Nowe samochody mają być jeszcze oszczędniejsze

Od 2020 roku zaczną obowiązywać jeszcze surowsze kryteria dotyczące emisji dwutlenku węgla dla nowych samochodów osobowych i lekkich aut dostawczych - tak zadecydował Parlament Europejski
Smart 0.6 Turbo Omijaj je szerokim łukiem | Nieudane silniki

Przyjęte regulacje oznaczają, że od 2020 roku producenci samochodów osobowych będą zobligowani do tego, by średnia emisja ich gamy modelowej (wszystkie produkowane nowe modele osobowe przez daną firmę w jednym roku) nie przekraczała 95 gramów dwutlenku węgla na kilometr. Dla porównania cel na 2015 rok to 130 g CO2/km (w 2007 roku było to aż 160 g).

W przeliczeniu na zużycie paliwa, według normy na 2015 rok nowe samochody mają zużywać średnio 5,6 l benzyny i 4,9 l oleju napędowego na 100 km. Cel na 2020 rok przewiduje uśrednione spalanie rzędu 4,1 l benzyny i 3,6 l oleju napędowego na 100 km. Nowe regulacje musi jeszcze zaakceptować Rada Unii Europejskiej.

Okres przejściowy, o który walczyły Niemcy, nie zostanie wprowadzony. Proponowany model przewidywał stopniowe osiągnięcie emisji 95 g/km - od 2020 roku nową normę miałoby spełniać 80 proc. samochodów, a dopiero od 2024 wszystkie. Ostatecznie od 2020 roku nowe przepisy będą dotyczyć 95 proc. samochodów, a już rok później wszystkich.

Nadal promowane będą samochody elektryczne. W latach 2020-2022, dzięki specjalnym przelicznikom, auta z takim źródłem napędu będą mogły obniżać średnią dla całej grupy samochodów danego producenta. Oznacza to, że posiadanie w ofercie elektrycznego modelu będzie się po prostu opłacać i umożliwiać jednoczesne produkowanie określonej liczby mniej oszczędnych wersji samochodów (np. sportowych), unikając kar jeśli średnia dla całej floty będzie utrzymana. Małych producentów, wytwarzający poniżej 10 tys. aut rocznie, dotyczą mniej wyśrubowane regulacje odnośnie określonych limitów emisji.

***

Transport drogowy stanowi około jedną piątą całkowitej emisji dwutlenku węgla (głównego gazu cieplarnianego) na terytorium Unii Europejskiej. Czytamy, że od 1990 do 2010 roku emisja w tym sektorze zwiększyła się o 23 proc. i ciągle rośnie. Cóż w tym dziwnego, skoro znacznie wzrosła też sama liczba aut? Przecież teraz prawie każdy ma swój samochód. Niekończące się ograniczanie emisji spalin doprowadzi do tego, że nowe pojazdy będą wyposażane w jeszcze mniej trwałe, wysilone i skomplikowane silniki, a w rezultacie wzrosną ich koszty eksploatacji. To niezbyt optymistyczna perspektywa. Powinien rozumieć to każdy, kto traktuje samochód jako coś więcej niż tylko środek transportu z punktu A do punktu B. Auto to nie telefon, który wymieniamy średnio co dwa lata. Najlepiej od razu przesiądźmy się na rowery albo produkujmy samochody na pedały. Czego się przecież nie robi dla Matki Ziemi? Europejscy urzędnicy z Brukseli i ze Strasburga zapominają tylko, że to co zaoszczędzi Europa, i tak nadrobią Chiny, i to z nawiązką...

ZOBACZ TAKŻE:

Producenci znacznie zaniżają spalanie. Kto najbardziej?

Producenci zaniżają zużycie paliwa średnio o 25 proc.

Więcej o: