Producenci aut oszukują klientów! Manipulacje podczas testów

Producenci aut okłamują polityków i nabywców zaniżając spalanie. Bruksela wkrótce ograniczy te praktyki. Niewykluczone są kary za manipulacje wynikami

Producenci samochodów mają cel, by sukcesywnie obniżać spalanie. Zamiast posługiwać się nowymi technologiami, wykorzystują luki w prawie. Daje to producentom aut korzyść ok. 600 euro na samochodzie, a więc jedną trzecią wydatków jaką producenci powinni ponieść, aby spełnić limity narzucone w 2020 roku. Praktyki są na tyle podejrzane, że zajęła się tym Komisja Europejska.

Cała historia zaczęła się ok. 2005 roku, gdy powstał pomysł limitu emisji dwutlenku węgla przez samochody. Trzy lata później Europarlament oraz Rada Europy nałożyły na producentów samochodów sprzedawanych w Unii Europejskiej wymóg emisji poniżej 130 gram dwutlenku węgla (CO2) na kilometr od roku 2015 oraz 95 gram od 2020 roku. Przemysł samochodowy doskonale poradził sobie z limitami. Według badającej rynek firmy motoryzacyjny JATO, przeciętna emisja CO2 aut sprzedanych w Europie w 2012 roku wyniosła 132,3 grama/km, gdy rok wcześniej wynosiła 136,2 grama. Spośród dużych producentów dziewięciu już zmieściło się w limicie.

Problem zaczął się, gdy użytkownicy w żaden sposób nie mogli uzyskać zużycia paliwa podawanego przez wytwórcę. Już pod koniec 2011 roku Komisja Europejska otrzymała dane, że nawet 10 proc. redukcji emisji zostało uzyskane nie poprzez nowe technologie, lecz raczej dokładne wykorzystanie lub nawet naginanie procedur homologacyjnych.

Wyspecjalizowane instytuty badawcze opisały w raporcie w jaki sposób producenci doszli do tak dobrych wyników bez spodziewanych inwestycji w nowe technologie: wystarczyły np. stare, zdarte opony pompowane na kamień. Mają one mniejszy opór toczenia od nowych opon z głębokim bieżnikiem i normalnym ciśnieniem. Do testów homologacyjnych, w których mierzy się emisję CO2 podstawiano samochody dobrze dotarte, z 15 tys. km przebiegu, ze smarami o małej lepkości, które są bardzo drogie lub niepraktyczne w użytkowaniu codziennym.

Badania homologacyjne aut przebiegają w laboratoriach, na stanowiskach badawczych zwanych hamowniami podwoziowymi. Samochód stawiany jest na walcach i kołami wprawia je w ruch. Zmierzona na torze wielkość oporu ruchu służy do ustawienia oporów walców. Im łatwiej obracać walcami, tym mniejsze jest zużycie paliwa. Pomiar oporów ruchu polega na rozpędzeniu auta na torze badawczym do 120 km/h i wrzuceniu na luz. Długość przejechanej rozpędem drogi pozwala wyliczyć opory ruchu samochodu. Aby wydłużyć drogę wybiegu samochodu, zaklejane są szczeliny wokół drzwi, demontowane jest lewe zewnętrzne lusterko, wybierany jest także starannie sam tor.

W tych testach wyspecjalizował się hiszpański tor IDIADA, który ma bieżnię ze spadkiem o maksymalnie dozwolonym kącie 1,5 stopnia, pokrytą bardzo gładką nawierzchnią. Jest wysoko nad powierzchnią morza i w ciepłym klimacie, a więc powietrze jest rzadsze niż na mniejszych wysokościach. Zyskując drobne procenty na każdym z etapów badań koncerny samochodowe uzyskiwały nawet kilkunastoprocentowe redukcje bez większych inwestycji, wyłącznie dzięki elastycznemu podejściu do prawa.

Tory oraz instytucje homologujące pozwalają na tego typu praktyki, bo jak zauważają brukselscy biurokraci, to producent auta płaci pieniądze, a instytuty homologacyjne konkurują o klientów.

W maju 2013 roku ukazał się raport International Council on Clean Transportation, w którym wyliczono średnie spalanie samochodów na podstawie wyników dużych flot firm leasingowych, wypożyczalni, klubów samochodowych z kilku krajów Europy. Pokazuje on, że z roku na rok różnice pomiędzy spalaniem uzyskanym podczas homologacji, a tym w warunkach rzeczywistych rosną. O ile w 2001 roku spalanie katalogowe było zaniżone w stosunku do rzeczywistego średnio o 5-10 proc., to w ubiegłym roku różnica wynosiła już od 20 do nawet 30 proc.

Bruksela zauważa, że co prawda procedury homologacyjne w Europie, USA i Japonii są różne, ale to właśnie w Europie są największe odchyłki. Urzędnicy są zdecydowani, aby oszustwa ukrócić.

Na zlecenie ONZ fachowcy z branży motoryzacyjnej oraz placówek naukowych przygotowali nowe, światowe testy. Nazwane World Harmonized Light Vehicle Test Procedure (WLTP) mają być z woli polityków stosowane na wszystkich głównych rynkach i będą znacznie trudniejsze do manipulacji. Brukselscy biurokraci planują wdrożenie testów w Europie od września 2017 roku dla nowych modeli i rok później dla wszystkich. Jednak ostateczną decyzję podejmą państwa członkowskie. Tu właśnie odbywa się główna walka, bo np. Niemcy oraz popierające je Czechy, Słowacja i Węgry chcą odwlec moment ich wprowadzenia poza rok 2020, bo jest to wygodne dla przemysłu samochodowego tych krajów. Polska i Wielka Brytania nie zajęły stanowiska, natomiast reszta krajów skłania się ku wcześniejszemu terminowi. W październiku zapadną ostateczne decyzje.

Otwarta pozostaje także sprawa kar dla koncernów zaniżających spalanie. Wiele krajów UE przyznało niskoemisyjnym modelem zniżki podatkowe. W przypadku sztucznych wielkości różnice w opodatkowaniu modeli mogą sięgać nawet tysięcy euro na sztuce więc straty budżetów poszczególnych państwa szacowane są na kilkaset milionów do kilku miliardów euro. Nie jest wykluczone, że z tego powodu niektóre państwa mogą próbować naliczyć kary dla nieuczciwych koncernów.

Producenci znacznie zaniżają spalanie. Kto najbardziej?Zaniżają spalanie. Kto najbardziej?

Tesla S i Tesla RoadsterEV: Przyszłość motoryzacji pełna wad

Tak testuje się na torze IDIADATak testuje się na torze IDIADA

Więcej o:
Komentarze (77)
Producenci aut oszukują klientów! Manipulacje podczas testów
Zaloguj się lub komentuj jako gość
  • Gość: Przemek

    Oceniono 99 razy 91

    To tylko zręczne ominięcie tematu - spalanie paliwa (czy generalnie eksploatacja) jest tylko częścią tzw. śladu ekologicznego. Bardziej istotne jest - jak techniki wytwarzania jednostki napędowej wpływają na kształtowanie owego śladu, jaka jest żywotność jednostki i jakie są koszty (pieniężne i ekologiczne) utylizacji jednostki napędowej.
    Niezależni specjaliści od dawna przekonują, że normy europejskie są po prostu głupie, i będące siłą sprawczą jednostek trudnych i drogich w wytworzeniu, nietrwałych i trudnych w utylizacji. No cóż, ale ale ważniejsze są dyrektywy UE od zdrowego rozsądku...

  • abeerhaminus

    Oceniono 75 razy 61

    He, he...

    Największy wpływ na zużycie paliwa w czasie jazdy samochodu ma jego kierowca.
    Niestety ten "element" pojazdu nie podlega żadnej normalizacji ani homologacji.

  • fsmg

    Oceniono 61 razy 53

    jakiś czas temu chyba nawet gazeta pisała że jaki sens mają limity, skoro stary diesel typu mercedes w123 w wersji np. 200D w całym cyklu życia, od etapu produkcji, przez użytkowanie i serwis wypuści mniej CO2 niż nowoczesna jednostka która przy przebiegu 1 mln kilometrów będzie 4 razy naprawiana...

    tak więc nie tędy droga brukselko...

  • gti35

    Oceniono 54 razy 36

    Głupota rodzi patologię: gdyby urzędasy nie wymyślały dupereli w postaci limitów emisji CO2, to producenci mogliby podawać rzetelne dane, bez narażania się na kary. Ciekawe, że te problemy sa zupełnie nie znane producentom aut w USA, Japonii, Chinach i reszcie świata

  • dupajasi0

    Oceniono 38 razy 32

    Nie wiem tylko dlaczego teraz chcą karać producentów samochodów za naginanie procedur przy homologacji. Skoro puścili to na żywioł producentów to niech teraz nie marudzą. Mogli sami się wziąć za homologację i sprawdzanie emisji wykorzystując to tego samochody wybierane losowo z produkcji lub z salonów. Wszędzie urzędasy są tak samo mądrzy i jak o czymś nie pomyślą i coś spier...lą przy tworzeniu przepisów to później zwalają winę na innych co ich błędy wykorzystują. ;-)

  • Gość: wraziglaty

    Oceniono 46 razy 22

    No proszę, i da się napisać porządny artykuł bez miliona slajdów, literówek i błędów.

  • liczbynieklamia

    Oceniono 27 razy 21

    To nie producenci, a urzędnicy są winni tej sytuacji. Nie dość, że zatwierdzili idiotyczne testy (wykresy rysowane od linijki, zamiast na podstawie danych zebranych od rzeczywistych użytkowników), to jeszcze podnieśli stawkę w grze, uzależniając podatki od zużycia paliwa, tak że jego zaniżenie opłaca się podwójnie (bo klient ma wrażenie, że mniej wyda na paliwo i wie, że mniej wyda na podatek).

  • johanek4e

    Oceniono 30 razy 20

    Wniosek jest jeden - od 2020 roku w Europie będą jeździć tylko samochody zabytkowe a nowych (w/g założeń KE z 2005) nie będzie w ogóle bo nie będą spełniać norm.I problem dwutlenku węgla zniknie wraz z całą Unią...

  • Gość: hiszpan25

    Oceniono 5 razy 5

    Tak to jest jak auto jest "projektowane" przez ekooszołomów, biurokratów i księgowych a nie przez inżynierów. Za dawnych czasów gdy było projektowane przez inżynierów to i nie psuło się tak często i można było wierzyć w podawane dane techniczne. Teraz najpierw się tworzy dane techniczne zza biurka a potem inżynier stara się jakoś to spełnić... efekty nie mogą być najlepsze...

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX