Autostrada przez mękę

Nie dość, że powstają w żółwim tempie, to jak już są gotowe, trzeba je natychmiast naprawiać. Nie mamy szczęścia do autostrad. Kolejny odcinek, który miał być gotowy na Euro 2012 ma pecha. Tym razem prokuratora sprawdzi z czego wybudowano nasypy autostrady A4. Gdzie jeszcze drogowcy zafundowali nam fuszerkę?

Doniesienie do prokuratury złożył wiceminister infrastruktury Radosław Stępień i poseł Andrzej Adamczyk z PiS. Ich zdaniem zamiast drogich kruszyw do budowy wykorzystano glinę, iły, a nawet brył lodu. Obydwa zawiadomienia trafiły do szefa Prokuratury Rejonowej w Ropczycach. Ta, po wstępnej analizie materiałów nie wyobraża sobie, by nie wszcząć śledztwa w tej sprawie.

Poseł Andrzej Adamczyk z PiS,  członek sejmowej komisji infrastruktury, jako pierwszy dowiedział się o nieprawidłowościach przy budowie autostrady A4. Poinformował o tym posłów podczas wystąpienia w sejmie, a także opinię publiczną na konferencji prasowej. Dopiero teraz jednak złożył doniesienie do prokuratury.

Jak tłumaczył na konferencji poseł Adamczyk wizytę w biurze poselskim złożył mu pewnego dnia przedsiębiorca Jacek Szewczyk, podwykonawca na tej budowie. - Prosił o interwencję, bo nie zapłacono mu za wypożyczenie ciężkiego sprzętu budowlanego. Odpowiedziałem, że to sprawa, którą można rozwiązać jedynie w sądzie cywilnym. Podczas spotkania opowiedział mi o swoich podejrzeniach dotyczących materiałów, z których budowane są nasypy oraz podkłady na autostradzie - opowiadał poseł. Ze słów biznesmena wynikało, że podwykonawcy do budowy nasypów (m.in. pod wiadukty) zamiast kruszywa stosują masowo glinę i słabej jakości iły. Zimą miały być również wykorzystywane bryły lodu. Poseł zdecydował się wybrać na plac budowy. - Po rekonesansie tylko utwierdziłem się w podejrzeniach. Tam wszechobecna była glina. Według mnie stwarza to zagrożenie, że wkrótce po otwarciu autostrady trzeba ją będzie remontować, ponieważ się rozpłynie - uważa poseł.

Zdaniem Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad wszystkie normy przy budowie A4 zostały zachowane. Dziennikarze programu „Czarno na białym” (TVN 24) dotarli jednak do dokumentów, w których co prawda glina o konkretnych parametrach jest dopuszczona do budowy autostrady, także w okolicach Robczyc, ale o iłach, a tym bardziej bryłach lodu, mowy jednak nie ma. Teraz sprawę zbada prokuratury.

To nie pierwsza autostradowa afera, w której do budowy wykorzystywano materiały inne niż w specyfikacji. W 2006 roku, jak pisała „Gazeta Wyborcza”, Wojewódzki Inspektor Nadzoru Budowlanego Zbigniew Maciejewski po kontroli stwierdził, że papa położona na kilkudziesięciu wiaduktach łódzkiego odcinka autostrady A2 nie spełnia norm. Maciejewski przekazał sprawę łódzkiemu oddziałowi Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Na jej zlecenie papę zbadał ponownie Instytut Badawczy Dróg i Mostów w Warszawie. Eksperci potwierdzili poprzednie badania - na A2 położono wadliwy materiał. Papa nie spełnia norm: jest za cienka i za mało giętka (pęka już w temperaturze 0-5 st. Celsjusza, a powinna wytrzymać -25 st.). Jest gorsza niż ta zatwierdzona w dokumentach budowlanych.

Po ujawnieniu wyników kontroli Maciejewski został jednak odwołany z funkcji inspektora decyzją wojewody łódzkiego. Jak tłumaczył „Gazecie” Sławomir Przybyłowicz, rzecznik wojewody oficjalnym powodem odwołania były nieprawidłowości przy powoływaniu powiatowych inspektorów nadzoru budowlanego i wysokie koszty działania urzędu. Całą sprawę krótko kwitował wtedy Andrzej Maciejewski, rzecznik GDDKiA. - Chociaż na A2 położono inną papę niż zamówiona, nie będzie miało to wpływu na trwałość nawierzchni - tłumaczył.

Prokuratura bada także jak były budowane dwa inne odcinki autostrad. Wątpliwości budzi jakość materiału użytego do budowy największego węzła autostradowego w Europie, w Sośnicy (skrzyżowanie A1 i A4). Śledczy czekają na ekspertyzy, czy użyto tam odpadów stanowiących zagrożenie dla środowiska i czy węzeł wytrzyma ruch samochodowy.

Inne podejrzenia od 2010 roku badają policjanci z Centralnego Biura śledczego na budowie A1. Drogowy w dzień utwardzali drogę drogim dolomitem, a w nocy kradli go i nawozili suchą ziemię. Na kradzieży cennego budulca mogli zarobić nawet 1 mln zł. Wykopany dolomit był bowiem sprzedawany po kilka razy i znowu przewożony na budowę. Za każdym razem firma zajmująca się nawożeniem kruszywa przedstawiała dokumenty zakupu nowego ładunku. Budowa została wstrzymana, dzięki zasadzce policjanci z CBŚ zatrzymali 8 osób. Sąd zdecydował się przychylić do wniosku prokuratury o aresztowanie na trzy miesiące czterech spośród ośmiu zatrzymanych w tej sprawie osób. Usłyszeli oni zarzuty kradzieży mienia znacznej wartości, za co może grozić do 10 lat więzienia.

Juliusz Szalek, Źródło: „Dziennik Gazeta Prawna”, „Czarno na Białym” TVN 24, „GW”

ZOBACZ TAKŻE:

Połowa autostrad na Euro nie powstanie

Najbardziej zakorkowane miasta Europy

Samochody - ogłoszenia

Więcej o: