Igła! Lepszej okazji nie znajdziecie

Ile razy słyszeliśmy te słowa na giełdzie? Ile razy spotykaliśmy je w ogłoszeniach? Takim zapewnieniom lepiej nie wierzyć. Skończyły się samochody od "dziadka z Niemiec". Dzisiaj na kupujących auta z drugiej ręki czyha wiele niebezpieczeństw, a nieuwaga może drogo kosztować. Niestety, Polacy lubią być nabijani w butelkę

Używana Mazda 6 z pierwszych lat produkcji to łakomy kąsek. Nadal wygląda świeżo, ma dobrze zestrojone zawieszenie, a pozbawiony filtra cząstek stałych dwulitrowy turbodiesel (o mocy 121 lub 136 koni) jest dynamiczny i oszczędny. Pomijając rdzę, trudno wskazać jej słaby punkty - w końcu to legendarny "japończyk". Ile jest wart? Większość egzemplarzy kosztuje 24-28 tysięcy i ma przebiegi poniżej 200 tys. km, historię potwierdzoną książką serwisową i opinię "bezwypadkowych". Okazję można jednak trafić nawet za 22 tysiące . Tylko dlaczego auta z tego samego rocznika potrafią kosztować aż 40 tysięcy, na dodatek często mają wyższy przebieg i parkingowe otarcia?

Jeden z naszych Czytelników skusił się na taką Mazdę z 2003 roku. Auto przyjechało z Holandii, miało 130 tys. km udokumentowanego przebiegu i kosztowało 25 tysięcy złotych plus opłaty rejestracyjne. Zaledwie 10 tysięcy kilometrów temu poprzedni właściciel wymienił olej, filtry i rozrząd, co potwierdzają pieczątki holenderskiego ASO. To dodatkowo uspokoiło nabywcę, który na zakup auta wziął kredyt. Niestety, jego radość nie trwała zbyt długo. Po dwóch tygodniach jazdy silnik "szóstki" zaterkotał i zgasł. Diagnoza - pęknięta głowica, zgięty tłok, porysowany cylinder i połamane panewki. Koszt naprawy? Minimum 8 tys. zł. Takie awarie zdarzają się w autach, ze znacznie większymi przebiegami. Ciekawe więc, w jakim stanie jest sprzęgło, koło dwumasowe i turbina.

Pech czy efekt szemranej polityki komisu? Przecież awaria może zdarzyć się w każdym momencie. Zastanawia tylko fakt, że podobne Mazdy z potwierdzonym przez serwis przebiegiem kosztują w Niemczech minimum 7 tysięcy euro. Ile mógł kosztować ten felerny egzemplarz? Przecież zarobić na nim musiał jeszcze handlarz. Szacujemy 5-6 tysięcy euro, czyli tyle, ile podobne Mazdy z przebiegami grubo powyżej 200 tys. km lub do naprawy blacharskiej. Warto zastanowić się jeszcze nad jednym - po co ktoś kupił diesla, skoro przez 7 lat przejechał zaledwie 130 tys. km? Wyższa cena, wyższe koszty serwisowe (pasek rozrządu zamiast łańcucha), wyższe ryzyko awarii opłacają się dopiero przy rocznych przebiegach ok. 25-30 tys. km.

Co ma zrobić pechowy kupiec? Naprawiać czy spróbować zwrócić samochód? Na fakturze widniał dopisek: "Zapoznałem się ze stanem technicznym i nie wnoszę żadnych zastrzeżeń". Zgodnie z obowiązującym prawem, nie zwalnia to jednak sprzedawcy z odpowiedzialności, gdy samochód miał ukrytą wadę - można wtedy żądać zadośćuczynienia lub odstąpienia od umowy. Niestety, faktura wystawiona przez komis opiewa na... 18 tysięcy złotych. W momencie zakupu nabywca nie miał nic przeciwko zaniżeniu wartości auta. Komis przy okazji zaoszczędził na podatku, a teraz nie zamierza partycypować w kosztach naprawy. By wyjaśnić sprawę, pozostaje droga sądowa.

Po numerze rejestracyjnym (KLIKNIJ TUTAJ) można sprawdzić przebieg aut sprowadzonych ze Szwecji, odnotowany podczas ostatniego badania technicznego. Z tego powodu większość handlarzy ściągających auta stamtąd zasłania tablicę rejestracyjne. Nadal można jednak znaleźć ogłoszenia aut po korekcie licznika - zapraszamy do zabawy.

Oszustwa to chleb powszedni sprzedawców używanych samochodów, i to nie tylko w Polsce. Nietrudno trafić w sieci na aukcje internetowe, na których jeden użytkownik kupuje kilkanaście nowych, czystych książek serwisowych. Czyżby prowadził dzienniczki pokładowe floty w swojej firmie? Wystarczy zamówić pieczątkę, zrzucić książkę parę razy z biurka i wziąć do ręki kilka długopisów, i druga młodość auta gotowa. Gdy silnik niedomaga, zawsze można spróbować zalać go moto-doktorem i do pierwszej wymiany oleju będzie pracował bez zarzutu. Jeszcze tylko wizyta w salonie piękności i można czekać na naiwnego nabywcę. Wbrew pozorom, kupujący szybko przestają być podejrzliwi, widząc czysty silnik i lśniący lakier. Pół biedy, jeśli samochód został tylko poddany mechanicznej polerce. Często handlarzowi opłaca się polakierować całą karoserię. Co z tego, że niskiej jakości usługa po roku czy dwóch zamieni się w udrękę nowego właściciela?

Na rynku nie brakuje ofert "bezwypadkowych" egzemplarzy, które pod błyszczącym lakierem ukrywają mroczne wypadki z przeszłości. Najłatwiej spotkać je wśród aut sprowadzonych zza Oceanu, ze zderzakami bez świateł obrysowych od wersji europejskich czy polakierowanymi pod kolor nadwozia ramami szyb i szpachlowanymi rynienkami dachowymi. Wiele z nich miało szansę na prawidłową naprawę, ale handlarz musi zarobić i tnie koszty do minimum. Uważać trzeba również na ogłoszenia samochodów lekko uszkodzonych. W tym przypadku łatwiej zataić inne kosztowne usterki. Niewielu nabywcom przyjdzie do głowy, żeby obejrzeć dokładnie takie auto, a większość pomyśli: "Widocznie ktoś postanowił wymienić auto na nowe, nie kłopocząc się z naprawą".

W marcu 2009 sprzedałem Fiata Punto 1.1, 55 KM, rocznik 1998, przebieg 212 000 km (prawdziwy, auto kupione roczne z przebiegiem 88 000 km jako poflotowe), przedarty fotel kierowcy, ruda zjadła progi i podłogę pod fotelem pasażera, rozrząd wymieniony przeze mnie przy 160 000 km... Poszedł za 3000 zł. Za tydzień znalazłem jego ogłoszenie: "pierwszy właściciel, stan idealny, serwisowany, bezwypadkowy, rozrząd wymieniony przy 100 000 km, przebieg 135 000 km, cena 4 999 zł". Auto miało na zdjęciach założone nowe siedzisko, progi gładziutkie... Zniknęło po tygodniu, w końcu było "w idealnym stanie". - pisze internauta na forum motoryzacyjnym.

Obok ceny i wyglądu głównym bodźcem do zakupu używanego samochodu są w Polsce przebieg i rocznik. Niektórzy handlarze sprzedają samochody, które jeszcze nie zniknęły z zagranicznych serwisów ogłoszeniowych. Poza ceną oferty różnią się zazwyczaj o 100-200 tys. km przebiegiem. Mało kto uzmysławia sobie, że nabywca nowego auta umie liczyć i diesla kupuje celowo, a przez 15 lat statystycznie przejeżdża się więcej niż 150 tysięcy kilometrów. Pewien handlarz ze Śląska sprowadził dwa niemal identyczne egzemplarze BMW 530d. Jeden z nich z przebiegiem 280 tys. km pochodził od pierwszego właściciela, był serwisowany i bezwypadkowy. Drugi, z uszkodzonym przodem, został naprawiony na elementach od wersji po face-liftingu, otrzymał nowy lakier, a na koniec przebieg 180 tys. km zamiast oryginalnych 320 tys. km. Łatwo zgadnąć, który szybciej znalazł nabywcę. Podobne czary odprawił inny "sprytny" handlarz. Na warsztat wziął jednak Mazdę 6 SportKombi.

Ogłoszenia sprzedaży tego samego egzemplarza Mazdy 6 w Niemczech i w Polsce, już po korekcie licznika (kliknij, aby powiększyć)


Po drugiej stronie barykady są klienci. I zdaje się niestety, że Polacy lubią być nabijani w butelkę. Hasła "bezwypadkowy" i "z małym przebiegiem" działają na nas jak magnes, tymczasem epoka wychuchanych aut od niemieckich emerytów dobiega końca. Dzisiaj niezwykle trudno znaleźć takie cacko. Zresztą niewielu handlarzy kupuje auta bezpośrednio od właścicieli. Nie wierzycie? Wystarczy przejechać się do Niemiec i wejść do pierwszego lepszego komisu. Samochody w dobrym stanie cały czas trzymają cenę. Lepiej więc kupić taki, nieco droższy, niż zaoszczędzić na zakupie i zostać stałym klientem serwisu. Przykładowe ceny zadbanych egzemplarzy znaleźć można na stronach szwajcarskich autokomisów, np. tutaj.

Wiele mówi się o omijaniu okazji, ale gdy już się taką napotka, nagle gaśnie w głowie pomarańczowa lampka. Wolimy samochód "niebity" niż niegroźnie uszkodzony i z potwierdzoną historią napraw. Oto nasze wymarzone auto, piękne i lśniące, na dodatek w atrakcyjnej cenie. Żal nie kupić, przecież zaraz zdecyduje się na nie ktoś inny, a takie oferty trafiają się raz na sto. Ulegamy złudnym deklaracjom sprzedawców, ulegamy wreszcie własnej próżności. Ilekroć zdarza się wydać wszystkie oszczędności na nowszy samochód, zamiast zadowolić się starszym egzemplarzem i zarezerwować wolną gotówkę na pozakupowy przegląd? Co gorsza, klienci chętnie oszczędzają kilkaset złotych i nawet nie proponują handlarzowi kontrolnej wizyty w autoryzowanym serwisie. Niewielu sprawdzi numer VIN auta w sieci serwisowej, jeśli dany producent takową posiada, lub zadzwoni do zagranicznego serwisu i potwierdzi przebieg wpisany do książki podczas ostatniego przeglądu.

Nie wiem, co ludzi kusi w tych dieslach. 90% tematów o awariach dotyczy diesla, a nie benzyny. 2 litry zaoszczędzonego paliwa na 100 km, a później siada pompa, wtryski, turbo, filtr cząstek, dwumas i z portfela znikają tysiące złotych. W dodatku każdy podczas zakupu patrzy tylko na 10-15 najtańszych egzemplarzy danego modelu, aby tylko nie przepłacić. - kwituje inny forumowicz.

Jak zminimalizować ryzyko nietrafionego zakupu? Po pierwsze: należy wnikliwie sprawdzić stan techniczny auta, jego historię i dokumentację (więcej o zakupie używanego samochodu przeczytacie tutaj). Nie wolno wpisywać zaniżonej ceny auta na umowie czy fakturze, pamiętając jednak o odnotowaniu przebiegu. Warto zapłacić za przegląd przedsprzedażowy, nie poprzestając na deklaracjach sprzedawców piszących: "Możliwość sprawdzenia w dowolnym ASO" w nadziei, że samo wyznanie zadowoli klienta. Jeśli właściciel nie będzie miał nic do ukrycia, przekaże nam całą historię serwisowania auta udostępnioną przez serwis. Dostęp do niej mają m.in. Audi, BMW, Mazda, Mercedes, Toyota i Volkswagen. Nabywcy Citroënów, Fiatów i Hond mogą liczyć na sprawdzenie historii napraw gwarancyjnych, a kupujący Forda i Nissana uzyskają informacje tylko w ASO, w którym wcześniej serwisowano dany egzemplarz. Kłopot może pojawić się, gdy będziemy chcieli sprawdzić przebieg telefonicznie. Najczęściej serwisy udzielają informacji osobiście lub tylko właścicielom aut.

Informacje o historii serwisowej samochodu udzielane są jedynie właścicielowi auta - mówi Magdalena Węglewska, Dyrektor PR Mazda Motor Poland.

Najlepiej wreszcie poszukać samochodu z komisu dealerskiego i zlecić jego sprowadzenie zaufanemu sprzedawcy lub znaleźć egzemplarz używany kilka lat przez jednego właściciela. Czy takie samochody istnieją? Owszem, ale szansa, że kosztują poniżej ceny rynkowej, jest bliska zeru.

Nie wszyscy handlarze są źli, nie wszystkie samochody są powypadkowe i zajeżdżone, nie wszystkie ogłoszenia z atrakcyjnymi zdjęciami to ukryta pułapka. Warto zadać sobie jednak pytanie: czy mając samochód w dobrym stanie, kupiony w salonie i z małym przebiegiem, sprzedalibyśmy go za mniej niż wynosi cena rynkowa? No właśnie. Dlaczego zatem mieliby to robić inni?

Marcin Sobolewski

Auto za 10 tysięcy złotych - CO WYBRAĆ?

Auto za 5 tysięcy złotych - ZOBACZ TUTAJ

Samochody: Volkswagen Passat - ogłoszenia

Więcej o: