Zostawcie samochody w garażach!


Dzisiaj dzień bez samochodu. Wsiadajcie na rowery, skutery, do autobusów, metra, tramwajów. Idźcie pieszo! Dajcie odetchnąć naszej planecie. Bardziej zagorzałego zwolennika tego "święta" jak ja nie znajdziecie. Będę namawiał i agitował ile sił. Po co?

 

 

To proste, by na ulicach było mniej samochodów. Wtedy szybciej przejadę przez centrum i może uda mi się załatwić kilka spraw na mieście. Choć dziś Europejski Dzień Bez Samochodu w drodze do pracy stałem w największych korkach od czasu rozpoczęcia roku szkolnego. Rowerzystę widziałem... jednego. Twardziel, bo pogoda raczej jesienna. Czy to nie stawia pod znakiem zapytania sens organizowania takich "świąt"? Zresztą, czy się to komuś podoba czy nie, w całym roku jest ich kilka. Dzisiejszy, chyba najważniejszy bo obchodzony w ramach Europejskiego Tygodnia Zrównoważonego Transportu. Pozostałe wypadają 6 czerwca i 15 maja. To może by się zdecydować na jeden?

Ulegliśmy walentynkom to i ulegniemy podobnym pomysłom jak Dzień Bez Samochodu. Jak wynika z badań warszawskiego ZTM inicjatywa cieszy się coraz większym zainteresowaniem. W 2008 roku z wolnego przejazdu skorzystało 70 kierowców (tyle dowodów tego dnia sprawdzili kontrolerzy biletów ZTM). W 2009 roku było ich już 275. W roku ubiegłym liczba kierowców, którzy zdecydowali się na pozostawienie swoich ukochanych czterech kółek w garażach doszła prawie do 500. Jak można przeczytać na stronach ZTM "Dzięki temu, choć uprzykrzające życie korki nie zniknęły z ulic, było na nich o ok. 500 samochodów mniej. To najlepszy argument za tym, że takie działania są jak najbardziej potrzebne. Liczymy, że w tym roku wynik będzie jeszcze lepszy". Również trzymam kciuki i po raz kolejny namawiam. Może z ulic zniknie w tym roku 700 samochodów?

Zapraszamy do udziału w naszym sondażu? Czym poruszałeś się podczas Dnia Bez Samochodu?

Jeśli już kierowcy decydują się na pozostawienie auta w domu, to przypuszczam nie z powodu "święta", ale z powodu zamykanych kolejnych dużych skrzyżowań. w mieście. Stoi już centrum, niebawem stanie Praga przy dworcu Wileńskim. Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz pod hasłem "by żyło się wygodniej" wycina następne ruchliwe, newralgiczne dla miasta punkty. I to nie na miesiąc czy pół roku. Przynajmniej na dwa lata.

Stojąc w korku zadałem sobie pytanie, czy i kiedy byłbym w stanie zrezygnować z samochodu na rzecz komunikacji miejskiej? Może chodzi o komfort i punktualność? Niedawno wróciłem z salonu samochodowego we Frankfurcie. Po mieście jeździłem, a jakże, tramwajem. Czy wiedzieliście, że przystanki mogą być zadbane i zadaszone? A tramwaje mogą jeździć po cichu, bez szarpania i bujania? O czystości i punktualności przez grzeczność nie wspomnę? Aż chciało się wsiadać do niego ponownie.

Zachętą do pozostawienia aut w domach jest darmowy przejazd komunikacją. Ogłosiły to Zarządy Komunikacji miejskich. Wystarczy jednak wczytać się w regulamin "promocji", by przekonać, że samochód musi być zarejestrowany na osobę, która z niej korzysta. Odpadają więc kierowcy aut służbowych (jakieś 40 proc. całego ruchu w dużych miastach) i ci, którzy auto kupili na kredyt lub leasing (kolejne 20 proc.). Z darmowego przejazdy, przynajmniej w Warszawie, może więc skorzystać mniej niż połowa kierowców. Na pocieszenie zostaje rower. Własny lub wypożyczony. Dzisiaj za darmo. Jakoś tylko do wypożyczalni trzeba dojechać. A i tak nie ma gwarancji, że rower się znajdzie.

Zamiast zawracać sobie głowę Dniem Bez Samochodu z kalendarza dziwnych świąt wybieram 27 września. To Światowy Dzień Turystyki. Liczę na darmowy bilet LOT-u. Może być do Frankfurtu. A jak nie to zostaje 8 stycznia. Międzynarodowy Dzień Sprzątania biurka. Przynajmniej zrobię porządek.

Juliusz Szalek

ZOBACZ TAKŻE:

Koniec hybrydowego BMW X6

Rowery - jak je bezpiecznie przewozić

BMW X6 - ogłoszenia

Czym poruszasz się podczas Dnia Bez Samochodu?
Więcej o: