Rinspeed BamBoo - promyk słońca

Patrząc na projekty Rinspeeda można odnieść wrażenie, że firma ma misję wnoszenia odrobiny pozytywnej energii do świata codziennej motoryzacji. Najnowszy projekt BamBoo to nic innego, jak próba rozświetlenia słońcem szarego zimowego nieba

Patrząc na Bamboo nie można pozbyć się wrażenia, że gdzieś już to auto widzieliśmy. Samochód plażowy francuskiej produkcji, jak on się nazywał? Mehari, Citroen Mehari.

Na dźwięk tej nazwy do głowy przychodzą nam takie oto obrazki: Saint Tropez, lata siedemdziesiąte, żandarm czyhający w zaroślach na nudystów - nie, to nie to, ale już blisko. Może więc tak: południe Francji, pusta plaża i Brigitte Bardot za kierownicą Mehari czerpiąca radość z samej jazdy po piasku. Rozbryzgi wody, rozwiane włosy, a obok niej przystojny Gunter Sachs, jej ówczesny mąż.

Tak przynajmniej widzi to Frank M. Rinderknecht, właściciel Rinspeeda. I rzeczywiście, BamBoo przywołuje takie scenki, które w szarości grudniowego poranka potrafią wywołać lekki uśmiech na twarzy człowieka z nostalgią myślącego o tamtych czasach.

A samo auto zapytacie, czy coś więcej wiadomo? Otóż poza nazwą zdradzającą nową wizję budowania nadwozia z... włókien bambusa i bliżej nieokreślonym napędem elektrycznym innych szczegółów brak. Przed premierą planowaną na salon w Genewie powinny pojawić się dodatkowe informacje, ale czy naprawdę są tak istotne? Wszak plan Rinderknechta powiódł się w 100%. Dane techniczne przestają mieć znaczenie, gdy w słoneczny dzień jedzie się Mehari, promienie słońca muskają naszą skórę, a obok siedzi Brigitte...

Marcin Lewandowski

Salon Genewa 2011 - premiery samochodów

Więcej o: