Twoim samochodem po Europie

Pamiętacie wakacyjną zabawę "Samochodem po Europie" na Moto.pl? Wyłoniliśmy autorów najciekawszych opowieści i zdobywców motoryzacyjnych gadżetów

Zabawa "Samochodem po Europie" trwała przez całe wakacje na Moto.pl. Radziliśmy Wam, jak przygotować się do podróży i jakie miejsca warto odwiedzić. Czekaliśmy również na Wasze relacje z samochodowych podróży, zdjęcia i filmy. I choć po wakacyjnych wojażach i letniej aurze zostały tylko wspomnienia, dla autorów najciekawszych opowieści mamy coś na pocieszenie - gadżety motoryzacyjne ufundowane przez Mazdę.

Serdecznie dziękujemy wszystkim za nadesłane relacje i udział w zabawie. Redakacja wybrała sześć spośród nadesłanych prac. Ich autorzy to: Katarzyna Wertepna, Karol Śliwa, Marek Smaczewski, Elżbieta Świtulska, Maciej Loret i Marcin Kurnik. Dziś czas na pierwszą z opowieści, a w najbliższych dniach zaprezentujemy kolejne prace. Gratulujemy zwycięzcom!

Marcin Sobolewski

***

Czarnogóra - Jezioro Szkoderskie - Tam, gdzie kończą się mapy.

Tegoroczne wakacje postanowiliśmy spędzić w dość egzotycznym jeszcze jak na Europę kraju - Czarnogórze. Za cel naszego pobytu i bazę wypadową obraliśmy najbardziej krańcowo na S-E położoną miejscowość Ulcnij - usytuowaną tuż przy granicy z Albanią (tzw. top-tip: zaraz wjeżdżając do miasta po lewej znajduje się Tourist Info Omega - lepiej tam nie stawać, właściciel, bardzo miły, będzie chciał za wszelką cenę wynająć nam "okazyjnie" tanio (15 euro) swoje apartamenty. W rzeczywistości korzystając z oferty można okrutnie przepłacić, a 100 metrów dalej, koło drogi stoją naganiacze z fajnymi ofertami 7-10 euro za os./noc.

Dojazd nie stanowi specjalnego wyzwania. Kawałek za Splitem (Chorwacja) kończy się autostrada i trzeba pokonywać gęsto wijącą się  nad morzem drogę E65 (Jadrańską). Jedna z atrakcji Czarnogóry to współdzielone z Albania jezioro Szkoderskie i to właśnie tę trasę chciałbym przybliżyć.

Tytuł tego "sprawozdania" nie jest ani przypadkowy ani, jak się okazało już po powrocie, przesadzony. W istocie, ani mój całkiem przyzwoity atlas drogowy europy, ani użnawany przeze mnie za wzór serwis www.viamichelin.com, ani też wszechwiedzący Google Maps nie posiadają w swoich zbiorach dokładnych map trasy, którą obraliśmy. Nie byliśmy tego świadomi, gdyż (pomijając brak dostępu do internetu), od razu po przybyciu kupiliśmy dokładną mapę całego kraju i to na jej podstawie ruszyliśmy w drogę.

Wg danych, jakie udostępniły zasoby internetu trasa z Ulcinij do Virpazar (wzdłuż jeziora) ma około 76 km. Jej pokonanie powinno zabrać, bagatela, 15 godzin! W rzeczywistości sprawy nie mają się aż tak tragicznie. Dobrym autem i z doświadczonym kierowcą można rozwinąć momentami prędkość nawet 40 km/h, jednakże rozsądniej przyjąć średnią 25-30km/h, czyli trasa zajmie nam jakieś 3 godziny (w rzeczywistości więcej, bo widoki są takie, że co i rusz trzeba stawać na zdjęcia).

Skąd takie statystyki? No cóż, w teorii i na czarnogórskiej mapie ta trasa przebiega żółtymi drogami, co nawet w Polskich warunkach oznacza w miarę przyzwoitą (przynajmniej na szerokość) drogę. Tu okazało się być  inaczej i nie wiem, czym skończyłoby się obranie widocznego na mapie skrótu droga oznaczoną na biało! Otóż tamtejsza żółta droga ma szerokość od 180 do 220 cm, co jak łatwo policzyć starcza na z biedą jeden samochód. Sprawę ratują nieco dwie rzeczy. Po pierwsze droga prawie w całości jest pozbawiona dziur, po drugie wyznaczono, co jakiś czas, szersze lub węższe mijanki. Wyprzedzanie nie wchodzi w grę chyba, że zawalidroga ma sumienie i stanie w większej zatoczce. Po drugie, panuje na niej bardzo niewielki ruch.

Trasa biegnie cały czas w górach i wije się malowniczymi serpentynami (czy też może serpentyną, bo dwóch pasów nie ma zdaję się ni razu). Z jednej strony mamy skałę, z drugiej przepaść (ale z widokiem na jezioroJ). Generalnie jazda wymaga od kierowcy i auta niezłej gimnastyki, zwłaszcza jeśli nie planujemy poświecić na nią całego dnia jadąc jedynką 10 km/h. W tym miejscu muszę pochwalić moja Vectre GTS, której lekko obniżone i usztywnione zawieszenie sprawdziło się idealnie.

Między Ulcnij a Virprazar, miniemy szereg małych i jeszcze mniejszych miejscowości, które zadziwiają choćby tym, że ktoś tam jeszcze mieszka! Z większych, dla orientacji wymienię Ostros i Livari, nie oferują co prawda zbyt wiele atrakcji, ale to przecież nie one a największe na bałkanach jezioro Szkoderskie jest clue programu.

W ciągu trasy, tylko w jednym miejscu - na około 40-tym kilometrze, możemy dość swobodnie zjechać  do samego jeziora na plażę. Z tego względu warto pokonać odnogę, która z trasy głównej odbija w dół, mimo, że jest jeszcze węższa i do tego nie pozbawiona dziur. Na wytrwałych czeka plaża i kąpiel w krystalicznej wodzie, całkiem ładna restauracja, możliwość zwiedzenia 3 wysepek z ruinami monastyrów (niestety przyjemność podróży dziurawym kutrem wyceniona była na 30 euro więc nie skorzystaliśmy) oraz cała masa ptactwa tu zamieszkującego.

Na uwieńczenie maratonu górskiego polecam zatrzymać się na obiad w Virprazar. My wybraliśmy lokal położony nieco za ryneczkiem, w pobliżu torów kolejowych, ale za to z bardzo miłą obsługą - właściciel, starszy jegomość hoduje przeróżne zioła i obdarowuje gości wonnymi bukietami.

Jeśli chodzi o drogę powrotną, sugeruje wracać się. Po pierwsze nic nowego już nie zobaczymy, po drugie kilka godzin manewrowania i lawirowania w słońcu na pewno nie poprawia naszej koncentracji - po co ryzykować!

Opcje mamy dwie, można z Virprazaru skierować się od razu na miasto Bar (które mijamy po drodze do Ulcinj) lub jechać najpierw na Petrovac, a dopiero potem odbić na Bar. Opcja numer jeden jest krótsza, ale kręta. Zdecydowaliśmy się nadłożyć drogi, i wracać głównymi szlakami. Miasta na tej trasie są również warte zwiedzenia, ale to zostawiliśmy sobie już na następny wypad z Ulcinj.

Marcin Kurnik

10 najbardziej ekscytujących aut 2009 - ZOBACZ TUTAJ

Bezpieczna zima z Goodyear - KONKURS

Więcej o: