mu odebraniem trzeciej pozycji. Na dodatek na jednym z ostatnich okrążeń Pietrow ustanowił swój rekord wyścigu - ostatecznie wyprzedził Alonso o 1,4 sekundy.

27-letni Pietrow, który rozpoczął swój drugi sezon w Formule 1, po raz pierwszy stanął na podium - dotychczas jego najlepszym wynikiem było piąte miejsce w zeszłorocznym wyścigu o GP Węgier.

Vettel, nie licząc krótkich okresów po zjazdach do alei serwisowej, prowadził od startu do mety, Hamilton tylko przed pierwszą zmianą opon zbliżył się do Niemca na mniej niż trzy sekundy. - To fantastyczny dzień dla Sebastiana i dla zespołu - cieszył się po wyścigu szef Red Bulla Christian Horner. - Dominował w sobotę, dominował dzisiaj - podkreślił wyczyn Vettela Horner.

Zadowoleni byli także przedstawiciele McLarena, bo druga pozycja Hamiltona - po fatalnych przedsezonowych testach, w których mclareny jeździły wolno i często się psuły - to wynik zaskakujący. Tym bardziej, że od połowy wyścigu Anglik jechał uszkodzonym samochodem, w którym był problem z podłogą ocierającą się momentami o asfalt.

Niezły rezultat mógł osiągnąć także drugi kierowca McLarena Button, ale Anglik na 11. okrążeniu nieprzepisowo wyprzedził Felipe Massę (Ferrari) ścinając zakręt i dostał karę przejazdu przez boksy. Kosztowało go to kilkanaście sekund i w efekcie Button zajął szóste miejsce za Webberem.

Siódmy był kolejny bohater wyścigu, 21-letni debiutant Sergio Perez z Saubera, który w niedzielę wystartował w Formule 1 po raz pierwszy w życiu. Źródłem sukcesu Meksykanina, wicemistrza świata GP2 z poprzedniego sezonu, była tylko jedna zmiana opon w wyścigu, co - z perspektywy testów, w których kierowcy często narzekali na szybko zużywające się opony Pirelli - było niebywałym osiągnięciem.

Największymi przegranymi inauguracyjnego Grand Prix byli Niemcy - Michael Schumacher i Nico Rosberg z Mercedesa, którzy w wyniku kolizji z, odpowiednio, Jaime Alguersuarim (Toro Rosso) i Rubensem Barrichello (Williams) nie dojechali do mety oraz zastępujący w Lotus Renault Kubicę Nick Heidfeld.

34-letni kierowca startował dopiero z 18. pozycji, wyścig skończył na 14. Awans to jednak efekt wycofania się Schumachera, Rosberga, Barrichello i Pastora Maldonado (Williams). Heidfeld przyjechał na metę ze stratą okrążenia do Vettela, za nim byli już tylko Jarno Trulli (Team Lotus) i debiutant Jerome D'Ambrosio (Virgin). Wyścig ukończyło 16 z 22 startujących kierowców.

Nowinki - opony Pirelli, ruchome tylne skrzydło oraz wracający KERS - nie przyniosły rewolucji na torze. Ogumienie nie zdzierało się tak szybko, jak zapowiadano (patrz przypadek Pereza!), ruchome tylne skrzydło, które pozwala na przyspieszenie atakującemu kierowcy, często nie wystarczało do wyprzedzenia na prostej start-meta, a KERS - traktowany powszechnie jako narzędzie defensywne - wręcz zapobiegał skutecznym atakom w tym fragmencie toru.

Kolejne w kalendarzu mistrzostw GP Malezji odbędzie się w dniach 8-10 kwietnia na torze Sepang pod Kuala Lumpur.

Źródło: Łukasz Cegliński/Sport.pl

ZOBACZ TAKŻE:

Rehabilitacja Kubicy przebiega wspaniale

Senna znów rozgrzewa serca

Ferrari - ogłoszenia

Więcej o: