Audi Q7 V12 TDI - potwór z Ingolstadt.

Audi co chwila zasypuje nas informacjami o prezentacjach nowych modeli. Na salonie w Genewie szykuje się kolejna głośna premiera, producent z Ingolstadt wprowadza bowiem do produkcji model Q7 z monstrualnym 6-litrowym silnikiem TDI z rodowodem prosto z Le Mans. Nie trzeba chyba przypominać, że Audi stało się ostatnio potęgą w długodystansowych wyścigach, właśnie dzięki wyposażaniu bolidów w wysokoprężne silniki V12 TDI.
Mimo że silnik używany w Le Mans różnił się nieco od tego montowanego w Q7, można wierzyć, że doświadczenia z motorsportu miały duży wpływ na tworzenie tej nowej jednostki. Jest to pierwsze wysokoprężne V12 wprowadzone do seryjnej produkcji i według mnie tym krokiem Audi po raz kolejny udowadnia, że chce bardzo wyraźnie wzmocnić swoją pozycję na rynku. Sukces Audi Q7 był przecież zaskoczeniem dla samego producenta - w ciągu pierwszych 13 miesięcy sprzedano na całym świecie 88 000 egzemplarzy tego modelu. To naprawdę dużo, nie dziwi więc fakt, że w ten model Audi inwestuje jeszcze więcej - ryzyko niepowodzenia jest naprawdę niewielkie. Zwłaszcza jeśli przyjrzymy się, do czego zdolny jest ten samochód. Moc 500 koni mechanicznych w połączeniu z momentem obrotowym wynoszącym 1000 Nm wydaje się być wręcz gwarancją niesamowitych wrażeń. Poczuć jak 2,5 tonowe monstrum rozpędza się do "setki" w 5,5 sekundy, to musi być coś. Zwłaszcza, że w normalnych warunkach moment jest przekazywany na przód i tył w proporcjach 40:60. To jeszcze bardziej podkreśla, że nowe Q7 ma bardzo sportową duszę, mimo że uwięzioną w zupełnie niesportowym "ciele". Zupełnie niesportowe jest także zużycie paliwa, które jak deklaruje producent, ma wynosić zaledwie niecałe 12 l na 100 km. Jeśli chodzi o napęd, to jest on przekazywany przez 6-stopniową automatyczną przekładnię Tiptronic, ale biegi można zmieniać także używając chromowanych łopatek przy kierownicy.



Kolejnym elementem świadczącym o sportowych ambicjach nowego SUVa są hamulce. Audi nie zapomniało, że oprócz bardzo szybkiego nabierania prędkości, równie ważne jest jej szybkie wytracanie. Dlatego Q7 V12 TDI będzie wyposażone seryjnie w ceramiczne hamulce wzmocnione włóknem węglowym. Z przodu o efektywne (i chyba też efektowne) hamowanie będą dbać 8-tłoczkowe zaciski, z tyłu zaś mają wystarczyć 4 tłoczki. Taki komplet musi robić wrażenie i zapewne będzie.

Mimo że trudno mówić o sportowym nadwoziu Q7, Audi postanowiło dodać mu trochę "smaczków" podkreślających, że mamy do czynienia z tą, a nie inną wersją niemieckiego SUVa. Poszerzone nadkola, srebrne lusterka (znane z modeli "S"), większe 20-calowe koła, i nowe zderzaki z charakterystycznymi już dla Audi diodami LED z przodu oraz wkomponowanymi końcówkami wydechu z tyłu. To wszystko sprawia, że Q7 wygląda jeszcze bardziej "bojowo" niż wersja seryjna.

Co więcej, na salonie w Genewie zostanie też zaprezentowana koncepcyjna wersja wyposażenia wnętrza "Coastline", nawiązująca do wystroju najbardziej luksusowych jachtów. Dominować będzie oczywiście kolor biały, ale to, co uczyni wnętrze naprawdę podobnym do tego z jachtów, będą wstawki i podłoga bagażnika wykonana z drewna z amerykańskiego orzecha. Uwagę zwracają bardzo proste, ale przy tym estetyczne i praktyczne otwierane z podłogi w bagażniku pudełka, ułatwiające przewożenie niewielkich pakunków. Nie jest to co prawda może najważniejsze, ale widać że nawet w wyposażeniu wnętrz Audi próbuje osiągnąć poziom dotąd zarezerwowany dla najbardziej luksusowych aut.

Więcej o: