NASCAR - malowane wyścigówki

Jak najłatwiej rozpoznać markę samochodu serii NASCAR? Po naklejkach naniesionych na nadwozie. Czy inne serie wyścigów pójdą tym samym torem?
1988 Chevrolet CamaroWybierz najlepszą generację Chevroleta Camaro

Są różne opinie o wyścigach NASCAR. Dla jednych to wspaniała rozrywka i hobby, dla innych sport dla niezbyt rozgarniętych ludzi (mowa o kibicach). W końcu niewiele potrzeba by „ogarnąć” samochody ścigające się po owalnym torze (wciąż mowa o kibicach). Nie będę zagłębiał się w sens oglądania takich wyścigów, wszak „nasza” Formuła 1 nie jest wcale wiele ambitniejsza, a przecież ma miliony wiernych widzów na całym świecie.

To, co mnie ciekawi to sposób promocji. Nie mówię tu o wszędobylskich naklejkach sponsorów, którym wóz wyścigowy NASCAR daje ogromne pole do popisu - w każdym razie znacznie większe, niż kask Małysza. Mówię o producentach samochodów, którzy chcąc promować swój konkretny produkt, nazywają jego imieniem „nową” maszynę wyścigową. Patrząc na bolidy startujące w tej serii trudno odróżnić je od siebie i gdyby nie naklejki byłoby to wręcz niemożliwe. A przecież powinno, bo przecież Chevrolet Camaro ma wyjątkowo rozpoznawalne kształty. Owszem, ale nie w NASCAR. Tu wszystko jest „znaturalizowane”, a jedyne różnice w wyglądzie osiąga się za pomocą farby.

Chevrolet z dumą wprowadzi model Camaro do serii NASCAR w 2013 roku. Camaro w wersji przygotowanej do wyścigów wyróżnia się licznymi elementami stylistycznymi, nawiązującymi do modelu produkcyjnego, takimi jak wybrzuszona maska silnika czy wklęsły grill. W projekcie uwzględniono również typowe dla Camaro okrągłe światła przypominające aureolę, kratownicę osłony chłodnicy oraz logo Chevroleta w kształcie złotej muszki - powiedział Jim Campbell, wiceprezes Chevrolet Performance Vehicles and Motorsports
Zagadka: co to za samochód? Rozwiązanie w galerii

Patrząc na nowe nascarowe Camaro nie mogłem powstrzymać się od komentarza. Czy gdyby tak wyglądał seryjny model ktokolwiek chciałby go kupić? Czy po publikacji pierwszych zdjęć rozpływalibyśmy się w superlatywach nad jego muskularnym ciałem inspirowanym poprzednimi generacjami? Raczej niespecjalnie. Podobnie jak na nikim nie robiła wrażenia poprzednia, nieco już zapomniana generacja Mustanga. Chevrolet nie jest wyjątkiem. Rączy koń Forda przygotowany na sezon 2010 także wygląda co najmniej osobliwie.

Co na to publiczność? Fani tej serii mają to za nic. Podobnie jak w F1 kibicuje się kierowcom, lub poszczególnym zespołom, a czasem ulubionej marce. Wygląd aut nie ma znaczenia.

Szkoda, bo kilka dekad temu w NASCAR ścigały się samochody kryjące wyczynową technikę, ale skrytą pod niemal fabrycznym nadwoziem. Było na czym oko zawiesić. No i można było się łudzić, że kupując takie auto w salonie nabywamy cząstkę sportowej spuścizny. Taka sytuacja jest jeszcze wciąż w wyścigach samochodów turystycznych (DTM itp.). Miejmy nadzieję, że i one nie zostaną zastąpione plastikowymi wydmuszkami z namalowanymi światłami.


ZOBACZ TAKŻE:

45 lat Chevroleta Camaro

Chevrolet Camaro posłuży w Indianapolis 500

Chevrolet Camaro - ogłoszenia

Więcej o: