Jak blondynka (nie) uciekła policji

Wszyscy wiemy, że są na świecie rzeczy niemożliwe - założenie kasku na lewą stronę, złapanie komara w rękawicach bokserskich czy dyskretna ucieczka z jadącego samochodu. Ale określenie ?wszyscy? nie odnosi się do panny Christine Stroh, która dokonała tego ostatniego wyczynu. Może niezbyt dyskretnie, ale skutecznie. Prawie

Wszystko działo się w Północnej Dakocie. Stanowi stróże prawa zauważyli zielonego Pontiaca Sunfire (dla zainteresowanych - rocznik 1998), który skręcił na skrzyżowaniu mimo czerwonego światła. Rzucając pączki na tylne siedzenie postanowili udać się w niespieszny pościg za piratem drogowym. Ucieczkę z prędkością ponad 60 km/h za skuteczną uznać nie można, choć wszystko rozgrywało się na bardzo śliskiej drodze. Policjanci wyszkoleni do tego typu sytuacji, postanowili nie prowokować niebezpiecznych sytuacji.

Jakież było ich zdziwienie, gdy po pokonaniu kolejnego zakrętu osoba kierująca autem po prostu z niego wyskoczyła i szorując tyłkiem po lodzie kontynuowała ucieczkę. Okazało się, że to kobieta. Po wyhamowaniu (ciągle na pośladkach) wpadła w krzaki. Poproszona o wyjście, zdecydowanie odmówiła, a następnie słysząc zbliżające się syreny zrzuciła szpilki i na bosaka usiłowała dalej wiać. Została szybko ujęta. Okazało się, że to panna Christine Stroh, lat 21, promili 1,77 w wydychanym powietrzu.

Aha, zapomnieliśmy o samochodzie, z którego uciekła Christine. Wjechał w zaspę i w niej utknął. W środku policja znalazła jeszcze dwie osoby - żywe, całe, ale mocno przerażone. Stwierdziły, że bały się o życie i błagały Christine, by się zatrzymała.

Konrad Bagiński

Wybierz filmowy pościg wszech czasów - ZOBACZ TUTAJ

Kierowco, odśnież auto!

Renault Avantime - ogłoszenia

Więcej o: