Gazeta.pl > auto - samochody >  Motociekawe

Autohakerzy

fot. Policja

Dawniej złodziejowi samochodów wystarczył solidny wytrych. Dzisiaj korzysta z porządnego laptopa oraz bogatej wiedzy z zakresu elektroniki i informatyki

Kilka lat temu wśród Niemców krążyły niewybredne żarty o naszych złodziejach samochodów. Dzisiaj to my możemy mieć powody do satysfakcji. W zeszłym roku skradziono u nas ledwie 17,7 tys. aut, czyli blisko trzykrotnie mniej niż za Odrą i aż dziesięć razy mniej niż w porównywalnej pod względem liczby samochodów Hiszpanii. Mniej niż we Włoszech, Francji, a nawet w Szwecji. To najlepszy wynik od 1993 roku, kiedy skradziono 15,3 tys. pojazdów. W feralnym 1999 roku z polskich ulic zginęło ponad 71 tys. aut.

"Używki" lepsze od kradzionych
Ostry spadek złodziejskiej aktywności zbiegł się z wejściem Polski do Unii Europejskiej w maju 2004 roku. Otwarcie rynku dla używanych aut z Zachodu sprawiło, że kradzieże na części stały się po prostu nieopłacalne. Po co ryzykować, skoro starą Astrę "do rozbiórki" można kupić za 200 euro? W ciągu ostatnich pięciu lat do Polski sprowadzono ponad 4 mln aut używanych. Z ulic zniknęły do tej pory najchętniej kradzione Maluchy, Polonezy i duże Fiaty. Jeszcze w 2001 roku złodzieje połasili się na blisko 7,5 tys. Fiatów 126p, w ubiegłym - na niecałe 600.

Złodzieje bez granic
W czerwcu ubiegłego roku hiszpańska policja rozbiła 23-osobową szajkę złodziei, w której było 16 Polaków. Ich dziupla wyglądała jak specjalistyczne laboratorium. Mieli nie tylko urządzenia do zmieniania numerów nadwozia, matrycowania tablic rejestracyjnych oraz wyrabiania nowych dokumentów, ale również oprogramowanie producentów aut i urządzenia zagłuszające sygnały GPS i GSM, a także sprzęt do śledzenia pojazdów.

- Wyścig między producentami sprzętu zabezpieczającego a złodziejami wygląda mniej więcej tak, jak walka policji z piratami drogowymi. W tym drugim przypadku odpowiedzią na coraz nowsze fotoradary są CB-radia i antyradary. Analogicznie na coraz bardziej skomplikowane zabezpieczenia złodzieje wynajdują równie skomplikowane obejścia - tłumaczy Tomasz Gorząd, szef wrocławskiej firmy Certus specjalizującej się we wszelkich rodzajach zabezpieczeń samochodów. Przyznaje jednak, że choć doskonałej ochrony nie ma, to jednak można z minimalizować ryzyko kradzieży, a przede wszystkim odstraszyć złodzieja. Trzeba tylko wiedzieć jak.

Kto mieczem wojuje...
Złodzieje uczą się szybko, ale i nasza policja nie zostaje w tyle. Powołano specgrupy, których zadaniem jest walka z przestępczością samochodową. Dysponują drogim sprzętem, zdobywa ją informatorów w gangach, poznają metody złodziei.

- Przez kilka ostatnich lat doskonaliliśmy sposoby walki z plagą kradzieży i dzisiaj widać tego efekty - przyznaje kom. Marcin Szyndler z Komendy Stołecznej Policji.

Rezultatem jest nie tylko mniej kradzieży, ale i większa wykrywalność - w 2004 r. wynosiła 9,5 proc., w zeszłym przekroczyła 20 proc. Oznacza to, że co piąty skradziony wóz wraca do właściciela. Kolejne 20-30 proc. odnajduje się w postaci części znalezionych w złodziejskich dziuplach czy na giełdach. O reszcie ginie słuch. Kiedy funkcjonariusze zaczęli baczniej obserwować branżę, odkryli kilka zaskakujących prawidłowości. Okazało się np., że złodzieje po rozpracowaniu zabezpieczeń konkretnego auta (choćby Golfa czy Corolli) dzielili się wiedzą, a potem masowo kradli te właśnie modele. Policja zaczęła to wykorzystywać. Używa tzw. wabików, czyli podstawionych modeli, które akurat cieszą się największym wzięciem wśród złodziei.

Mikrozabezpieczenie
W ciągu ostatniej dekady techniki zabezpieczeń przeszły istną rewolucję. Zmieniła się nawet najpopularniejsza niegdyś metoda znakowania aut. Nie używa się już w tym celu piaskowej farby, lecz mikrocząsteczek o strukturze nici DNA, widzialnych w świetle specjalnych lamp. Do niedawna w ten sposób zabezpieczano jedynie cenne dzieła sztuki. Metoda Auto Dot polega na naniesieniu na różne części mikrocząsteczek z zapisanym w nich kodem. Mają średnicę 0,4 mm i nie można ich usunąć chemikaliami. Nie pomaga nawet przemalowanie auta - cząsteczki i tak przebijają się przez farbę. Takie oznakowanie auta kosztuje ok. 400 zł i objęte jest 20-letnią gwarancją. Pomaga jedynie w rozpoznaniu skradzionego wozu lub jego części. Auto Dot to raczej straszak na złodzieja (na szybach auta znajdują się naklejki informujące o oznakowaniu), ale samej kradzieży w żaden sposób nie utrudnia.

Alarm tak, ale nie fabryczny
Nabywcy nowych aut coraz częściej wybierają fabryczne alarmy, choć fachowcy - z kilku powodów - odradzają ich stosowanie. W tańszych modelach montuje się zwykle najprostsze urządzenia, w których po otworzeniu drzwi wytrychem czy wybiciu szyby włącza się klakson. Obejście takiej przeszkody nie stanowi dla fachowca żadnego problemu. Droższe modele wyposażone są w znacznie lepsze systemy alarmowe z oddzielnym zasilaniem, czujnikami ultradźwiękowymi i położenia. Niestety, i one ma ją wadę - we wszystkich egzemplarzach danego modelu (a nawet marki) instalacje alarmu poprowadzone są identycznie, a to znacznie ułatwia złodziejom ich rozpracowanie. Szczególnie duże znaczenie ma to w przypadku dużych koncernów, np. Volkswagena. Gdy złodziej rozgryzie Golfa, bez większego trudu może dobrać się do Škody, Seata czy Audi. Czyli do kilku milionów aut w całej Europie. Z tego powodu specjaliści zalecają zakładanie profesjonalnych instalacji alarmowych poza fabryką. Nowoczesne alarmy działają na zasadzie kodu dynamicznie zmiennego generującego około 8 mld kombinacji.

Nie ma możliwości, by złodziej nagrał taki sygnał. Ale może go unieszkodliwić "blockerem". Jak? Złodziej obserwuje nas i gdy wysiadamy z auta, blokuje sygnał pilota. Pojazd nie zamyka się, a alarm nie uzbraja. Jeżeli właściciel tego nie zauważy, to złodziejowi wystarczy już tylko kilkadziesiąt sekund, by odjechać samochodem. Z fabrycznym immobiliserem poradzi sobie, podłączając komputer do łącza diagnostycznego w aucie lub wycinając fabryczny immobiliser.
Zniechęcić przestępców może wówczas jakieś zabezpieczenie mechaniczne, np. blokada skrzyni biegów z popularnym bolcem. Istnieje jednak ryzyko, że w naszym aucie zmieniać biegi da się nie tylko "lewarkiem", lecz też ukrytymi cięgnami, o których istnieniu możemy nawet nie wiedzieć. Złodziej będzie o nich wiedział niemal na pewno.

Mateusz Trzmiel

Największe grzechy polskich kierowców - ZOBACZ TUTAJ

Samochody: Skoda Fabia - ogłoszenia

Dodaj swój komentarz:
Autor:
Login / Pseudonim: Hasło:
Komentuj pod pseudonimem jako Gość lub zaloguj się
| Załóż konto
Komentarz:

Szukaj w ogłoszeniach

autotrader.pl
2009, 69 400 PLN
2009, 91 000 PLN
2006, 51 900 PLN
2005, 185 000 PLN
2000
15 900 PLN
2001
18 000 PLN
2006
118 900 PLN
2006
149 000 PLN
1998
18 000 PLN
2007
130 000 PLN
1991
6 200 PLN
2002
109 000 PLN
1991
6 200 PLN
2000
28 490 PLN

Najczęściej czytane
Światowy Samochód Roku - Top 10

Światowy Samochód Roku - Top 10

WCOTY przedstawiła finałową dziesiątkę aut...

Volvo zmieni oznaczenia - nieznacznie

Volvo zmieni oznaczenia - nieznacznie

Obecne oznaczenia modeli Volvo pojawiły się w drugiej...

BMW, czyli dzieło sztuki

BMW, czyli dzieło sztuki

W 1975 Herve Poulain prosi swojego przyjaciela,...

Szwajcarski Focus RS WRC

Szwajcarski Focus RS WRC

W Szwajcarii Ford wprowadził do sprzedaży specjalnego...

Lustrzany blask DeLoreana

Lustrzany blask DeLoreana

Jaki efekt da wielogodzinne polerowanie nielakierowanej...

Akcja Toyoty - o co chodzi?

Akcja Toyoty - o co chodzi?

Już od kilku dni w świecie motoryzacji aż huczy....

Citroen DS3 od 57 800 zł

Citroen DS3 od 57 800 zł

W Wielkiej Brytanii luksusowy maluch Citroena jest...

Czy czytasz ogólne warunki ubezpieczenia OC przed podpisaniem polisy?

Tak
Nie
Po co?