Toyota Mirai | Pierwszy kontakt | Odległa przyszłość motoryzacji

26.11.2015 14:34
Toyota Mirai

Toyota Mirai (Fot. Toyota)

Według Toyoty przyszłość motoryzacji ma na imię Mirai. Mieliśmy okazję przyjrzeć się z bliska autu, pod którego podłogą znajduje się mała elektrownia
Toyota Auris po faceliftingu Toyota Auris Hybrid FL | Ceny w Polsce | Atrakcyjna oferta

Co sprawia, że samochody elektryczne nie cieszą się w Polsce szczególnym zainteresowaniem? Po pierwsze, wciąż niezbyt rozbudowana oferta modelowa i wysokie ceny; po drugie, ograniczony zasięg; po trzecie, brak zachęt rządowych (dofinansowanie, etc.); po czwarte, nieduża liczba stacji ładowania powodująca, że planowanie podróży nabiera zupełnie innego znaczenia; po piąte, długi czas ładowania akumulatorów. Toyota znalazła sposób na rozwiązanie części tych problemów. Ten sposób nazywa się Mirai.

Pierwsze wrażenie

Japoński zmysł estetyczny dalece odbiega od europejskiego. Najlepszym wyrazem tych różnic jest karoseria wodorowego Miraia. To, czy się podoba, jest oczywiście kwestią gustu, ale świat motoryzacji zna już przykłady fantazyjnego gięcia blachy, którego efekty są dla oczu znacznie bardziej przyjemne (patrz: BMW i8). Równie futurystyczne jak karoseria jest wnętrze, choć to nie przywodzi na myśl pytania: "Co autor miał na myśli?". Na konsoli centralnej próżno szukać pokręteł. Najważniejsze urządzenia pokładowe obsługuje się panelem dotykowym. Wygodne rozwiązanie, choć deska rozdzielcza jest przeładowana informacjami. Wyświetlane są one na trzech ekranach, co może wprawiać w lekki zawrót głowy. Na szczęście obsługa jest dziecinnie prosta. Cieszy też użycie dobrych materiałów.

Po wciśnięciu przycisku z napisem "Power"... nie dzieje się nic. Panuje kompletna cisza, a do wnętrza nie docierają żadne wibracje. Wrażenie jest identyczne jak w klasycznych samochodach elektrycznych. Miraia różni od nich to, że pod fotelem kierowcy znajduje się mała elektrownia, czyli ogniwa paliwowe, wytwarzające prąd niezbędny do napędzania silnika elektrycznego o mocy 154 KM i maksymalnym momencie obrotowym 335 Nm (dostępnym w pełnym zakresie obrotów). Jak to działa?

Toyota Mirai

Pod podłogą znajdują się dwa wysokociśnieniowe pojemniki na wodór. W wyniku jego reakcji z tlenem w ogniwach powstaje prąd, dzięki któremu silnik elektryczny napędza koła. W zespole napędowym znajdują się jeszcze m.in. przetwornica napięcia, która pozwoliła zmniejszyć liczbę ogniw paliwowych, oraz akumulator, gromadzący energię powstałą podczas hamowania. Jedynym efektem ubocznym reakcji zachodzących w ogniwach paliwowych jest czysta woda.

Tankowanie Miraia do pełna zajmuje 3 minuty, a zalanie zbiorników pod korek pozwala pokonać - według zapewnień Toyoty - 500-700 km. Koszt przejechania 1 kilometra jest taki jak w zwykłych silnikach benzynowych. Napęd wodorowy rozwiązuje zatem dwie najważniejsze bolączki aut elektrycznych - ograniczony zasięg i długie ładowanie. Są jednak i takie, których jeszcze długo nie rozwiąże. Po pierwsze, w Polsce nie ma na razie ani jednej stacji tankowania wodoru; po drugie, auto nie jest dostępne w Polsce; po trzecie, ceny Toyoty Mirai w Niemczech startują od 66 tys. euro, czyli od około 280 tys. zł.

"Wodoryzacja" Polski

Instytut Transportu Samochodowego podjął się trudnej próby "wodoryzacji" Polski, czyli sprawienia, by wodór stał się faktyczną alternatywą dla oleju napędowego i benzyny. Szybko to jednak nie nastąpi. Do 2030 r. nad Wisłą zostanie wybudowane 30 stacji tankowania wodoru. ITS szacuje, że pełne urynkowienie technologii wodorowej w Polsce nastąpi prawdopodobnie w latach 2040-2050. Przyszłość odległa, a to wciąż jedynie prognozy.

Jeśli jednak analizy ITS się sprawdzą, a do tego czasu w ofertach innych producentów pojawią się auta z ogniwami paliwowymi, których ceny nie będą tak wysokie jak obecne ceny Miraia, za 30 lat świat motoryzacji może wyglądać zupełnie inaczej niż dziś. Tym bardziej, że Toyota ma już doświadczenie w rozpowszechnianiu nowoczesnych technologii. Mirai może być tym, czym dawniej był pierwszy Prius - na początku ciekawostką, a później zwyczajnym autem o niezwyczajnym i wydajnym napędzie. Dziś Mirai to jeszcze czysty pokaz siły japońskiej marki. Dawniej były nim hybrydy, stanowiące obecnie jedną czwartą sprzedaży aut japońskiej marki w Europie.

ZOBACZ TAKŻE:

Jak się jeździ autem na wodór? Testujemy Toyotę Mirai

Artur Włodarski

Zobacz także
  • Toyota FT-1 Toyota Supra | Koncept już w przyszłym roku
  • Toyota S-FR Salon Tokio 2015 | Toyota | Wizja przyszłości
  • Toyota Prius - I i III generacja Toyota Prius | Tak to się zaczęło
Komentarze (30)
Toyota Mirai | Pierwszy kontakt | Odległa przyszłość motoryzacji
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: arek

    Oceniono 22 razy 10

    niech tylko zaczną budować w pl stacje do tankowania wodoru a na pewno kupcy na mirai się znajdą. jest to świetny sedan średniej wielkości, który będzie się nadawał dla każdego.

  • kocurxtr

    Oceniono 15 razy 9

    kupiłbym
    bez wahania
    superbryczka
    :)

    ja wiem, że dla niektórych to zbyt duży przeskok stylistyczny - tym polecam golfa 1.9tdi

  • Gość: tajlo

    Oceniono 19 razy 7

    Prawdziwi gejroje jezdza niemieckimi kopciuchami ze smierdzaca guma miekka tapicerka

  • Gość: eryk

    Oceniono 2 razy 2

    Ten samochód jest dowodem na to , jak zaawansowanych w swojej twórczości inżynierów toyota ma w zespole. W czasach, kiedy ekologia można powiedzieć jest stawiana na piedestale, a każda afera dotycząca emisji CO2 jest mocno roztrząsana mamy samochód który emituje tylko wodę. Idealnie się w czasie wstrzelili w rynek z tym samochodem.

  • Gość: 987gostek

    Oceniono 6 razy 2

    w Polsce proponuję najpierw skromniejsze środki - np gazyfikacja (LNG i LPG) transportu drogowego, zwłaszcza miejskiego, maszyn bud. taxi, służby komunalne itp.

  • Gość: tadzio

    Oceniono 1 raz 1

    W sumie wcześniej się nie interesowałem Mirai i tym o co w tym samochodzie chodzi. Coraz więcej się czyta o wodorze jako paliwie. I muszę przyznać że zagłębiając się w taką tematykę widać jak bardzo motoryzacja się rozwija. Tutaj widzę toyota mocno się wybiła także dalszych takich sukcesów życzę.

  • Gość: Jerzyn

    Oceniono 2 razy 0

    Szansa na to, że moje dzieci nie będą się dusić w smrodzie spalin jest coraz bardziej realna. Cieszy mnie bezspalinowa toyota, ale jeszcze bardziej cieszy mnie fakt udostępnienia przez nią patentów a co za tym idzie upowszechnienie technologii wodorowej. Duży krok naprzód

  • Gość: GFED

    Oceniono 24 razy 0

    Jako że nikt w artykułach o autach wodorowych nie podaje skąd się bierze wodór gotowy do tankowania, wyjaśniam tym, którym już zaświeciły się oczy:
    Wodór nie występuje w przyrodzie w stanie wolnym. Żeby go wyprodukować, należy wykorzystać energię paliw kopalnych. Im więcej wyprodukowanego wodoru, tym więcej spalonej ropy naftowej. Gdyby ktoś wpadł na świetny pomysł produkowania wodoru za pomocą wodoru to przypominam że perpetum mobile wynalazł tylko inż. Łągiewka (w TVNie mówili, więc chyba prawda).
    Ponadto - utylizacja kwasowych akumulatorów nie jest prosta i z ekologią ma niewiele wspólnego, poza tym do tego znowu trzeba użyć energii paliw kopalnych.

    To tak dla jasności zanim jakiś poseł lub, co gorsza minister, to przeczyta.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX

Najczęściej czytane