Ekorewolucja? Tu i teraz

Jesteśmy świadkami dziejowej zmiany w motoryzacji - czegoś takiego jeszcze nie było. Mamy szczęście, że mototransformacja dokonuje się na naszych oczach

Wszystko o samochodach: dane techniczne, ceny, opinie

Ocieplenie klimatu - wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują, że jest, ale nie ma 100-procentowej pewności co do tego, co lub kto je wywołuje. Wygląda jednak na to, że producenci samochodów czują się winni jak mało kto i od kilku lat starają się jak mogą, by ograniczyć ilość szkodliwych substancji wydobywających się z rur wydechowych produkowanych przez siebie modeli. Zajmują się tym właściwie wszystkie firmy - od Fiata po Ferrari.

Oczywiście nie robią tego z dobroci serca. Politycy zapowiadają ekologiczną rewolucję i domagają się zielonego paliwa, a konsumenci nagle zaczęli ochoczo wybierać to, co jest ekologiczne, zielone, przetwarzalne i nieszkodliwe dla miśków polarnych. Eko jest teraz trendy i na eko można zarobić. Zmieniają się czasy, zmieniają się więc i samochody. I dobrze, bo dawno tego nie robiły.

Auto ma już ponad 100 lat, ale wciąż jest takie samo. Owszem, nadwozia są nowocześniejsze, wyposażenie bogatsze, a mnogość modeli aż przyprawia o zawroty głowy, jednak samochody wciąż wprawiane są w ruch tysiącem minieksplozji zachodzących pod maską tak, jak miało to miejsce na początku historii motoryzacji.

Zasadnicza koncepcja polegająca na tym, że do baku wlewamy benzynę, która jest spalana w silniku, dając autu moc, nie zmieniła się przez ten cały okres. Na szczęście zmiana jest blisko i mamy to niewątpliwe szczęście, wręcz zaszczyt, że takie zmiany dzieją się na naszych oczach. Benzyna odchodzi do lamusa, nadchodzą nowe paliwa. Jakie? Sprawdźmy, co nas będzie napędzać w przyszłości.

ESILNIKI BENZYNOWE. Są tak stare jak (motoryzacyjny) świat, ale właśnie biorą drugi oddech i wygląda na to, że tak łatwo się nie poddadzą. Aby przetrwać, mają coraz mniejsze rozmiary (co przekłada się na mniejsze spalanie, tzw. downsizing, liderami są Volkswagen, Renault, Opel), dostają turbodoładowanie (mimo mniejszego rozmiaru oferują osiągi znane z większych silników) oraz inne elementy, dzięki którym potrzebują coraz mniej paliwa (na przykład system stop&start, który wyłącza silnik w czasie postoju lub inny, który odzyskuje energię w czasie hamowania). Ba, niektóre benzynówki upodabniają się do silników wysokoprężnych.

Mowa o jednostce DiesOtto Mercedesa, która przy pełnym obciążeniu zachowuje się jak silnik benzynowy (zapłon następuje przy pomocy iskry ze świecy zapłonowej), a przy niższym obciążeniu jak silniki wysokoprężne (zapłon jest samoczynny). Benzynówki są bardzo efektywne energetycznie, tanie w produkcji i znamy je jak własną kieszeń, więc jeszcze z nami pozostaną, tak łatwo się nie poddadzą. Ale co by nie mówić, zmieniają się i są lepsze niż kiedykolwiek.

ESILNIKI WYSOKOPRĘŻNE. W ostatnich latach przeszły niewyobrażalną metamorfozę. Kiedyś nadawały się wyłącznie do maszyn rolniczych, a teraz napędzają nawet samochody sportowe (Audi R8), nie wspominając już o luksusowych limuzynach (od BMW po Jaguara). Zmniejszenie ich pojemności, poprawa efektywności pracy (na przykład dzięki zastosowaniu zmiennych faz rozrządu, pionierem jest Mitsubishi), podwójne doładowanie (m.in. Saab) czy coraz bardziej wyrafinowane i efektywne systemy common rail sprawiają, że klekoty przeżywają drugą młodość. Silniki na ropę są droższe w zakupie i tańsze w eksploatacji dopiero przy wyższych przebie- gach, o czym wielu klientów zapomina.

Co więcej, spaliny klekotów są bardziej toksyczne niż te, które pochodzą z silników benzynowych, ale i to się powoli zmienia. Dzięki zastosowaniu filtrów cząstek stałych oraz katalizatorów z mocznikiem (Mercedes, Volkswagen), które eliminują lub przynajmniej wyraźnie ograniczają bardzo szkodliwe tlenki azotu, silniki wysokoprężne można obecnie kupować nawet w Kalifornii słynącej z bardzo rygorystycznych norm czystości spalin, których kiedyś diesle nie mogły spełnić.

Jednostki wysokoprężne największą rewolucję już przeszły jakiś czas temu i są teraz u szczytu swoich możliwości, więc jeszcze przez jakiś czas będą wprawiały motoryzacyjnych świat w ruch. Kto wie, może kiedyś zastąpi je...

ENAPĘD HYBRYDOWY. Na razie auta hybrydowe (Toyota Prius, Honda Insight, wiele modeli Lexusa) są droższe niż te napędzane w tradycyjny sposób. Wynika to z zastosowania w nich skomplikowanych rozwiązań (silnik elektryczny, baterie, inna skrzynia biegów, zaawansowane komputery sterujące).

Można jednak przypuszczać, że w związku z rosnącą popularnością ich ceny spadną, przez co będą dostępne dla szerszej grupy klientów. Hybrydy mają swoje wady.

Sprawdzają się najlepiej w mieście i wciąż opierają się na silniku benzynowym (jednostka elektryczna przede wszystkim ją wspomaga, nie jest głównym źródłem napędu) lub wysokoprężnym (nad takim rozwiązaniem pracują Peugeot i Citroën) i zapewne nie są ostatecznym celem ekologicznej rewolucji. Trzeba jednak przyznać, że zwiększyły w społeczeństwie świadomość ekologiczną i przybliżyły nas o krok do napędów przyszłości, a to już bardzo dużo. No dobrze, to co będzie wprawiało świat w ruch w przyszłości?

EPRĄD. Auta elektryczne są już bliżej nas, niż może się wydawać. Ze sprzedażą w przyszłym roku rusza Renault (modele Fluence i Kangoo ZE) oraz Nissan (Leaf). W USA karierę robi Tesla Roadster (ma ją nawet Matt Damon), a niedługo dołączy do niej Fisker z modelem Karma.

Zalety aut elektrycznych? Nie muszą wozić ze sobą żadnego paliwa, silnik jest wielkości arbuza, a baterie można upchnąć w podłodze, więc styliści mogą zaszaleć przy projekcie nadwozia i wnętrza.

Z rury wydechowej nie wydobywa się ani gram trujących związków i nie tylko dlatego, że rura wydechowa po prostu nie jest potrzebna. Silnik elektryczny jest niewielki, prosty w budowie (ma jedną ruchomą część), pracuje bezszelestnie i nie potrzebuje ani kropli benzyny.

Sielanka? Nie do końca. Auta elektryczne mają na razie niewielki zasięg (około 150-200 km) i wymagają dłuuuugiego ładowania (średnio 6-8 godzin).

Co więcej, wciąż nie są tak efektywne energetycznie jak silniki benzynowe i choć niemalże z dnia na dzień stają się coraz lepsze, to i tak nie są ostatecznym rozwiązaniem naszych problemów. I nie wygląda na to, by kiedykolwiek były, ponieważ zmuszają nas do zmiany stylu życia.

Potrzebny jest napęd, który da nam wolność podróżowania, jakiej zaznaliśmy do tej pory. Wsiadamy do auta i jak tylko damy radę, możemy przejechać cały świat kilkakrotnie, po drodze zatrzymując się na stacjach, by zatankować. To dają nam tradycyjne silniki (benzynowy i wysokoprężny), ale w zamian wypluwają z siebie tony zanieczyszczeń.

A gdyby tak połączyć wolność i łatwość podróżowania znaną do tej pory z ekologią, w której dopiero się rozsmakowujemy? Rozwiązaniem jest...

EWODÓR. Choć brzmi to nierealnie, auta wodorowe już jeżdżą. Najbardziej zaawansowana jest Honda FCX Clarity, którą można kupić - auto oferowane jest w leasingu dla wybranych klientów w USA.

Po drogach jeżdżą także wodorowe BMW, Hyundaie, Mazdy i wiele innych marek, ale na razie nic z tego dla nas nie wynika. Modele te są za drogie i wymagają dopracowania, a stacji z wodorem jest na świecie tyle, co nic. Auta wodorowe to tak naprawdę auta elektryczne, tyle tylko, że do wytworzenia prądu potrzebują paliwa - wodoru. Tankuje się go na zwykłej stacji benzynowej i jest to niemalże tak szybkie i proste jak na obecnych stacjach. W ogniwach paliwowych dochodzi do połączenia wodoru z tlenem (obu pierwiastków mamy pod dostatkiem), w wyniku czego powstaje prąd niezbędny do jazdy.

Ba, efektem ubocznym jest tylko czysta woda, która cieknie z rury wydechowej. Jeśli konstruktorzy poradzą sobie z przechowywaniem wodoru (jest bardzo lotny, wymaga bardzo szczelnych i drogich zbiorników) oraz z jego niską gęstością energii (stosunek mocy do objętości), to będzie dobrze.

Czyli jak? Będziemy musieli jeździć na stacje benzynowe, ale zamiast bezołowiowej zatankujemy w kilka chwil wodór i możemy bezszelestnie ruszać w drogę, zostawiając za sobą plamy wody. Samochody wodorowe dają nam tę samą wolność i tę samą niezależność podróżowania, którą cieszymy się do tej pory i która w tak dużym stopniu ukształtowała nasze życie, a przy tym prawie w ogóle nie zanieczyszczają środowiska. Czeka nas więc wodorowa przyszłość? Na to wygląda.

Filip Otto


ZOBACZ TAKŻE:

Flextreme: kolejna hybryda Opla


Wjedź na PARKING Moto.pl! - opinie, ogłoszenia, dane techniczne, ceny

Więcej o: