Mazda MX-5 Open Race

Mazda postanowiła hucznie uczcić 20 urodziny swojego roadstera i zorganizowała wielki wyścig. Choć MX-5 nie jest ani najdroższy, ani najszybszy, ani najmocniejszy to najbardziej kultowy samochód tej marki

Pierwsza sesja treningowa zakończona. Polska uzyskała drugi czas. Zaczyna się o nas mówić. To bardzo przyjemne doznanie, szczególnie jeśli na monitorze z wynikami pod nami znaleźli się Niemcy, Włosi i Anglicy. Mamy świadomość, że to dopiero początek, zapoznanie z samochodem. Kiedy słyszycie, że na treningach Kubica osiągnął słaby czas to za wcześnie, by się martwić. Wyczynowi kierowcy poświęcają treningi na ustawienie bolidu. Do każdego wyścigu auto F1 musi mieć inne ustawienia nie tylko mechaniki i elektroniki, ale również aerodynamiki. To pochłania cenne sekundy. Ale oczywiście dobry czas na treningach to znak, że samochód i kierowca świetnie się dogadują. Ale wróćmy do początku.

Najpierw przyzwyczajam się do Mazdy MX-5, sprawdzam czy trudno wyjść z poślizgu bez szwanku. Podjeżdżam do kolejnego zakrętu i prowokuję auto. Tył samochodu narzuca. Ale nie czuję zagrożenia. Nitka asfaltu otoczona jest szczelnie strefami buforowymi, które gwarantują, że nie skończysz treningu na słupie. Poza tym MX-5 jest rewelacyjnie wyważone i daje się prowadzić jak po sznurku. Po kilku zakrętach już gazem wybieram tor jazdy. Wprowadzam samochód w poślizg i by zacieśnić zakręt dodaję więcej gazu - niesamowite. Dwulitrowy silnik, napęd na tylne koła i szpera gwarantują wyśmienitą zabawę, szczególnie jeśli nawierzchnia jest mokra. Ten samochód rzeczywiście udał się Japończykom. Wcale nie dziwi mnie fakt, ze Mazda MX-5 spodobała się takim fanom motoryzacji jak Jeremy Clarkson, Lord Charles March (patron Festiwalu Prędkości w Goodwood), czy Jay Leno, amerykański showman, właściciel kolekcji ponad 150 rzadkich pojazdów. Leno powiedział kiedyś, że jazda wyścigowym samochodem jest jak seks, wszyscy faceci sądzą, że są w tym dobrzy. Z tą myślą w głowie jeszcze mocniej dociskam gaz.

Kiedy tak pędzę tym bądź co bądź ślicznym autkiem dociera do mnie, że nie jest to damski samochód. Mazdą MX-5 nie da się demograficznie określić. Nie można o niej powiedzieć, że jest ani kobieca, ani amerykańska, ani, też że jest autem dla krezusów. Ale można powiedzieć, że jest klasycznie piękna, świetnie się prowadzi i można się nią wozić z otwartym dachem, co właśnie czynię. Na szczęście chroni mnie klatka kapotażowa ... i kask - z początku czułem się w nim się jakby mi kazano prowadzić samochód spoglądając przez dziurę w płocie. Okazuje się, że niewielka szyba w kasku w zupełności wystarcza.

Podczas wyścigu twój mózg automatycznie separuje informacje i analizuje jedynie te najważniejsze. Nie słyszysz hałasu, nie odczuwasz gorącą, zimna, bólu mięśni, ani zmęczenia. W czasie wyścigu kierowca może schudnąć nawet 5 kg! To znacznie więcej niż maratończyk w morderczym biegu.

Zbliżam się do kolejnego zakrętu. Asfalt jest mokry, a wskazówka prędkościomierza dobija do 150 km/h. Staję na pedale hamulca z całej siły. Choć z zewnątrz tego nie widać samochód targany jest siłami bezwładności niczym latawiec przez wiatr. Czuję, że zabraknie mi drogi, redukuję na dwójkę, by skuteczniej wytracić prędkość. Tył samochodu zaczyna zarzucać. Co robić? Jeśli odpuszczę hamulec nie wpiszę się w zakręt. W przeciwnym razie natychmiast się obrócę. Na ułamek sekundy zmniejszam nacisk na pedał licząc, że auto odzyska stabilność. Udało się.

Ludzie często pytają kierowców wyścigowych, czy nie boją się tak pędzić, przecież to takie niebezpieczne. Jeśli już zasuwasz po torze myślisz tylko o tym, by nie popełnić błędu. Starasz się precyzyjnie wykonywać wszystkie manewry. Na refleksje jest czas przed lub po wyścigu.

No właśnie skończył się pierwszy trening. Poznałem Mazdę, ale przecież nie o zabawę tu chodzi. Dobry czas i poślizgi nie idą w parze. Teraz trzeba pojechać precyzyjnie. Druga sesja treningowa zakończyła się 7 miejscem polskiego zespołu. Dreszczyk emocji coraz bardziej nasączony jest rywalizacją. Czy Niemcy, Rosjanie, Czesi będą przed nami? Tu chyba wchodzimy w kwestię honoru, a przynajmniej to przeświadczenie mocno nas motywuje. Zaczyna się mała sportowa wojna.

25 krajów plus cztery zespoły międzynarodowe, w sumie 145 kierowców. Na torze Adria pod Wenecją spotkała się cała dziennikarska Europa, by świętować 20 urodziny słynnego roadstera. Wyścig długodystansowy będzie trwał cztery godziny. Każdy z 5 kierowców (jedna załoga) musi wycisnąć z siebie wszystko, by zespół uzyskał dobry wynik.

Kwalifikacje odbywają się następnego dnia, więc emocje nieco opadły. Mamy chwilę czasu, by przyjrzeć się naszej wyczynowej Mazdzie podrasowanej przez niemiecką firmę Engstler. Cała oklejona jest w biało-czerwone barwy, a na szybie wypisane są nazwiska wszystkich pięciu kierowców, Struk, Jakóbczyk, Sołtysik, Mikiciuk, Mroczek. Tu nie ma anonimowości, na tunelu środkowym zamontowany jest tzw. lap timer, urządzenie które pokazuje czas przejazdu okrążenia z dokładnością do jednej tysięcznej sekundy. Tuż po przekroczeniu linii startowej cały zespół zna czas, jaki wykręcił konkretny kierowca.

Zaglądamy pod podwozie. My z pewnością będziemy spływać potem, ale MX-5 nie powinna się przegrzać. Dwie dodatkowe chłodnice dbają o właściwą temperaturę oleju w układzie różnicowym i skrzyni biegów. Chyba dopiero teraz dotarło do nas, że impreza nie jest zabawą. To profesjonalnie przygotowany puchar markowy, z profesjonalnie podrasowanymi samochodami, na profesjonalnym torze, z profesjonalnymi sędziami.

Organizator zarządził, że do sesji kwalifikacyjnej każdy zespół typuje kierowcę, który wyjedzie na jedno okrążenie na toru i czas tego przejazdu zadecyduje o miejscu na stracie. W wyścigach F1 zawodnicy przejeżdżają kilka okrążeń i liczy się to najszybsze. W naszych kwalifikacjach nie ma miejsca na błąd. Presja jest coraz większa. Maciek Struk jako najbardziej doświadczony z całego zespołu (ma za sobą cały sezon wyścigów w Pucharze Kii) rusza na tor. Zjeżdża do boksu z 14 czasem. Nie takiego wyniku oczekiwał.

W tym miejscu zaczyna się walka z psychiką. To w wyścigach bardzo ważna kwestia. Adam Małysz podkreśla, że kiedy stoi na skoczni stara się nie myśleć o tym co dzieje się wokół. Kiedy koło ciebie śmigają samochody trudno się skupić.

Maciek rusza do wyścigu. 29 samochodów z rykiem silników rozpędzają się na prostej startowej. Struk rozpoczyna prawdziwy pościg. Odrabia pozycję, za pozycją. Opóźnione do granic możliwości hamowania i walka o każdy metr na zakrętach owocuje kolejnymi awansami. Jesteśmy po dużym wrażeniem.

W pewnym momencie wszyscy zawieszają głos. Patrzę na jeden z zakrętów. Wszystkie samochody hamują, a jeden z polską flagą pędzi na złamanie karku. W ostatniej chwili zaświeca się światło stopu i polska Mazda wyprzedza dwa auta. Z tym, że hamowanie było za bardzo spóźnione. Zabrało niewiele. Jadący obok Norweg nie zrezygnował z wybranego przez siebie toru jazdy i Maciek uderza w jego drzwi, obraca się wokół własnej osi. Biegnę do naszego garażu. Mechanik trzyma w rękach młotek i podnośnik, co trochę mnie przeraziło.

Maciek zjeżdża do boksu. Mazda ma przestawioną geometrię przedniego zawieszenia i pogięty błotnik. Błyskawicznie prostujemy blachę tak, by nie ocierała o koło. Wygląda to jak dramatyczna hollywoodzka scena. Pod samochodem niczym kałuża krwi pod umierającym bohaterem powiększa się niebieska plama. Wiemy, że może to oznaczać koniec wyścigu. Ktoś rzuca, włącz spryskiwacz! Ku ogólnemu zadowoleniu stwierdzamy, że to nie chłodnica, a jedynie zbiornik z płynem do szyb jest pęknięty. Wyrywamy wystającą płytę spod silnika i przyklejamy wiszące kable od spryskiwaczy. Spadliśmy na ostatnie miejsce. Maciek z piskiem opon odjeżdża z wykrzywionym kołem. Z każdym okrążeniem odrabia straty, idzie mu bardzo dobrze. Wsiadają kolejni kierowcy, każdy na 45 minut. Musimy również kalkulować, kiedy najlepiej zatankować samochód. A w takich warunkach MX-5 pochłania ponad 30 litrów na setkę. Siłą naszego zespołu jest fakt, że wszyscy osiągają podobne czasy. Widać, że każdy z nas czuje odpowiedzialność za wynik całej załogi. Szybko odzyskujemy kolejne pozycje.

Ostatnie okrążenia należą do mnie, wsiadam za kółko. Wchodząc w zakręt wpycham się pomiędzy dwie inne Mazdy. Liczyłem na to że, odpuszczą, ale gdzie tam. Tył samochodu zaczyna się ślizgać, po zewnętrznej mam samochód i już widzę, że ten drugi również przejeżdża zakręt driftem. Żaden nie rezygnuje choć jedziemy w odległości kilku centymetrów. Co tu się dzieje!? Kiedy pędzę po prostej startowej koledzy pokazują mi aktualne miejsca, 13, potem 12, 11.

Nagle zapala się kontrolka rezerwy paliwa, a do końca wyścigu jeszcze ponad 12 minut. Zjazd na tankowanie oznacza stratę ponad 6 minut i co najmniej kilku miejsc w klasyfikacji. Co robić? Odpuścić i jechać wolniej? Chyba za bardzo się rozkojarzyłem, a z tyłu już napiera MX-5 w holenderskich barwach. Spóźniłem hamowanie i wypadałem na trawę. Nawet nie macie pojęcia jak śliski może być mokry trawnik kiedy jedziesz po nim setką. Wracam na tor, kolejna Mazda w lusterku. Muszę zapomnieć o pomarańczowej kontrolce, która świeci się na desce rozdzielczej. Ryzykuję i wciskam gaz. Jeszcze dwa okrążenia do końca. Tuż za mną jedzie Słoweniec. Przed każdym zakrętem pokazuje się w lusterku. Walczymy na każdym zakręcie. Chwilami jest groźnie, zdarza się że jedziemy w odległości kilkunastu centymetrów z prędkością 120 km/h. Mam wrażenie, że ta walka może skończyć się przedwcześnie, a tak niewiele zostało do końca wyścigu. Co za zacięty facet! Wiem, ze ja też nie mogę odpuścić. Wreszcie wyjeżdżamy na prostą. Sędzia macha szachownicą, przejeżdżamy linię mety i w jednej sekundzie napięcie opada. Paliwa wystarczyło, dojechałem do mety! Spoglądam z uśmiechem radości na Słoweńca, a on unosi kciuk. To jest niesamowite, że jeszcze przed kilkoma sekundami omal mnie nie staranował, a teraz dzieli się radością. To się chyba nazywa sportowa rywalizacja. Ostatecznie uplasowaliśmy się na 11 pozycji. Nie możemy pochwalić się pozycją na podium, ale możemy pocieszyć się faktem, że żaden zespół nie awansował w MX-5 Open Race o 18 pozycji. Poza tym na ostatnim okrążeniu udało nam się wyprzedzić Niemców!

Najszybsi byli dziennikarze z Belgii, drugie miejsce zajęła Portugalia, a trzecie Węgry.

Po co zorganizowano cały ten cyrk? By poczuć, ile mocji może dostarczyć to niewielkie auto.

Szef Mazdy w Europie Jeffrey H. Guyton opowiadał, że do dziś pamięta moment kiedy pierwszy raz zobaczył MX-5 na żywo. Tuż pod otrzymaniu absolutorium spacerował w centrum Ann Arbor w Michigan i zobaczył przejeżdżające MX-5 ze zdjętym dachem. Z pewnością próbował zagrać na naszych uczuciach. Ale tak się składa, że ja również dokładnie pamiętam moment kiedy pierwszy raz w 1992 roku zobaczyłem w Krakowie na Woli Justowskiej czarną Miatę z obniżonym zawieszeniem i chromowanymi kołami. Byłem jeszcze w liceum. Pamiętam również kiedy w lutym 1990 roku byłem w Berlinie. Oprócz rozbieranego przez zwiedzających muru zapamiętam czerwone Corvettę ZR-1 z oponami o szerokości 33, 5 cm. Ale jak Mazdzie MX-5 udło się wyryć w mojej pamięci niezatarte wspomnienia skoro ani nie ma najszerszych opon, ani nie jest najszybszym, ani najmocniejszym samochodem. Kluczem do sukcesu MX-5 jest połączenie klasycznego stylu roadstera z przyjemnością prowadzenia i dostępnością. To dlatego przez 20 lat z salonów wyjechało prawie milion MX-5. Poza tym Mazda MX-5 ma jeszcze jeden as w rękawie. To jest samochód, który facet z przyjemnością kupi kobiecie, bo wie że sam będzie miał sporo przyjemności z jego posiadania.

Wraz ze wzrostem zamożności społeczeństwa widać odwrót od praktyczności. Jeśli masz trochę odłożonej gotówki chcesz doświadczyć czegoś emocjonującego. Chcesz siedzieć za kierownicą auta, którym jazda sprawi ci przyjemność. W Polsce coraz wyraźniej widać, że ludzie chcą również przez samochód wyrażać osobowość. Mogą poświęcić wygodę, przestronność dla emocjonalnego uzależnienia od auta.

Producenci stawiają sobie pytanie: co zrobić, by samochód miał duszę? Nie jest to takie trudne jeśli z twojej fabryki wyjeżdżają takie cacka jak Ferrari czy Porsche. Trudniej stworzyć samochód tani i kultowy. Ale historia motoryzacji zna takie przypadki. Mini, Garbus zyskały szerokie grono zwolenników. A Mazda MX-5 w Europie i Ameryce spodobała tak bardzo, że zyskała miano najchętniej kupowanego roadstera na świecie.

Polski zespół MX-5 Open Race

Polski zespół nr 26: (od lewej) Szymon Sołtysik "Top Gear", Patryk Mikiciuk "TVN Turbo", Maciej Struk "Auto Motor i Sport", Szczepan Mroczek "Moto.pl" i "Logo", Wojtek Jakóbczyk "Auto Moto".

Mazda MX-5 Enstler

Nasz samochód. Mazda MX-5 z dwulitrowym silnikiem o mocy 160 KM. Na potrzeby wyścigu zmieniono m.in. elektronikę, układ wydechowy, płyny i oleje, zawieszenie, koła, hamulce oraz zamontowano klatkę bezpieczeństwa, kubełkowy fotel, dodatkowe chłodnice skrzyni biegów i układu różnicowego. MX-5 po modyfikacjach waży 1070 kg, dobija do setki w 7,6 sekundy i rozpędza się do 213 km/h - okazuje się, że tyle wystarczy, by świetnie bawić się na torze

Tor Adria pod Wenecją

Tor. Zlokalizowany kilkadziesiąt kilometrów od Wenecji Adria International Raceway jest średniej wielkości torem (2,7 km) z trzema długimi prostymi i 14 zakrętami. Nawierzchnie o różnej przyczepności, zmienne promienie zakrętów oraz hamowania z dużych prędkości wymagają dyscypliny i są wyzwaniem dla kierowców. Tor Adria jest na tyle profesjonalny, że władze FIA wpisały go na listę obiektów, na których mogą odbywać się treningi F1.

Szczepan Mroczek


ZOBACZ TAKŻE:

Urodzinowa MX-5 z Genewy - ZOBACZ TUTAJ


Samochody: Mazda MX-5 - ogłoszenia

Więcej o: