Samochody ładne inaczej

Wszyscy wiemy, że Pontiac Aztec to niezwykła szkarada. Podobnie zresztą jak SsangYong Musso czy Nissan S Cargo. Nie trzeba jednak sięgać daleko w przeszłość, by znaleźć auta o nazwijmy to - wątpliwej urodzie. Przykładów nie brakuje wśród ubiegłorocznych debiutów

Przy okazji każdej premiery, sztaby PR-owców łamią sobie głowy wymyślając peany na cześć niezmiennie pięknych i niepowtarzalnych sylwetek nowych modeli. Cóż, taka praca. Czasami jednak zdarza się, że to co złotouści specjaliści próbują nam wmówić, nie do końca pokrywa się z rzeczywistością. O gustach się nie dyskutuje. Co do tego pełna zgoda. Ale wystarczy spojrzeć na kilka ubiegłorocznych premier, by przekonać się, że piękno ma różne oblicza.

Czasami więc trzeba nazwać rzeczy po imieniu i powiedzieć wprost - te auta są zwyczajnie brzydkie. Oto nasz ranking (kolejność zupełnie przypadkowa).

BMW 5 GT


Jak coś ma być do wszystkiego, najczęściej jest do niczego. Niestety, w tę maksymę doskonale wpisuje się jeden z ostatnich modeli BMW - 5 GT. Już kiedy w sieci pojawił się pierwszy, rysunkowy film opisujący proces wymyślania nowej odmiany "piątki", można było przypuszczać, że auto będzie w najlepszym razie... osobliwe. Bo cóż może powstać, jeżeli połączy się auto sportowe, z wygodną salonką, rodzinnym kombi i limuzyną? Na pewno nic, co do tej pory kojarzyliśmy z literkami GT. Dla tych miłośników marki, którzy z ulgą patrzyli na odchodzącego Chrisa Bangla, premiera Gran Turismo była jak nóż wbity w plecy.

Peugeot 3008

Nie wiemy, czy francuski crossover zamierza bić rekordy sprzedaży, ale na ulicy sprawia wrażenie, jakby próbował ukryć się w tłumie innych aut. Wbrew temu, czego można by się spodziewać oglądając zdjęcia - samochód w ogóle nie rzuca się w oczy. To ciekawe, biorąc pod uwagę jego przysadziste kształty, przesadnie wielką (nawet jak na Peugeota) paszczę z mało gustowną, drucianą kratą, nienaturalnie wyrośnięty tylny zderzak czy "podkrążone" reflektory. I nawet dość zagadkowe, wykonane z tworzywa osłony pod zderzakami nie są w stanie ożywić 3008-ki. Jak dla nas brzydal.


Subaru Legacy


Z wielkim żalem muszę przyznać, że każda kolejna odsłona Legacy staje się coraz mniej pociągająca. W przeciwieństwie do czterech poprzednich generacji, nowa wydaję się przytłaczająco ociężała, a przesadnie wyciągnięte reflektory i nienaturalnie agresywny przedni zderzak sprawiają wrażenie, jakby auto cierpiało na kryzys wieku średniego. A przecież sportowego charakteru Legacy wcale dodawać nie trzeba. Gama dynamicznych bokserów i ceniony napęd na cztery koła obronią się i bez - sztucznie wyglądających - kosmetycznych poprawek.

Podczas europejskiej prezentacji auta, gospodarze przygotowali dla dziennikarzy małą ekspozycję, przedstawiającą wszystkie dotychczasowe generacje Legacy. Zaskakujące, jaką radość budził widok świetnie utrzymanego egzemplarza "turbodziadka" z początków lat 90. oraz smukłych przedstawicieli drugiej i trzeciej generacji modelu. Przy nich, nowe Legacy wyglądało... bezosobowo. Na szczęście, w przeciwieństwie do kontrowersyjnego wyglądu, autem wciąż jeździ się świetnie.

Porsche Panamera

Panamera była jedną z najbardziej oczekiwanych motoryzacyjnych premier ubiegłego roku. Głośno zapowiadane czterodrzwiowe coupe Porsche miało stać się przełomem nie tylko w gamie modelowej niemieckiego producenta, ale też w całej historii motoryzacji. Idealnym połączeniem auta sportowego z luksusową limuzyną. Być może to kwestia przesadnie rozbudzonych nadziei sprawiła, że kiedy w sieci pojawiły się pierwsze oficjalne zdjęcia auta, przez motoryzacyjny światek przebiegł jęk zawodu. I to nie tylko ze strony miłośników niemieckiej marki. Ci byli już niejako znieczuleni wprowadzeniem do sprzedaży modelu Cayenne wraz z jego wysokoprężnymi, oszczędnymi silnikami. Pierwsze testy i próbne przejażdżki potwierdziły na szczęście, że Panamera w pełni zasługuje na emblemat Porsche.

Wciąż jednak, samochód przypominający szykującą się do skoku wyrośniętą żabę nie pasuje do wizerunku firmy do niedawna kojarzonej niemal wyłącznie z kultowymi, sportowymi autami. To samo tyczy wspomnianego już Cayenne, które z finansowego punktu widzenia okazało się strzałem w dziesiątkę. Czy i w przypadku Panamery zadziała magia marki?

Mitsubishi Outlander

Jet Fighter pełną gębą! Chyba w związku z brakiem innych pomysłów, styliści japońskiej firmy postanowili przeszczepić charakterystyczny nos Lancera wszystkim oferowanych przez siebie autom. Nigdy nie byliśmy miłośnikami bezkrytycznego, stylistycznego ujednolicania. Zabieg przeprowadzony przez Mitsubishi jest jednak o tyle rażący, że równie zadziorny, sportowy dziób ma teraz zarówno 350-konny Lancer GT, Outlander z 2-litrowym dieslem i 75-konny Colt.

Zdajemy sobie sprawę, że operacja jaką przeszedł japoński SUV części obserwatorów przypadnie do gustu. Uprzedzamy tylko, że na oficjalnych zdjęciach producenta, auto wygląda znacznie lepiej niż na żywo. Outlander przed przeszczepem może i był mniej zadziorny, ale zdecydowanie bardziej proporcjonalny.


Aston Martin Lagonda Concept

Na szczęście to jedynie prototyp. Podczas swojej oficjalne prezentacji wywołał jednak większy niesmak, niż pierwsze zdjęcia Panamery. I trudno się dziwić. Styliści ekskluzywnej brytyjskiej marki, znani dotychczas z projektowania eleganckich sportowych bestii, stworzyli coś co przypomina hipopotama na kołach. Na całe szczęście szefostwo Aston Martina szybko zreflektowało się i zawiesiło zarówno plany zbudowania seryjnej wersji konceptu, jak i wskrzeszenia marki Lagodna. Jako główny powód wstrzymania projektu podano kryzys ekonomiczny oraz związaną z nim w zmianę priorytetów firmy. Oto doskonały przykład, że złe czasy miewają dobre strony.

Wiesmann GT


Zachwyty nad stylistycznym kunsztem tego auta zawsze mnie zastanawiały. Szczególnie patrząc na tylną część auta można odnieść wrażenie, że najważniejszym elementem pojazdu są jego pękate nadkola. Reszta jest, bo... być musi i tyle. Oprócz przesadnie rubensowskich kształtów, intrygujące są również światła. Trudno chyba znaleźć mniej efektowne rozwiązanie niż użycie kompletu dwunastu, identycznie wyglądających okrągłych kloszy, które niczym wysypka "zdobią" to sportowe przecież auto. Urody nie poprawiają też przerośnięte aluminiowe felgi o wzorze nijak nie pasującym do klasycznego - przynajmniej w zamyśle - nadwozia. Swoistą wisienką na tym niezbyt apetycznym torcie są drażniąco-rude wstawki, kontrastujące z białymi panelami nadwozia. Nawet pochodzące ze sportowych BMW wnętrzności nie byłyby w stanie przekonać nas do wydania setek tysięcy euro na to auto Wiesmanna.


Ford Fiesta Sedan


Miły dla oka, o dynamicznej sylwetce i co najważniejsze - proporcjonalny europejski hatchback, zmienił się w pokraczne auto o aparycji... parówki. A wszystko to z powodu amerykańskiego umiłowania do sedanów. Widok na siłę przedłużonego nadwozia, dodatkowo postawionego na malutkich kołach budzić może wyłącznie politowanie. Pocieszeniem może być jedynie fakt, że auto widoczne na zdjęciach raczej nie trafi do europejskich salonów.

Przypadek nowej Fiesty to nie pierwszy raz, kiedy żądza sedana szpeci naprawdę świetnie prezentującego się Forda. Podobnie było przecież z pierwszą generacją Focusa, który nagrodę Samochodu Roku otrzymał nie tylko za świetne zawieszenie.

Czekamy na Wasze propozycje motoryzacyjnych brzydali. Mamy nieodpartą ochotę zapolować na te stylistyczne potworki. Data produkcji czy prezentacji danego auta nie gra roli. Liczy się jedynie uroda.

Bartosz Sińczuk                                                                                Jesteśmy też na Facebooku i Blipie

ZOBACZ TAKŻE:

Kolejne rekordowo drogie Ferrari - ZOBACZ TUTAJ

Samochody: Ferrari - ogłoszenia

Więcej o: