Mnóstwo mocy i 8,5 sek do setki

Pewien Amerykanin od dziecka marzył, by stworzyć samochód napędzany silnikiem odrzutowym. W wieku 55 lat w końcu dopiął swego - do Forda F-150 przymocował napęd czechosłowackiego samolotu z połowy lat pięćdziesiątych

Pierwsza rzecz jaka przychodzi na myśl, gdy słyszy się o samochodzie z silnikiem odrzutowym, to przyspieszenie. Że będzie niesamowite, że ruszające auto zniknie za linią horyzontu po kilku, najwyżej kilkunastu sekundach. Przecież w samolotach z takim napędem przyspieszenie wciska w fotel tak, że trudno przez kilka chwil oderwać głowę od zagłówka.

Gdy znaleźliśmy w sieci artykuł o Chrisie Lentzu, który dumnie pręży się do zdjęć przy swoim Fordzie F-150, byliśmy pewni, że rzeczywiście ma powód do dumy. Że zbudował auto, które pokonałoby w sprincie niejedno Ferrari, Lamborghini czy Porsche. Albo chociaż, by nie pozwoliło im zbyt szybko uciec. Bo chyba nie chodziło o to, by po prostu zbudować pickupa z za dużym silnikiem, ale by zamontowanie tego silnika miało jakikolwiek sens.

A jednak. Okazało się, że owszem, Ford F-150 przyspiesza do 100 km/h sporo szybciej niż wersja seryjna, ale wciąż jest to aż 8,5 sekundy. Nie mówiąc już o 30 sekundach, które trzeba odczekać, zanim ta ciekawa hybryda w ogóle ruszy...

 
Jan Kopacz
 
Pickupem w ścianę? Lepiej nie... - ZOBACZ TUTAJ

 

Więcej o: