Od bryczki do bryki - ABT Sportsline

Słyszeliście o ABT? Jeśli nie, to macie spore zaległości. Jedna z najstarszych na świecie firm tuningowych zaczynała od rasowania bryczek. Dziś inżynierowie ABT nie zajmują się już zaprzęgami, ale Audi i Volkswagenami. 700-konne RS6, Golf 1.4 o mocy 210 KM to właśnie ich robota

Zacznijmy od początku. Johann Abt założył firmę w 1896 roku w Kempten - malowniczym miasteczku położonym u podnóża Alp. Już pierwszy jego wynalazek przyniósł mu spory rozgłos. Nie był skomplikowany, za to bardzo praktyczny. Tak przekonstruował wóz zaprzęgowy, że po odkręceniu dwóch śrub służył jako sanie.

Warsztat kowalski Abta, w którym zamiast opon wymieniano podkowy a moc można było liczyć co najwyżej w koniach pociągowych, rozszerzył swoją działalności o automobile dopiero w drugiej dekadzie XX wieku. Pomysłowego konstruktora jednak nowe technologie nie fascynowały do reszty. Umierając w 1933 roku wciąż mówił o sobie kowal, a nie mechanik. Inaczej jego synowie. Josef i Hans byli wykształconymi inżynierami samochodowymi. To oni w 1921 roku nawiązali współpracę z Horchem i Audi, markami które kilka lat później z DKW i Wandererem stworzyły Auto Union.

Pod koniec lat 20. warsztat samochodowy Abtów nazwany "Auto Abt" przerósł w końcu część, za którą odpowiedzialny był ojciec. Jak przystało na bardziej dochodową i bardziej znaną część rodzinnego biznesu musiała znaleźć nową, większą siedzibę. Samochodów do przeróbek było coraz więcej, a Josef i Hans mieli coraz odważniejsze pomysły. Rozwój zahamowała jednak wojna. Josef zginął na froncie, a firma popadła w ruinę. Mimo że Hans przeżył, to nie on postawił Auto Abt na nogi. Za warsztat samochodowy wzięła się Rosina Abt - wdowa po Josefie. Firma zajmowała się naprawami samochodów wojskowych oraz sprzedażą aut dostawczych. Na nic innego nie było wtedy popytu. Pracy było jednak tyle, że w warsztacie zaczął pomagać syn Rosiny i Josefa -  Johann. Po dwóch latach rozpoczął także starty w zawodach sportowych. Najpierw przez kilka lat ścigał się na motocyklach, później za kierownicą samochodu. Szybko zdobył ogromną popularność. To właśnie dzięki niemu do firmy zaczęli przychodzić ludzie prosząc o przerobienie auta, by było równie szybkie. W 1962 roku nie rezygnując z kariery sportowej, Johann Abt poszerzył działalność warsztatu o tuning. To wtedy po raz pierwszy wypowiedział słowa "z toru na zwykłą drogę" - motto firmy obowiązujące do dziś.

Johann wiedział, że tylko na torze będzie mógł zdobyć doświadczenie, potrzebne do ulepszania samochodów. Przez kolejne lata stał się jednym z najlepszych kierowców wyścigowych. Osiągnął takie umiejętności że auta, które przygotowywał przestały spełniać jego wymagania. Pod koniec lat 60. przekonywał Karla Abartha, włoskiego producenta aut wyścigowych, że nadaje się na kierowcę fabrycznego. Nie miał jednak wystarczającej ilości pieniędzy i Abarth odmówił. Cztery tygodnie później, obserwując wyczyny młodego kierowcy na torze zmienił decyzję. Postawił tylko jeden warunek: "Jeśli wygrasz wszystkie wyścigi, możesz jeździć za darmo". Johann nie mógł zmarnować takiej szansy - z 30 wyścigów w sezonie wygrał 29. Abarthowi to wystarczyło.

Po dwóch latach skończył współpracę z włoskim zespołem i po raz kolejny postanowił sam zająć się przygotowywaniem samochodów do sportu. W 1975 roku podjął kluczową dla dalszego rozwoju firmy decyzję. Zaczął oferować przeróbki do aut Audi i Volkswagena. Moment był idealny. Zaledwie rok później Niemcy ogarnął szał na cywilne, ale usportowione samochody. Sprawcą tego zamieszania był Golf GTI. Od tego czasu kompaktowe i mocne auta nie musiały być ani drogie, ani trudne w obsłudze. A na dodatek można je było jeszcze bardziej wzmocnić. Abt szybko przygotował odpowiednie pakiety, które choć tanie nie były, rozchodziły się jak świeże bułeczki.

Przypieczętowaniem działalności tuningowej był rok 1991. To właśnie wtedy powstała ABT Sportsline (czyta się po prostu "apt" - nie "abete"), której właścicielami zostali Johann i jego dwaj synowie Hans-Juergen i Christian. Pierwszy odpowiedzialny był za organizację pracy, drugi jako kierowca sportowy miał sprawdzać przeróbki w praktyce. Długo nie trzeba było czekać, by ABT Sportsline już jako fabryczny tuner aut Grupy Volkswagena zyskał uznanie zarówno wśród firm tuningowych jak i klientów.

Dziś firma ma ponad 70 przedstawicielstw na całym świecie. Od Ameryki przez kraje Zatoki Perskiej po Daleki Wschód i Australię. Niedawno oficjalne przedstawicielstwo zaczęło działać także w Polsce - jest nim Pachura Motorsport, firma należąca do młodego kierowcy wyścigowego, Patryka Pachury. Pakiety ABT nie są tanie, ale warte swej ceny. Za dodatkowe 50 KM w Golfie 1,4 TSI 160 trzeba zapłacić 1490 euro, czyli ponad 6000 zł. W cenę wliczone są jednak lata doświadczeń i... ograniczony apetyt na paliwo. Mimo przyrostu mocy i momentu obrotowego, po przeróbce auta nie emitują do atmosfery ani grama więcej CO2 niż wersje seryjne. W Polsce choć o ekologii mało kto jeszcze myśli, ważniejszy będzie pewnie fakt, że zużycie paliwa stuningowanego auta pozostaje na fabrycznym poziomie.

Co ciekawe, w Niemczech tuning w ABT Sportsline nie unieważnia gwarancji producenta. W Polsce i innych oddziałach firmy niestety jest inaczej. Przeróbka choć wykonana przez mechaników Abt, oznacza utratę fabrycznej gwarancji.

Mieliśmy okazję jeździć trzema samochodami "by Abt". Pierwszy to Golf VI z silnikiem 1,4 TSI. Dzięki tuningowi zyskał lepsze przyspieszenie niż wersja GTI. Drugi to Audi S5 R, czyli przepiękne S5 wzmocnione z 354 do 510 KM. Na deser zostawiliśmy sobie również Audi. Tym razem to jednak RS6 Avant, które niczym za dotknięciem czarującej różdżki zyskało dodatkowe 120 KM i 150 Nm. Luksusowe kombi o mocy 700 KM i 800 Nm momentu obrotowego potrafi wykrzesać z człowieka ostatnie pokłady adrenaliny. Czy trzeba dodawać coś więcej?  Już niedługo opiszemy wrażenia z jazdy.

Historia ABT Sportsline w pigułce

 

Jan Kopacz

Więcej o: