Gazeta.pl > Moto >  Motociekawe

Zawód? Kierowca TIR-a

baggins
09.08.2011 18:35
A A A Drukuj
Zawód? Kierowca TIR-a

Zawód? Kierowca TIR-a (fot. Scania)

Po trosze specjalista prawa pracy, strongman, logistyk, smakosz bez zamiłowania do przesadnej higieny. Na koniec miłośnik dalekich podróży no i samotnik - to portret kierowcy idealnego. Kierowcy ciężarówki rzecz jasna, który za kółkiem spędza nie godziny, a tygodnie. Czy łatwo nim zostać?

- Sami się śmiejemy, że to jak życie psa. Śpisz w budzie, jesz z miski, sikasz na koło. A do domu trafiasz z pańskiej łaski raz na kilka tygodni - z uśmiechem mówi Andrzej, 55 lat. Niedawno skończył z wyjazdami na trasy, chce zająć się szkoleniem młodych kierowców. A chętnych nie brakuje. Co ich przyciąga?

- W starych amerykańskich filmach kierowca ciężarówki jest jak kowboj, jeździ sobie po Stanach w tę i wewtę, gada z innymi na radyjku. Taki niby wolny, niezależny. Z jednej strony gówno prawda, bo robi co mu każą, ale z drugiej coś w tym jest. Nikogo nie obchodzi co robisz, byleś był na czas - mówi Paweł, trochę po czterdziestce, pół życia za kółkiem.

Zadanie kierowcy teoretycznie nie jest skomplikowane: wsiąść w samochód, podjechać pod jeden magazyn, dać się załadować, przewieźć w drugie miejsce, dać się rozładować. Diabeł jednak tkwi w szczegółach.

Ciężarówka to dość samotne miejsce pracy, ale warto lubić ludzi. Sympatyczny kierowca szybko dogada się z innymi, uzyska pomoc i będzie miał z kim po ludzku pogadać na postoju. Jednak przez kilka godzin jazdy innych ludzi słyszy tylko w na CB, może im ewentualnie pomachać.

- Trzeba być odpornym psychicznie, żeby to znieść. Niektórzy gadają na CB jak nakręceni, bo im się nudzi. Inni biorą ludzi na stopa, żeby mieć uszy do słuchania. Ale większość chłopaków nie ma z tym problemów, co innego w domu. Na początku parę razy wziąłem żonę w trasę, bo myślała że jak wyjeżdżam to w każdej wolnej chwili wóda i tirówki. Wynudziła się jak mops i przestała wydziwiać - śmieje się Grzesiek, 25-latek spod Warszawy.

Prawda jest też taka, że rynek szybko odsiewa imprezowiczów czy ludzi, którzy robią głupoty ze zwykłej nudy. Kto ma ochotę powierzyć wartą kilkaset tysięcy złotych ciężarówkę i naczepę z towarem klienta nieodpowiedzialnemu kierowcy? Takich odważnych jest mało.

13.01.2011 LODZ ,  AKCJA POLICJI KONTROLA TRZEZWOSCI KIEROWCOW NA AL UNNI LUBELSKIEJ NOWOTESTOWANYM URZADZENIEM NAJNOWSZEJ GENERACJI ALKOBLOW  FOT. TOMASZ STANCZAK / AGENCJA GAZETA  SLOWA KLUCZOWE:  POLICJA TRZEZWOSC KIEROWCAPrzepisy ruchu drogowego | Przez czekoladki z rumem nie stracisz już prawa jazdy

Psychika to jedno, ciało to druga sprawa. Popsute kolana, wielki brzuch, krzywy kręgosłup, zaburzenia trawienne to najczęstsze efekty pracy za kółkiem. - Warto zwrócić na to uwagę, poćwiczyć trochę na postoju, dobrze się odżywiać - przypomina Andrzej. Jedzenie w trasie to ważny temat. Wielu kierowców zabiera sporo jedzenia z domu. Ma to jednak swoje wady. Grzesiek mówi: - Jak nie masz samochodowej lodówki, jedzenie szybko się psuje. A nawet jak masz to ile możesz ze sobą taszczyć?

W ciągu pierwszych lat pracy każdy kierowca uczy się gdzie można nieźle zjeść. Tanio, smacznie, czysto - trochę po domowemu. Kierowcom można ufać - tam, gdzie stoi kilka ciężarówek na ogół da się nieźle pojeść. Niestety, czasami jest za tłusto. - Ile schabowych, kebabów czy flaków można wrąbać w ciągu tygodnia? Czasem trzeba znaleźć normalny sklep, wziąć warzyw i owoców, inaczej rośnie brzuch a żołądek zaczyna się buntować - narzeka Grzesiek.

Samochodowa lodówka to nie jedyny sprzęt w jaki warto zainwestować. - Mam elektryczny termos na kawę, laptopa z bezprzewodowym internetem, niedużą lodówkę na napoje i kanapki, koledzy wożą czasem turystyczne kuchenki na gaz albo telewizorki. W sumie muszę być przygotowany na to, żeby przeżyć tydzień czy dwa samodzielnie - mówi mi Paweł. Fakt, wyjazd do pracy nie obejmuje zakwaterowania i posiłków w hotelu. Kierowca w kabinie i pracuje, i wypoczywa, i śpi. Czasem, kiedy masz już dosyć budki nad kierownicą, możesz przespać się w jakimś tanim motelu, w normalnym łóżku. Gorzej z higieną. - Czasem śmierdzę jak cap, ale co robić. Na niewielu parkingach można wziąć prysznic a jak już jest to kosztuje. No i z jego czystością tez jest różnie - mówi Władek, na karku 60 lat. - Szkoda zachodu i ciężko zarobionego grosza, idzie się przyzwyczaić.

Zaplecze sanitarne faktycznie w Polsce jest rzadkością. Na ogół da się umyć zęby i tyle. Dużo lepiej jest na europejskich trasach - tam więcej stacji ma niezłe, czyste prysznice. Są też droższe, ale łatwiej wysupłać kilka euro, gdy zarabia się lepiej. Ot, namiastka luksusu.

Widok na horyzont

- Znałem kilku chłopaków, którzy myśleli, że za kierownicą zwiedzą kawał świata. Szybko się zawiedli - śmieje się Andrzej. - Zobaczyć możesz faktycznie sporo, ale z innej perspektywy. Nie masz czasu na zabytki czy podziwianie architektury. Ale widzisz świt, zachód słońca, miasto budzące się do życia - to też jest fajne.

Nie licz więc na to, że jeżdżąc ciężarówką będziesz mógł się pochwalić, że zwiedziłeś kawał świata. Jak już to drogi, choć czasem coś może się udać: - Kilka razy udało mi się wyskoczyć do miasta, chociaż trochę zobaczyć. Ale to trudne - musisz wiedzieć, że samochód jest bezpieczny no i jakoś tam dotrzeć z parkingu pod miastem. Trzeba poświęcić kilka złotych na taryfę, bo na komunikację miejską czasu nie ma. No i jeszcze musisz wrócić tak, żeby zdążyć się wyspać.

Z tym akurat większość doświadczonych kierowców nie ma problemu. Młodym trudniej. Grzesiek: - Ciężko przyzwyczaić się do tego, że wszystko robisz na komendę. Idziesz spać w południe, wstajesz np. o drugiej w nocy i wio. A jesz zawsze jak staniesz, bo później nie będzie jak. Potem rodzina się dziwi, że zasypiasz przy obiedzie. Ale jak tak miałem przez ostatnie 10 dni to nic nie poradzę.

Wyrozumiała żona to dla wielu kierowców zbawienie. Czują, że mają do czego wracać, że ktoś na nich czeka. Dzwoni, martwi się, pociesza, cieszy się jak wrócisz. I ufa. Jeden z kierowców mówi - Ja jej nie pytam co robi, jak jestem w trasie. Ona mnie też. Mnie akurat nie ciągnie do przygód z dziewczętami, no wiesz jakimi, serio. Ale nie wiem czy ona mi wierzy. W końcu na każdym większym parkingu sporo się ich kręci, bynajmniej nie w towarzyskich zamiarach, jakoś zarabiają. I z jakiegoś powodu ktoś je nazwał tirówkami! (śmieje się)

Odpowiedzialność

Kierowca jest odpowiedzialny za to, co wiezie - od załadunku do rozładunku. Musi nadzorować "pakowanie", by ciężar był równo rozłożony. Nie może dopuścić do tego by np. lewa strona paki bądź naczepy była załadowana sokami a druga pierzem. Musi czasem zwrócić uwagę na kolejność załadunku, jeśli jedną część towaru wiezie w jedno miejsce a drugą w inne. Musi też zabezpieczyć ładunek, by nie uległ uszkodzeniu lub się nie przesuwał, co w praktyce sprowadza się do spięcia palet pasami. Sporadycznie pomaga też w "pakowaniu" auta - w zasadzie nie jest to jego obowiązkiem, ale albo wypada, albo ma ochotę się trochę rozruszać, może mu też bardzo zależeć na czasie. Nieco łatwiej mają kierowcy wywrotek bądź cystern, odpada im przypinanie palet. Po załadunku i zabezpieczeniu towaru, oraz oczywiście sprawdzeniu czy wszystko zgadza się z listem przewozowym, może ruszać w trasę. Od tego momentu jest odpowiedzialny za ładunek. Wyjątek jest chyba tylko jeden - zdarzają się towary, których kierowca nie ogląda, a nawet podróżują zapieczętowane. Wtedy za prawidłowy załadunek odpowiada zleceniodawca. Po dotarciu do celu kierowca nadzoruje wyładunek oraz oddaje list przewozowy. Voila, załatwione.

Kwestia odpowiedzialności pojawia się jednak dopiero gdy coś z załadunkiem nie gra. Albo jeśli towar jest niezgodny z listem przewozowym zniszczeniu. Za szkody, które wynikną z rażącego zaniedbania odpowiada kierowca, za pozostałe odpowiada ubezpieczyciel. W praktyce wygląda to tak, że jeśli auto będzie miało wypadek z winy kierowcy, odszkodowanie ściągane jest z jego osobistej polisy (jeśli taka jest).

Problemy

Co zrobić, gdy się pojawią? Pęknięta opona, długa kontrola krokodylków (Inspekcji Transportu Drogowego), korek, wypadek, awaria... Od razu dzwonisz do dyspozytora lub szefa. Nawet jeśli nic nie poradzą, powinni o wszystkim wiedzieć, by np. skierować inną ciężarówkę po towar bądź uprzedzić odbiorcę o spóźnieniu.

Reasumując - faktycznie musisz znać się na prawie pracy, wiedzieć co Ci wolno i jaka dokładnie jest odpowiedzialność, bawić się w mechanika i pamiętać o wielu szczegółach. Są to jednak sprawy do ogarnięcia, podobnie jak trasy, którymi będziesz się poruszać. Musisz wiedzieć, że trzeba jeździć możliwie jak najkrótszą drogą, uważać na zużycie paliwa i pilnować godzin pracy.

Pracy, którą zdobyć teoretycznie łatwo. Wśród ogłoszeń aż roi się od poszukiwaczy kierowców na polskie i zagraniczne trasy. Jeśli uwielbiasz jeździć i chcesz zarabiać na życie za fajerą ciężarówki, rób dwie rzeczy naraz. Pierwsza to poszukiwanie pracodawcy. Znajdź kierowców ze swojej okolicy, popytaj znajomych, rodzinę. Na pewno trafisz na kogoś, kto jeździ. Wypytaj go o dobre firmy transportowe, w których warto pracować. Dlaczego to takie ważne? Bo na rynku jest wiele firm, które wykorzystują kierowców, wymuszają łamanie przepisów. Niskie stawki, kary za zbyt duże zużycie paliwa, za przekroczenie limitu na komórce, zaleganie z wypłatami, zmuszanie do oszukiwania na tachografie - to wszystko niestety się zdarza. Zorientuj się, czy na Twoim rynku jest zapotrzebowanie na kierowców. Popyt na pracę bywa różny, możesz się dowiedzieć, że w najbliższym czasie nie masz szans bo wolnych kierowców jest na pęczki, ale może też być tak, że brakuje rąk do pracy i przyjmą Cię z otwartymi ramionami. Dowiedz się jakie są warunki pracy, jakie obowiązują stawki i na jakich trasach jeździ dany spedytor. I jakie musisz - oprócz papierów - zdobyć doświadczenie. Jeśli masz już prawo jazdy kategorii B, możesz od razu dostać pracę na dostawczaku (lub jej poszukać) i to doświadczenie zdobywać.

11.08.2010 PSZCZYNA ZNAK INFORMUJACY O FOTORADARZE PRZY PRZEJSCIU DLA PIESZYCH PRZY SZKOLE PODSTAWOWEJ NA ULICY KATOWICKIEJ  FOT. PRZEMYSLAW JENDROSKA / AGENCJA GAZETAPrzepisy ruchu drogowego | Uwaga, zmiany dla kierowców!

Równolegle zapisz się na kurs. Kategoria C to ciężarówki (czyli pojazdy o DMC powyżej 3,5 tony), C+E to ciężarówki z przyczepą. Jest jeszcze jedna kategoria - C1, pozwala jeździć autami o DMC od 3,5 do 7,5 tony, w wersji z przyczepą (C1+E) zestawem o DMC nie przekraczającym 12 ton. Cena kursu zależy od szkoły, waha się od 1700 do nawet 2500 zł. Za te pieniądze dostaniesz wymagane ustawą 20 godzin teorii i 30 jazdy. Uwaga - aby w ogóle myśleć o kursie musisz już mieć prawi jazdy kategorii B. Do wydatków trzeba doliczyć orzeczenie lekarskie (80-200 zł), koszt egzaminu (182 złote) i wydania dokumentu (ok. 70 zł). Razem - około 3000 zł.

Co istotne - zakładamy, że masz prawo jazdy kategorii B, zapisujesz się na kurs kategorii C lub C1. Dopiero kiedy nabędziesz uprawnienia jednej z tych kategorii, możesz je rozszerzyć o kategorię E, czyli przyczepę. To oznacza kolejny kurs (20 teorii i 25 godzin praktyki za kolejne 1500-2000 zł), badania (80-200 zł), egzamin (195 zł) i nowy dokument za kolejne 70 zł. Razem: ok. 2500 zł. Warto upewnić się, że samochód na którym będziesz się jeździł ma manualną skrzynię biegów. Jeśli nauczysz się na automacie, będziesz na nim zdawał egzamin a do prawa jazdy trafi adnotacja, że możesz prowadzić ciężarówki tylko z automatyczną skrzynią biegów.

Teraz gorsze wiadomości - prawo jazdy C lub C+E upoważnia do jeżdżenia ciężarówką, ale tylko w celach hobbystyczych. Aby zarabiać potrzebny jest tzw. kurs na przewóz rzeczy. By zdobyć takie świadectwo kwalifikacji musisz spędzić 140 godzin na wkuwaniu teorii, 14 godz. zajęć w ruchu drogowym, 4 godz. zajęć w warunkach specjalnych i 2 godz. zajęć pod hasłem "bezpieczny rozładunek i załadunek pojazdu". Na tym kursie poznasz szczegóły - ile czasu możesz pracować, ile dokładnie odpoczywać, w jaki sposób doglądać załadunku. Słowem dowiesz się wszystkiego o pracy kierowcy. Koszt - w zależności od organizatora, ale nie mniej niż 3 000 - 3 500 złotych, czasem nawet 4 000. To sporo. Warto więc zapytać organizatora o unijne dofinansowanie. Organizatorowi kursu zależy na frekwencji, monitoruje więc możliwości zmniejszenia kosztów dla uczestników. A dopłacić może np. unijny fundusz, gmina, urząd pracy.

Sumując: na zdobycie uprawnień do pracy kierowcy ciężarówki (jeśli posiadasz tylko kat. B) musisz wydać przynajmniej 5 000 złotych. Jeśli chcesz ciągnąć również przyczepę - 7 500 zł. Przy takich kosztach warto pokusić się również o zrobienie tzw. kursu ADR, czyli zdobycia uprawnień do przewozu towarów niebezpiecznych. A to całkiem spora grupa - alkohole, gazy, perfumy, paliwa. Kurs ADR to koszt rzędu 600-1000 zł, na cysternę dodatkowo 400-600 zł. Jest jeszcze transport zwierząt, ale tutaj w grę wchodzą kolejne pozwolenia i zaświadczenia, także z sanepidu.

Ile zarobisz?

Niestety, kurs nie zwróci się po tygodniu pracy. Pewnym standardem w firmach transportowych jest etat z niską podstawą zarobków (1300-1500 zł) i wynagradzanie kierowców od kilometrażu (na początku jest to zaledwie kilkanaście groszy za kilometr). Jeśli wierzyć statystykom średnia zarobków kierowców ciężarówek to niewiele ponad 3 000 zł brutto.

Nie ma się co oszukiwać - na początku kokosów zgarniać nie będziesz. Możesz liczyć na 1500 - 2200 zł miesięcznie, ale pamiętaj, że pracujesz no coś ważniejszego - doświadczenie. Jeśli się sprawdzisz, będziesz jeździł bezpiecznie, terminowo i solidnie, możesz liczyć na 2500 - 3500 zł u dobrego pracodawcy. Od niego zależy najwięcej. Dobry szef pracuje wtedy, kiedy jego kierowcy. Czyli 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Kurs ADR zapewni ci lepiej płatne zlecenia, jeszcze więcej - kursy międzynarodowe lub praca na zachodzie. Tej jednak nie dostaniesz bez doświadczenia.

Jeśli o tej pracy marzysz, zainwestuj, za kierownicą spędzaj jak najwięcej czasu. Dobry kierowca, w dobrej firmie, jeżdżący po Europie może zarobić 2-2,5 tysiąca euro miesięcznie. Kilkaset euro więcej dostanie za pracę w zachodniej firmie. Szerokości!

Konrad Bagiński


ZOBACZ TAKŻE:

Bezpieczna jazda | Na kursie o tym nie mam mowy

Rowery - jak je przewozić?

Saab 9-3 - ogłoszenia

Dodaj swój komentarz:
Autor:
Login / Pseudonim: Hasło:
Komentuj pod pseudonimem jako Gość lub zaloguj się
| Załóż konto
Komentarz:
2013, 112 100 PLN
2013, 71 900 PLN
2014, 86 000 PLN
2009, 27 900 PLN

Gdybyś mógł wydać kilka tys. zł na auto, na co byś je przeznaczył?

  • 57%

    naprawa wszystkich bolączek (860)

  • 11%

    nowe koła (163)

  • 10%

    tuning silnika (157)

  •   7%

    światła ksenonowe i LED (99)

  •   5%

    sportowe zawieszenie (80)

  •   4%

    nowy lakier (65)

  •   4%

    ręcznie szyta tapicerka (62)

  •   2%

    zestaw spoilerów (36)

Liczba oddanych głosów: 1522